Słońce grzeje i ochładza

Niedawno napisałem dla polskiego tygodnika komentarz na temat znaczących spadków temperatury na świecie w 2008 roku i w minionej dekadzie. Nie zdziwiłem się, gdy tekst wywołał burzę wśród polskich współpracowników IPCC, zaprzeczających możliwości oziębiania się klimatu.

Byłem jednak zaskoczony, gdy ciskając gromy pisano o „klimatycznej teorii spiskowej” i „wielkim międzynarodowym spisku”. Nie użyłem tych określeń ani ich nie sugerowałem. Pojęcia te wyłoniły się prawdopodobnie z danych i faktów, jakie przedstawiałem, pokazując słabość hipotezy o globalnym ocieplaniu się klimatu. Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego tak wielu wierzy w ludzkie sprawstwo współczesnego okresu ocieplenia, którego nigdy nie dowiedziono naukowo, jeśli nie uwzględni się irracjonalnych czynników o politycznym lub ideologicznym podłożu.

Samobójczy spisek
Rozwiązanie kwestii klimatycznej zostało upolitycznione dziesiątki lat temu i utraciło swój czysto naukowy charakter, służąc celom ideologii, polityki i biznesu. W grę tę zaangażowane zostały grupy uczonych, których niezależność konfrontowana jest z widokami na szczodre granty i estymę.
Źródło ideologii „obrońców klimatu” możemy odnaleźć w „Raporcie z Żelaznej Góry” („Iron Mountain Report”), który jest efektem czteroletnich studiów 15-osobowej grupy amerykańskich intelektualistów. Rozpatrywali oni długoterminowe perspektywy ludzkości w związku z ryzykiem, jakie miałoby wynikać z trwałego pokoju. „Raport z Żelaznej Góry” został utajniony przez prezydenta Lyndona Johnsona, lecz po kilku latach „wyciekł” w postaci książkowej.

Proponował m.in. utworzenie światowych sił policyjnych, wprowadzenie nowoczesnych form niewolnictwa, eugeniki, eutanazji, masowego dobrobytu, wymyślenie nowych quasi-religijnych mitów na okoliczność nowych zagrożeń globalnych oraz w przesadny sposób rozwijał problem ochrony środowiska, nawołując do stworzenia licznych rządowych mechanizmów kontroli i subwencjonowania. Zapoczątkował szereg wydarzeń prowadzących do olśniewającego rozwoju ruchów ekologicznych i do obecnej histerii klimatycznej.
Jednym z najważniejszych zaleceń „Raportu z Żelaznej Góry” jest skupienie opinii publicznej na zanieczyszczeniach środowiska naturalnego. Zalecenie to zostało zrealizowane przez Klub Rzymski w dokumencie „Bariery wzrostu”. Zawarte w nim katastroficzne przepowiednie (m.in. całkowite ustanie życia w Bałtyku w 2000 roku z powodu zanieczyszczeń i braku tlenu) okazały się fałszywe. Niemniej skrajnie niebezpieczne, paranoiczne motto: „Świat choruje na raka, a rakiem tym jest człowiek” zostało szeroko przyswojone przez Zielonych wraz z rekomendacją, aby ograniczać wszystko, co eufemistycznie nazwano „zrównoważonym rozwojem”.

Polityka zastraszania z niekończącą się procesją upiornych i nierealnych projekcji przyszłości – znalazła swą kontynuację w trzecim raporcie Klubu Rzymskiego (1991). Przesłanie było następujące: „Zanieczyszczenia, postępujące ocieplenie globalne, niedobory wody, głód itp. powstały w wyniku ludzkiej interwencji w naturę… Rzeczywistym przeciwnikiem jest więc dla siebie sama ludzkość”.
Jest to naprawdę niebezpieczne, ponieważ samobójcza wojna z takim wrogiem odwołuje się do najlepszych altruistycznych odruchów i dobrej woli ludzi, spośród których wielu gotowych jest poświęcić własną przyszłość, by obronić Matkę Ziemię przed nieistniejącymi zagrożeniami. Ów emocjonalny fortel nadał eko-ideologii światowy zasięg.

Kwestia klimatyczna stała się obecnie chyba najważniejszą sprawą w centrum zainteresowania ONZ i polityków; przynajmniej oni sami tak twierdzą1). Przybrała także wymiar moralny. W 2007 roku Gro Harlem Brundtland, specjalny wysłannik sekretarza generalnego ONZ do spraw Zmian Klimatycznych, wskazując na sceptyków stwierdził: „Jest rzeczą nieodpowiedzialną, lekkomyślną i głęboko niemoralną kwestionowanie powagi realnego zagrożenia ze strony zmian klimatycznych”.

Wcześniej jeszcze światło na surową moralność „klimatystów”2) rzucił Stephen Schneider, jeden z ich naczelnych guru: „Jesteśmy nie tylko naukowcami, lecz również ludźmi poszukującymi wsparcia w okiełznaniu wyobraźni słuchaczy. Musimy oglądać się na media. Jesteśmy niejako zmuszeni zaoferować im przerażające scenariusze wydarzeń, uproszczenia, dramatyczne stwierdzenia oraz wzmiankować mniej wątpliwości, niż byśmy ich naprawdę mieli. Każdy z nas musi zdecydować, jak osiągnąć najwłaściwszy stan równowagi między byciem skutecznym a byciem uczciwym.” (1989).
Podobny standard moralny przedstawił Al Gore: „Wierzę, że nawet przesada w prezentacji faktów na temat zagrożeń globalnego ocieplenia jest usprawiedliwiona, jeśli prowadzi do otwarcia się odbiorców i do wsłuchiwania się przez nich w możliwe rozwiązania problemu” (2006). Na identyczną modłę wypowiadał się przewodniczący IPCC Rajendra K. Pauchari referując raport organizacji.: „Mam nadzieję, że zaszokuje on społeczeństwa i rządy na tyle, by podjęły poważniejsze działania.”(2007). A zatem IPCC nie ma ambicji przedstawiania obiektywnej sytuacji klimatycznej, ale raczej pragnie „szokować” publiczność, by podjęła działania, które doprowadzą nie tyle do skutków w obrębie klimatu, ale raczej pociągną za sobą konsekwencje w globalnym wymiarze ekonomicznym i społecznym. Wdrożenie takich działań rozbierze na części światowy system energetyczny, podstawową siłę napędową naszej cywilizacji.

Polityczną i gospodarczą skalę problemu odzwierciedlają sumy przeznaczane albo już wydane na powstrzymanie naturalnego, łagodnego okresu ciepłoty, jednego z kilku podobnych okresów, jakie przeszła biosfera w ciągu trwającego okresu międzylodowcowego (interglacjału).
Według Komisji Senatu USA ds. Środowiska i Spraw Publicznych w ciągu minionych 10 lat fundusze na promocję hipotez o zawinionym przez człowieka ociepleniu globalnym pochłonęły ponad 50 miliardów dolarów. Podczas gdy z drugiej strony „sceptycy” otrzymali w ciągu 20 lat 19 milionów dolarów. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ogłosiła, że obniżenie emisji CO2 o połowę będzie kosztować świat 45 trylionów dolarów do 2050 roku. Za taką cenę można by oczekiwać jakichś zmian w klimacie. Otóż, nawet gdyby pokaźna część globalnego ocieplenia była spowodowana emisją CO2 – a nie jest – wszelkie wysiłki zmierzające do jej kontrolowania spowodują obniżenie temperatury w przyszłości o zaledwie 0,02 stopnia Celsjusza, wielkość niewykrywalną.

Ochłodzenia przeszłe i przyszłe
Od 1998 roku obserwujemy trend malejący temperatur w niższej troposferze. Obserwacje powierzchni ziemi, jak i troposferyczne sugerują, iż właśnie wchodzimy w zimną fazę klimatu. Obserwacje te pozostają w całkowitej niezgodzie z modelem opartym na założeniu, jakoby obecny okres ciepły miał swe źródła w spowodowanej przez człowieka emisji CO2.

Roczny przyrost przemysłowej emisji CO2 na świecie zwiększył się z 1,1 proc. w latach 1990–1999 do ponad 3 proc. w latach 2000–2004 i stale rośnie. Tak więc, według przewidywań IPCC globalna temperatura powinna rosnąć teraz szybciej niż przedtem, a jednak zamiast tego mamy do czynienia z okresem ochłodzenia. Jest jasne, że oziębienie nie może być związane z szybko rosnącą emisją CO2. Jego przyczyną jest raczej aktywność słońca, która spadła ostatnio drastycznie z rekordowo wysokiego poziomu w latach 60. XX wieku, najwyższego w ciągu ostatnich 11 stuleci, do ekstremalnie niskiego poziomu obecnie.

Aktywność słoneczną odzwierciedla liczba plam na słońcu, ich rachuba wskazuje zwykle na 11-letnią okresowość (131 miesięcy plus minus 14). W obecnym cyklu nr 23 maximum (150 plam) zanotowano we wrześniu 2001. NASA oficjalnie stwierdziła, że kolejny 24. cykl rozpocznie się w marcu 2006 i będzie od 20 do 50 proc. silniejszy od poprzedniego. Ale do teraz Słońce pozostaje spokojne. Aktywność słoneczna ciągle była niska na początku 2008 roku, a sierpień 2008 r. był (prawdopodobnie) pierwszym miesiącem bez plam od 1913 roku. Zaobserwowano, że maleje nie tylko liczba plam, ale też siła ich pola magnetycznego (swoje minimum osiągnie w 2015 r.). Niezwykle długo trwająca niska aktywność Słońca sugeruje, że być może wchodzimy w następne Minimum Maundera (okres 1645–1715 bez plam na słońcu). Była to najchłodniejsza część Małej Epoki Lodowcowej (1250–1900), gdy rzeki Europy i Ameryki często zamarzały, a Bałtyk skuty lodem przemierzały piesze armie i podróżnicy. Inni autorzy sugerują, że Ziemia osiągnie minimum temperatury około 2050–2060 roku. Jeszcze inne analizy obserwacji plam w okresie 1882–2000 przewidują, że ochłodzenie zacznie się z 25. cyklem słonecznym, skutkując minimalnymi temperaturami około 2021–2026 roku.

Współczesny okres ocieplenia klimatu jest jedną z niezliczonych naturalnych ciepłych faz klimatycznych. Temperatura obecnie jest niższa niż w czterech poprzednich okresach ciepłych w ciągu ostatnich 1500 lat. Niestety zdaje się, że ma się on ku końcowi, a ostatnie wahania klimatu sugerują, iż nadchodzi nowa, pełnowymiarowa epoka lodowcowa. Może ona nadejść w ciągu najbliższych 50 do 400 lat, z czapami lodu pokrywającymi północne krańce Ameryki i Eurazji.

Wiarygodność IPCC
Każdy z 4 raportów IPCC stawał się biblią dla ONZ, Brukseli i biurokratów w poszczególnych państwach.
Owe przyjmowane z wiarą raporty są teraz podstawą długoterminowych decyzji politycznych i ekonomicznych. Jeśli zostaną wypełnione, decyzje te doprowadzą do katastrofy w globalnej skali. Wiara w raporty dziwi tym bardziej, że wiele razy wykazywano, iż prace fundacji i ciał IPCC rozmijają się ze wzbudzającą wrażenie, efektowną fasadą. Krytyka publikacji i metod pracy IPCC pochodzi z zewnątrz, jak i ze środka organizacji. Trwa od ponad dwóch dekad. Wadliwe procedury, stronniczość i brak obiektywizmu, błędy faktograficzne, istotne omyłki i eko-ideologiczna karta przetargowa były obecne od pierwszego raportu IPCC.

Wśród krytyków zliczymy 13 członków IPCC, łącznie z przewodniczącym IPCC Jurijem Izraelem, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk, Richardem Lindzenem, jednym z wiodących meteorologów i „wiodących autorów” raportów IPCC; Vincentem Grayem, oficjalnym recenzentem wszystkich raportów, czy Paulem Reiterem, specjalistą od schorzeń malarycznych, który zrezygnował z prac dla IPCC w proteście przeciw przesadnemu i negatywnemu postrzeganiu medycznych efektów ocieplenia. John Christy, autor IPCC, dyrektor Earth System Science Center w Huntsville w Alabamie, jest jednym z wynalazców satelitarnego systemu opomiarowania temperatur globalnych. W listopadzie 2007 roku na łamach „Wall Street Journal” napisał, że nie tylko wierzy, iż nie dowiedziono, jakoby ludzie przyczynili się do globalnego ocieplenia, ale również odmawia swego „udziału” w Pokojowej Nagrodzie Nobla, którą w 2007 roku przyznano dla IPCC.
Akademicy czynią podskórne wysiłki, by zreformować tę organizację NZ i ustanowić naukowe normy jej działania. Dr Vincent Gray odmówił jednak udziału w tego rodzaju reformie mówiąc: – IPCC jest dogłębnie zepsuta. Jedyną reformą, jaką mógłbym zalecić, byłaby likwidacja.
Nazwa IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change – Międzyrządowy Panel ds. Zmiany Klimatu) sugeruje, że klimat zmienia się tylko teraz. Ten pogląd, uparcie powtarzany, przewija się w nazwach instytucji, programów, publikacji i w mediach. Nie jest jednakże prawdziwy. Bez interwencji człowieka i bez wpływu CO2 klimat zmieniał się stale przez kilka milionów lat, czasem bardziej, czasem szybciej niż dziś. Prędkość, z jaką nadszedł współczesny okres ocieplenia często przywołuje się za dowód jego ludzkiego zawinienia. Tymczasem tzw. epizody Dansgaard-Oeschger (D-Os) z ich skrajnie prędkimi zmianami klimatu wystąpiły bez jakiegokolwiek udziału człowieka około 20 razy w ciągu minionych stu tysięcy lat.

Dowody na ludzkie sprawstwo współczesnego ocieplenia
Najważniejszym argumentem ostatniego raportu IPCC na ludzkie sprawstwo ocieplenia są, oparte na modelach klimatycznych, obserwacje temperatur w latach 1906–2005 na pięciu kontynentach. Nie całkiem dokładne to obserwacje. IPCC argumentuje, że modele komputerowe używające jedynie naturalnych czynników klimatycznych, „jak aktywność wulkaniczna i zmienność promieniowania słonecznego” nie były w stanie zasymulować takich trendów temperatur, jakie wystąpiły w przeszłości, ale „kiedy do modeli tych wprowadzone zostają efekty wzrastającego poziomu gazów cieplarnianych, jak również naturalne czynniki klimatyczne, modele komputerowe podają dobrą symulację ocieplenia, jakie wystąpiło w minionym stuleciu”.

To nieprawda. „Argument odcisku palca ludzkiego” (tzn. ludzkiego sprawstwa ocieplenia – przyp. red.) zawiera dwa błędy: 1. ogranicza czynniki naturalne do promieniowania słonecznego oraz 2. niepoprawnie zakłada, jakoby wartość preindustrialna stężenia CO2 wynosiła około 280 ppm, oraz jakoby działalność ludzka zwiększyła tę wartość do około 380 ppm, tj. o około 36 proc.

Aby dopasować dane do globalnego cyklu węgla, IPCC spekulatywnie przyjęło błędny czas trwania CO2 w atmosferze na 50 do 200 lat, ignorując obserwacje zebrane z 37 badań, które dokumentują tę wartość na około 5 lat. Jeśli przyjąć wartość właściwą, to maksymalnie w atmosferze pozostaje teraz tylko 4 proc. CO2 wytworzonego przez człowieka, a nie 36 proc. Okazałoby się, że ilość CO2 pochodzenia antropogenicznego odpowiada za zaledwie 0,15 proc. całkowitego światowego efektu cieplarnianego.

Pominięcie promieniowania kosmicznego
IPCC rozpowszechniania ideę, jakoby to nie natura zawiadywała klimatem, lecz ludzka emisja CO2. Tymczasem badania glacjologiczne wykazały, że to właśnie klimat wpływa na poziom CO2 w atmosferze, a nie na odwrót.
Przez ostatnie kilkaset tysięcy lat wzrosty temperatury zawsze poprzedzały zwiększenie się stężeń CO2; także klimatyczne oziębienia zawsze występowały przed wtórnymi wobec nich spadkami CO2. Pomiary CO2 w XIX- i XX-wiecznej atmosferze pokazują, że zmiany CO2 postępują za temperaturą. Po trwającym wiele dziesięcioleci nagrzewaniu się Północnego Atlantyku nastąpił około 5-letni wzrost stężenia CO2 w atmosferze.

IPCC stanowczo nie docenia np. pary wodnej – głównego gazu cieplarnianego, który odpowiada za ok. 95 proc. efektu cieplarnianego globalnie. Także około 95 proc. całkowitej emisji rocznej CO2 do atmosfery jest naturalna i pochodzi z ziemi, mórz, a tylko w 5 proc. ze źródeł ludzkich.
W przeciwieństwie do tego, co upowszechnia IPCC, naturalne siły napędzające klimat są 4–5-krotnie bardziej odpowiedzialne za jego zmiany w stosunku do wpływu antropogenicznego. Ludzie odpowiadają za mniej niż 0,01 stopnia Celsjusza ocieplenia w ciągu ostatnich stu lat. Formacja niskich chmur zależna od fluktuacji promieniowania kosmicznego, zupełnie ignorowana przez IPCC, znacznie bardziej przyczynia się do współczesnego ocieplenia niż zmiany stężenia CO2. Dowodzą tego badania kosmoklimatologiczne. Niestety, ani jedna publikacja na temat efektów kosmoklimatycznych nie została uwzględniona w raporcie IPCC.

Pomiary pośrednie (lodu) zamiast bezpośrednich - atmosferycznych
W obliczeniach IPCC bazowano na pośrednich danych z pomiarów skorupy lodowej, zamiast bezpośrednich pomiarach atmosferycznych. Ojcem tezy, jakoby przedindustrialny poziom CO2 był o około 100 ppm niższy niż obecnie, jest brytyjski inżynier G.S. Callendar, który mógł poczynić podobne założenie, ponieważ dowolnie odrzucił ponad 90 tys. technicznie doskonałych, bezpośrednich pomiarów CO2 w atmosferze, dokonanych m.in. przez późniejszych laureatów Nagród Nobla w Ameryce, Azji i Europie w ciągu 149 lat, między 1812 a 1961 rokiem.
Bezpośrednie pomiary CO2 w XIX w. i pierwszej połowie XX w. kompletnie nie pasują do danych pośrednich ze skorupy lodowej zebranych na potrzeby IPCC.

Badania skorupy lodowej
Dawne stężenia CO2 w atmosferze, stwierdzane na podstawie analizy bąbelków powietrza uwięzionego w kawałkach lodu na Grenlandii i Antarktyce, uważane są za najmocniejszy dowód ludzkiego sprawstwa wzrostu zwartości CO2 w atmosferze ziemskiej.
Bez sprawdzenia, czy lód jest, czy też nie jest odpowiedni do rekonstrukcji składu chemicznego dawnej atmosfery, setki glacjologów spędzają dekady badając CO2 w lodzie i wspomagają fałszywy dogmat o ludzkim sprawstwie globalnego ocieplenia. Do dziś nie przeprowadzono sprawdzenia przydatności lodu do badań. Projekt eksperymentu w Norwegii został utrącony zanim się rozpoczął w 1994 roku, bo urzędnicy rządowi uznali go za „niemoralny”.

Lód nie spełnia zasadniczych kryteriów, niezbędnych do wiarygodnej oceny przeszłego poziomu CO2. Ponad 20 procesów chemicznych i fizycznych ma wpływ na przemiany oryginalnego powietrza w inkluzjach gazowych w lodzie. Pod wpływem ciśnienia na różnych głębokościach CO2 zaczyna opuszczać bąbelki powietrza na poziomie 200 metrów, a na głębokości tysiąca metrów znika zupełnie.

Odwierty dekompresują skorupę lodu, w którym gaz pojawia się na nowo, eksplodując niczym mikroskopijne granaty. Tworzy – w połączeniu z wibracjami świdrów - maleńkie szczeliny i mikroskopijne kratery na powierzchni lodu, które powiększają możliwość ucieczki gazów. Prawdopodobny ubytek CO2 może w takich razach wynosić od 30 do 50 procent. Wyniki zaburzane są dodatkowo dowolną selekcją fragmentów lodowych, których wiek szacuje się w niewielkim przybliżeniu.

Znane są wśród naukowców przykłady przedindustrialnych próbek lodowych, w których „stwierdzano” stężenie CO2 nijak nie pasujące do hipotez o ludzkim (industrialnym) sprawstwie ocieplenia klimatu. Zamiast odrzucić błędne założenie, glacjolodzy znaleźli „rozwiązanie” problemu: średni wiek powietrza w lodzie spekulatywnie odmładzano i w wyniku „korekty” okazywało się ono dokładnie 83 lata młodsze od lodu, w którym zostało uwięzione.
Celem podobnych manipulacji było wytworzenie wśród publiczności fałszywego przekonania, że XX-wieczny poziom CO2 nie miał precedensu w ciągu setek tysięcy lat. Badania lodu są w rzeczywistości jedynym dowodem ludzkiego zawinienia ocieplania się klimatu współcześnie, jaki przedstawiono w Raporcie IPCC. Dowodem fałszywym.

Wnioski końcowe
Wielokrotnie w ciągu 16 lat przedstawiałem dowody świadczące o manipulacjach glacjologicznych. Nie odnosiło to praktycznie żadnego skutku. Ostatnie ochłodzenie klimatu być może otworzy uszy widzów i decydentów na to, co mówią od kilku lat astronomowie: – Nasze Słońce wchodzi w długotrwałą drzemkę, ochładzając Ziemię i bliskie jej planety.

Nie poprawimy tego za pomocą protokołu z Kyoto, ani nie powstrzymamy w żaden inny sposób. Ale możemy przyjąć do wiadomości i przystosować się.

1) Na przykład Angela Merkel: „Zmiany klimatu są największym zagrożeniem, z jakim kiedykolwiek spotkała się cywilizacja ludzka”; Barak Obama: „Zmiana klimatu jest realna. Odbywa się tu i teraz, a jej skutki rodzą nowe globalne zjawisko: naturalną katastrofę spod ludzkiej ręki”; książę Karol: „Zmiany klimatu powinny być rozpatrywane jako największe wyzwanie ludzkości”; Gordon Brown: „Zmiana klimatu czyni z nas wszystkich – obywateli świata, w jej obliczu wszyscy jesteśmy naprawdę jednością”, Tony Blair: „Osiągnęliśmy moment krytyczny, by podjąć decyzje odnośnie do zmian klimatu. Jeśli teraz uchylimy się od działania, będzie to głęboko i niewybaczalnie nieodpowiedzialne. Niezbędna jest nam nagła i globalna rewolucja w dziedzinie ochrony środowiska”.

2) Klimatologia jest nauką. Klimatyzm to ideologia. Klimatolodzy są naukowacami natomiast klimatyści – działaczami społecznymi lub politycznymi, którzy wykorzystują klimatologię na usługach ideologii. Klimatologia była i wciąż pozostaje śledzeniem natury. Klimatyzm polega na wykorzystywaniu strachu przed naturą dla osiągnięcia wpływów, korzyści i społecznego uznania.

Tekst: prof. dr hab. Zbigniew Jaworowski
Autor (ur. 1927) jest profesorem nauk medycznych, lekarzem, radiologiem, przewodniczącym Rady Naukowej Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zwiedzili EC Szombierki. To była gratka dla miłośników historii techniki i architektury

20 czerwca Bytomianie mieli okazję zobaczyć z bliska, jak postępują prace związane z rewitalizacją Elektrociepłowni Szombierki. Podczas II Dni Otwartych zorganizowanych przez Grupę Arche uczestnicy zwiedzili jeden z najcenniejszych zabytków poprzemysłowych w regionie i poznali plany dotyczące jego przyszłego zagospodarowania.

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.

Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Gotowi na wielką metropolię?

Czescy samorządowcy nalegają na szybkie powołanie do życia metropolii, która połączyłaby Katowice z Ostrawą. Ogłosili to podczas dorocznego, XXXII Spotkania Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbyło się w ub. tygodniu w ostrawskim magistracie.