Turcja: inżynierowie - to nie był wypadek, lecz zabójstwo!
fot: ntvmsnbc.com
Zdaniem inżynierów górniczych pożar endogeniczny rozprzestrzenił się w kopalni z powodu niesprawnych czujników, zużytej i niewydajnej wentylacji oraz pracujących wentylatorów, które wyregulowano dopiero po długim czasie od wykrycia ognia
fot: ntvmsnbc.com
"To, co się zdarzyło w Somie, nie było wypadkiem, ale zabójstwem" - napisała we wstępnym raporcie w środę (14 maja) grupa ekspertów tureckiej branżowej górniczej Izby Inżynierów Elektryków w Izmirze, badająca przyczyny katastrofy w kopalni węgla brunatnego Soma.
Inżynierowie zaprzeczyli oficjalnie propagowanej wersji, w jaki sposób doszło do pożaru w kopalni: "Ogień nie pojawił się w następstwie awarii elektrycznej, jak podawano publicznie w pierwszych komunikatach" - stwierdzili.
"Inspekcja wykryła, że systemy monitoringu toksyn i gazów wybuchowych w kopalni oraz systemy sterowania wentylacją były niedostatecznie wydajne, zużyte i stare - cytuje fragmenty raportu stacja CNN.
Zdaniem grupy ekspertów katastrofa rozpoczęła się od zapłonu węgla (najprawdopodobniej endogenicznego - przyp. red.) na głębokości 700 m a nastepnie pracujące cały czas wentylatory wpychały ogień i dym dalej przez wyrobiska kopalni" - brzmi konkluzja raportu. Wentylacja po wykryciu ognia nie została natychmiast wyregulowana, stało się to "dużo później".
Sekcje zwłok ofiar wykazały, że większość zgonów została spowodowana zatruciem tlenkiem węgla. Prokuratura państwowa w Somie rozpoczęła własne śledztwo w sprawie najtragiczniejszej katastrofy górniczej w Turcji i jednej z najstraszliwszych na świecie.