Spoglądamy w przyszłość

1424504586 02 stopajs k3

fot: Jacek Srokowski

Ruszamy na północ, gdyż tam zlokalizowane są atrakcyjne, perspektywiczne złoża. Spodziewamy się, że pod koniec 2016 r. otrzymamy koncesje wydobywcze na obszarach Ostrów oraz Orzechów, dla których posiadamy obecnie koncesje rozpoznawcze - wyjaśnia prezes Zbigniew Stopa

fot: Jacek Srokowski

Musimy tak jak inni zaciskać pasa, ale jednocześnie mamy ten komfort, że możemy sięgać daleko w przyszłość. Tym bardziej, że zakończyliśmy nasze strategiczne inwestycje w Stefanowie, a także uruchomiliśmy Zakład Przeróbki Mechanicznej Węgla, przez co osiągnęliśmy docelową zdolność produkcyjną kopalni - zaznacza w rozmowie z Trybuną Górniczą Zbigniew Stopa, prezes zarządu Lubelskiego Węgla Bogdanka SA.

Śląskie górnictwo pogrążone jest w kryzysie, gdy tymczasem Bogdanka umacnia się na polskim rynku...
Patrząc na to, co dzieje się na Śląsku, nie możemy narzekać, bowiem miniony rok był dla nas rekordowy pod względem produkcji. W całym 2014 r. spółka wydobyła 9,19 mln t węgla handlowego, co oznacza wzrost o 10 proc. w porównaniu z rokiem poprzedniego. Zakładamy, że tegoroczne wydobycie będzie jeszcze wyższe, choć pewnie nie tak wysokie, na jakie pozwala nam nasz potencjał produkcyjny. Niestety, nadpodaż węgla na krajowym rynku zaczyna i nam doskwierać.

Dlatego pewnie z wielką uwagą przyglądacie się sytuacji w śląskim górnictwie?
Owszem, bowiem niskie ceny węgla i ogromne zapasy tego surowca, które dobijają śląskie kopalnie, prowadzą do rozwiązań, które w dłuższej perspektywie mogą wpłynąć na konkurencyjność firm wydobywczych. Mam tu na myśli pomysły powiązania organizacyjnego tzw. Nowej Kompanii Węglowej z firmami energetycznymi. Nie ukrywam, że tego typu rozwiązania mogą nam poważnie ograniczyć rynek zbytu. Zakładam jednak, że decyzje, które w tym względzie będą zapadały, będą miały podstawy biznesowe, a nie polityczne.

Załóżmy zatem, że decyzje będą miały podstawy biznesowe.
Musimy tak jak inni zaciskać pasa, ale jednocześnie mamy ten komfort, że możemy sięgać daleko w przyszłość. Tym bardziej, że zakończyliśmy nasze strategiczne inwestycje w Stefanowie, a także uruchomiliśmy Zakład Przeróbki Mechanicznej Węgla, przez co osiągnęliśmy docelową zdolność produkcyjną kopalni. Dzięki temu możemy dziś sprostać trudnym warunkom rynkowym.

Kryzysy mają to do siebie, że silni wychodzą z nich jeszcze silniejsi. Liczy Pan na taki efekt?
Owszem, co nie znaczy, że nie musimy zastanowić się nad tym, jak działać w dłuższym terminie. Jesteśmy właśnie w trakcie weryfikacji strategii na najbliższe lata. Wprawdzie nasza koncesja wygasa w 2031 r., ale przy tak intensywnym wydobyciu, jakie prowadzi Bogdanka, musimy już dziś myśleć o nowych frontach wydobywczych, by zabezpieczyć sobie zasoby węgla na przyszłość.

W jakim kierunku rozwijać się będzie Bogdanka, skoro lubelskim węglem interesuje się już wiele firm?
Ruszamy na północ, gdyż tam zlokalizowane są atrakcyjne, perspektywiczne złoża. Spodziewamy się, że pod koniec 2016 r. otrzymamy koncesje wydobywcze na obszarach Ostrów oraz Orzechów, dla których posiadamy obecnie koncesje rozpoznawcze. W Ostrowie ruszyły już wiercenia, a w Orzechowie rozpoczniemy je jeszcze w tym roku. Jednak już dziś zastanawiamy się, jak najlepiej zagospodarować nowe złoża.

Jakie są pierwsze przymiarki?
Póki co będziemy starali się zagospodarować nowe złoża w oparciu o obecną infrastrukturę kopalni. Udostępnienie tego obszaru z powierzchni, co wiąże się z budową szybów, jest jeszcze przed nami. Mamy jeszcze czas na podjęcie ostatecznych decyzji.

Czy zaangażowanie w północne obszary oznacza, że Bogdanka odpuściła sobie sporne złoże K-6-7, na które koncesje rozpoznawcze otrzymała wcześniej australijska firma Prairie Down Metals?
Absolutnie nie. Decyzja Ministerstwa Środowiska jest według nas wadliwa, dlatego też nie składamy broni w walce o koncesję na obszar K-6-7. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi deklaracjami, rozstrzygnięcie sporu znajdzie swój finał na drodze sądowej.

Skąd taka determinacja?
Obszar ten był już rozpoznany. Dlatego chcieliśmy przystąpić od razu do prac nad uzyskaniem koncesji wydobywczej, ale okazało się, że Prairie Down Metals, występując o koncesję na rozpoznanie złoża, pokrzyżowała nam nieco plany. Jeśli spółka ta zgromadzi odpowiednią dokumentację, będzie mogła tak jak my ubiegać się o koncesję wydobywczą. Oczywiście nie jest to takie proste, bo spółka ta musi wówczas rozpocząć konkretne prace przygotowawcze, z zaprojektowaniem kopalni włącznie, by ostatecznie rozpocząć budowę kopalni, a to już nie jest to samo, co rozpoznanie złoża.

Nie wierzy Pan w ten projekt?
Przyznam szczerze, że nie wierzę w ten projekt, bo moim zdaniem jest on mocno niedoszacowany. Jeżeli ktoś twierdzi, że wybuduje tu kopalnię na obszarze 180 km kw. za 2,5 mld zł, to, moim zdaniem, nie ma pojęcia o faktycznych kosztach, które wiążą się z budową kopalni na tym terenie. Budowa kopalni na Lubelszczyźnie od podstaw, bez żadnej infrastruktury przemysłowej, zwłaszcza transportowej i energetycznej, to znacznie większy koszt inwestycyjny. Mało tego, wydobycie na Lubelszczyźnie jest tylko pozornie proste. Ono jest bowiem proste, jak już jest się na dole, dokona odpowiedniej rozcinki złoża. Jednak najpierw trzeba się do niego dostać z powierzchni, a to z uwagi na bardzo trudne warunki hydrogeologiczne nie jest ani łatwe, ani tanie. Może gdyby za taką inwestycją stał poważny inwestor branżowy, to byłaby szansa, że coś by z tego wyszło. Natomiast my o spółce Prairie Downs Metals wiemy bardzo niewiele, zaledwie tyle, że akcje Prairie Down Metals na giełdzie w Sydney warte są jedynie kilkadziesiąt milionów dolarów australijskich. To na pewno nie jest gracz z tej ligi, co australijscy giganci jak Rio Tinto czy BHP Billiton, a tylko takich potentatów stać byłoby na budowę kopalni na Lubelszczyźnie. Jednak dla poważnych światowych graczy Polska nie jest atrakcyjnym kierunkiem, gdyż jest wiele atrakcyjniejszych w świecie miejsc pod inwestycje węglowe.

Spodziewa się Pan propozycji współpracy ze strony Prairie Downs Metals?
Nie mogę się na ten temat wypowiedzieć, ponieważ nie wpłynęła do nas żadna oferta.

A gdyby wpłynęła, co by Pan wówczas powiedział?
Powiedziałbym tylko tyle, że nas ona nie interesuje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zielona Pracownia pod Chmurką w Skrzydlowie otwarta. Nowa eko-inwestycja w gminie Kłomnice

Szkoła Podstawowa w Skrzydlowie zyskała nowoczesną, ekologiczną przestrzeń do nauki na świeżym powietrzu. 15 maja oficjalnie otwarto tam „Zieloną Pracownię pod Chmurką”, która ma pomóc w praktycznym poznawaniu przyrody. Inwestycja warta ponad 177 tys. zł została zrealizowana przy wsparciu WFOŚiGW w Katowicach

Polskie kopalnie zachwycają świat, podczas gdy inne zniknęły. Eksperci: to dziedzictwo nie przetrwa samo

Przez cztery dni Wieliczka i Tarnowskie Góry były miejscem spotkań ekspertów, muzealników, naukowców i przedstawicieli ośrodków górniczych z ponad dwudziestu krajów świata. Tegoroczna konferencja odbywała się pod hasłem „Dziedzictwo górnicze w szybko zmieniającym się świecie”.

Nie żyje Piotr Pyzik, były wiceminister od górnictwa

W wieku 69 lat zmarł Piotr Pyzik, były poseł PiS i były wiceminister aktywów państwowych odpowiedzialny za górnictwo.

Korski: Chcę wierzyć, że JSW stanie na nogi, bo to problem tysięcy ludzi i ich rodzin

Jastrzębska Spółka Węglowa ma nowy zarząd, prezesem został, a właściwie pozostał, Bogusław Oleksy. Od wielu lat związany z energetyką węglową i węglowym górnictwem. Zastanawia mnie tylko, dlaczego procedura wyboru prezesa trwała tak długo? Dla pogrążonej w kryzysie firmy brak lidera mocno osadzonego za sterem, czyli z poparciem i zaufaniem, to problem niebagatelny w oczach biznesowych partnerów. Stary/nowy prezes miał odwagę podjąć się kierowania taką firmą i w takim czasie i ma, moim zdaniem, odpowiednie kwalifikacje. W świetle tego przeciągająca się procedura wyboru wskazywała na ograniczone zaufanie do kandydata. Tak to odbieram, a zwłaszcza w świetle nagłej rezygnacji przewodniczącego rady nadzorczej JSW, który podał co prawda inny powód, ale wypadło, jak wypadło.