Szkody górnicze: panika panewnicka
fot: Jarosław Galusek/ARC
W latach 80-tych ubiegłego wieku tylko na Górnym Śląsku wstrząsów wysokoenergetycznych odnotowywano ponad trzy tysiące w skali roku, w ostatnich latach zdarza się ich ok. 700
fot: Jarosław Galusek/ARC
Od kilku dni mieszkańcy katowickich Panewnik na każdy szmer budzą się nerwowo i spanikowani wyglądają przez okna, czy aby ich domy jeszcze stoją. Jedna z ogólnopolskich gazet ogłosiła w swym regionalnym dodatku, że z powodu eksploatacji węgla przez pół roku miały miejsce aż "43 silne tąpnięcia", a dzielnicy grozi "zapaść" terenu o pół metra.
Kopalnia Wujek pod Panewnikami fedruje od prawie 10 lat, ale teraz ludzie przestraszyli się nie na żarty, bo informacja wyglądała na wiarygodną. Gazeta podparła się urzędowym raportem, przygotowanym przez miejskie Biuro Geologii i Górnictwa. Jego drastyczne szczegóły na temat szkód w Polu Panewnickim i prognoz miały wyciec od radnych z Komisji Górnictwa, którą w Katowicach powołano zaledwie w kwietniu tego roku.
- Że czasem trzęsło, to nic nowego, ale myśmy nie mieli pojęcia, że to przez tąpnięcia. Prędzej czy później rzeka wyleje z koryta, domy zaczną się zapadać i czeka nas tu katastrofa! - martwi się jedna z mieszkanek ul. Owsianej, którą razem z rejonem ulic Panewnickiej, Łąkowej i Koszykowej wskazano w mediach jako miejsce szczególnie zagrożone "zapaścią terenu".
Odpowiedzialni za skutki eksploatacji specjaliści Katowickiego Holdingu Węglowego, których poprosiliśmy o wyjaśnienia, załamują ręce. Nie pierwszy raz lektura fachowych dokumentów kończy się w prasie manipulacją, gdy dziennikarz nie zna podstawowych pojęć górniczych. "Zapaść terenu" (o której napisano) to w rzeczywistości gwałtowna nieciągła deformacja, a "tąpnięcia" - najczęściej mylone ze wstrząsami - oznaczają gwałtowne zniszczenie wyrobisk.
- Nic takiego nie jest prognozowane w zasięgu wpływów wydobycia z pokładu 409 w Polu Panewnickim - mówi Agnieszka Mika z biura prasowego KHW i podkreśla, że dotychczas w tym miejscu wyeksploatowano już 5 ścian, ale nie było żadnych zapaści, a jedynie osiadania terenu o niewielkim nachyleniu i na dużej płaszczyźnie, w dodatku nie pod domami, ale w lasach. - Prawdą jest, że w rejonie ściany 6 w pokładzie 409 od początku roku wystąpiło ponad 40 wstrząsów, w żadnym jednak przypadku nie doszło do tąpnięcia - dodaje Mika.
W obronie kopalni staje Stefan Gierlotka, katowicki radny z okręgu Ligota-Panewniki i szef Komisji Górniczej Rady Miejskiej Katowic. - Domy w Panewnikach budowane są po dziadowsku. Deweloperzy wykorzystują lukę w przepisach: biorą od górnictwa dodatkowe pieniądze na zabezpieczenie fundamentów przed szkodami, ale nikt nie ma prawa sprawdzić, na co je wydali - mówi Gierlotka i zaznacza, że w maju tego roku na dwóch wyjazdowych posiedzeniach radni badali wspólnie z Nadleśnictwem Katowice, czy KHW należycie rekultywuje obszary leśne na obrzeżach Panewnik, Ligoty i Ochojca. Wyniki zaskoczyły wszystkich. Gdy okazało się, że na jedne tylko osadniki Krystyna kopalnie wydały już 20 mln zł, a coroczna pielęgnacja przyrody kosztuje je tam ok. 20 tys. zł, radni dopytywali, dlaczego nie informuje się o tym mieszkańców Katowic.
KHW nie stroni od naprawy wszystkich udokumentowanych szkód, które wyrządza mieszkańcom wydobyciem. W Panewnikach chroni szczególnie wrażliwe koryto Kłodnicy z jej meandrami. Ostatnie badania dowodzą, że mimo eksploatacji węgla nie zostało w żaden sposób uszkodzone.
Dlaczego więc media tak niefrasobliwie wzbudzają w Panewnikach antygórniczą psychozę? Radny Gierlotka ma własną opinię: - Na pierwszej stronie musi się dzisiaj znaleźć skandal lub katastrofa. Wyważonego raportu nikt przecież nie wydrukuje - mówi, przestrzegając, że warto grać fair z górnikami, bo wtedy oni też zachowają się uczciwie, gdy przyjdzie likwidować realne szkody, którym nikt nie zaprzecza.