fot: Kajetan Berezowski
– Ta dłubanina, to całe moje życie. Ledwo bladym świtem oczy otworzę, a już za dłuto chwytam - mówi Krzysztof Szydło z Piekar rzeźbiący w węglu
fot: Kajetan Berezowski
Barbórki, gwarki, górnicy, postacie świętych, a nawet miniaturki kościołów – dzieła wyrzeźbione ręką piekarskiego górnika uderzają świeżością ujęcia i zarazem prostotą. Każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, dopracowany jest ze szczególną precyzją.
– Ta dłubanina, to całe moje życie. Ledwo bladym świtem oczy otworzę, a już za dłuto chwytam. Potem szychta na „Piekarach”, a po szychcie do warsztatu. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku – opowiada Szydło, czarny, jakby z komina wylazł, od węglowego pyłu.
W okolicznych parafiach i muzeach stworzone przez niego figury zajmują centralne miejsca. Wspaniałe monstrancje i figury świętych trafiły do kościołów w Dąbrówce, Brzezinach, na Józefkę, no i do piekarskiej Bazyliki, ma się rozumieć.
– Skąd u mnie ten talent? Hmmm... Żebym ja to wiedział. Podobno dziadkowie rzeźbili. Nauczycielka z plastyki przynosiła mi do szkoły kawałki mydła. Po 45 minutach wszyscy kiwali głowami, patrząc na efekty mojej pracy. Jako mały szkrab potrafiłem rzeźbić twarze, a nawet całe postacie.
Ojciec, jak z kopalni do domu wracał, też nie mógł się nadziwić. Z czasem zaczął mi przywozić z kopalni bryły węgla. I tak zabrałem się za robotę w węglu – gawędzi Krzysztof Szydło.
Większość figurek piekarskiego górnika-artysty ma swój charakterystyczny, wyraźnie wyczuwalny styl. Twarze górników i gwarków są zamyślone, często pełne zmarszczek, z długimi brodami. Jedynie Barbórki odbiegają od reszty. Ich twarze lśnią gładkością, wręcz błyszczą.
– Ja fotografii nie potrzebuję. Nikt nie musi mi pozować. Lubię rzeźbić z pamięci. Na naszego papieża kilka razy spojrzałem i już robiłem – zapewnia Szydło.Te wyjątkowe dzieła przedstawiające Jana Pawła II powędrowały do Watykanu, podobnie jak wiele innych, które trafiły do rąk rozmaitych pasjonatów i kolekcjonerów sztuki w całej Europie.
Krzysztof jest kontynuatorem dawnych tradycji górniczych, zapoczątkowanych jeszcze w XIX wieku. Podczas strajków górnicy, przesiadujący w kopalniach, z nudów dłubali w węglu. W ten sposób powstawały wisiorki o rozmaitych kształtach, monogramy, krzyżyki, młotki górnicze, a z czasem również pierwsze rzeźby przedstawiające postacie z legend, skarbnika, Św. Barbarę.
Przekazywano je na powierzchnię w podzięce za dostarczoną strawę, albo z pozdrowieniami dla najbliższych. Współczesne rzeźby z węgla uważane są powszechnie za najcenniejsze pamiątki ze Śląska, kojarzonego od wieków właśnie z węglem.Krzysztof Szydło powiada, że tak długo będzie rzeźbił, dopóty wystarczy mu sił i... materiału.
Bywa, że i trzy-cztery godziny stoi przy taśmie na sortowni, wypatrując odpowiednich brył. Bez problemu można je dostrzec. Już z daleka przyciągają wzrok charakterystycznym połyskiem. Taki węgiel nie wietrzeje, nie pęka, jest mocny strukturalnie i łatwo poddaje się dłutom.Już po tegorocznej Barbórce Szydło wypatrzył na sortowni pokaźnej wielkości lśniąca bryłę o średnicy jednego metra. Samo jej ściąganie trwało ponad godzinę.
– Sam Pan Bóg mi ją chyba zesłał. Z takiej sztuki to i cztery figury wydłubię – zapewnia.
Jakie? Nie trudno się domyśleć, wszak Boże Narodzenie za pasem. Będzie – jak znalazł – Józef, Maryja, Jezusek i betlejka.