W Budryku pracują ludzie z całego regionu
– To dobra ściana, wysoko wydajna – komentuje sztygar oddziałowy Tomasz Gawęcki. – Ma miąższość 2,2-2,8 metra. Wydobycie przebiega bez większych problemów, choć jest tam IV kategoria zagrożenia metanowego.
Ściana BW-5 jest dobrze wyposażona w nowoczesne maszyny i urządzenia. Węgiel urabia kombajn KSW 620 EZ. W ścianie jest obudowa Sato, przenośnik podścianowy Pioma-Bogda 1200.
Ściana znajduje się w sporej odległości od szybu zjazdowego. Dlatego górnicy na miejsce pracy są dowożeni podwieszaną kolejką spalinową.
– Od poniedziałku do piątku, na czterech zmianach prowadzimy wydobycie, bo maszyny mają pracować całą dobę. Przeglądy i planowane konserwacje wykonujemy w soboty i niedziele – mówi o organizacji pracy sztygar Gawęcki.
Kopalnia „Budryk” jest najmłodszą w polskim górnictwie węgla kamiennego. Pierwsza ściana ruszyła w niej w 1994 r. Od tego roku w „Budryku” pracuje sztygar Gawęcki. Przyszedł tu z nieistniejącej już kopalni „Pstrowski”.
W „Budryku”, który znajduje się w Ornontowicach, pracują ludzie z całego regionu. Kopalnie, w których pracowali, zostały zlikwidowane. Do „Budryka” górnicy dojeżdżają więc z Gliwic, Zabrza, Żor, Sosnowca, Czeladzi, czy nawet Kalet koło Częstochowy.
– Nowych pracowników, bez doświadczenia, jest tu bardzo mało. Większość to doświadczeni górnicy, z długim stażem pracy na dole – informuje sztygar Gawęcki.
Czy ludzie z różnych kopalń, z różnymi przyzwyczajeniami i nawykami, potrafili szybko się zgrać, aby dobrze z sobą współpracować? Sztygar Gawęcki podkreśla, że nie było z tym większych problemów.
– Trudno było tylko w pierwszych dniach, czy tygodniach, co wynikało z innego nazewnictwa narzędzi. Na przykład stojak SHC w kopalniach gliwickich to był „bolec”, a w kopalniach zagłębiowskich „słup”.
W oddziale G-3 na każdej zmianie pracują brygady, w których jest 20-25 osób. Jedną z nich kieruje Józef Kozioł. Górnikiem jest już prawie 24 lata, a przodowym od 10 lat. Do „Budryka” przyszedł z kopalni „Pstrowski”. W jego brygadzie są tak jak on, ludzie z „Pstrowskiego” i innych zlikwidowanych kopalń, m.in.: „Dębieńsko”, a nawet z „Nowej Rudy” koło Wałbrzycha.
Z brygadą Kozioła spotkałem się na krótko, bo po wyjeździe z nocnej zmiany. – Dobrze nam się fedrowało. Nie było żadnych problemów – komentował przebieg dniówki przodowy.