Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 733.81 USD (-0.34%)

Srebro

86.91 USD (-0.11%)

Ropa naftowa

105.04 USD (+0.70%)

Gaz ziemny

2.92 USD (+0.03%)

Miedź

6.50 USD (+0.04%)

Węgiel kamienny

114.75 USD (+2.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 733.81 USD (-0.34%)

Srebro

86.91 USD (-0.11%)

Ropa naftowa

105.04 USD (+0.70%)

Gaz ziemny

2.92 USD (+0.03%)

Miedź

6.50 USD (+0.04%)

Węgiel kamienny

114.75 USD (+2.00%)

Rocznica atomowej tragedii. Niezwykła rola górników

fot: Jacek Madeja/ARC

Nie ma zagrożenia dla kluczowych obiektów znajdujących się w strefie, tj. czarnobylskiej elektrowni jądrowej oraz miejsca przechowywania wypalonego paliwa jądrowego

fot: Jacek Madeja/ARC

We wtorek (26 kwietnia) mija kolejna - 36. już rocznica katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Sama katastrofa jest szeroko opisywana, ale dużo mniej znana jest historia grupy ok. 450 górników, którzy byli wśród ok. 800 tys. tzw. likwidatorów, czyli osób usuwających skutki katastrofy. Warto przypomnieć ich historię.

Po wybuchu i pożarze w bloku nr 4 elektrowni w Czarnobylu silnemu skażeniu promieniotwórczemu uległ znaczny obszar dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Rosji. Zaraz po katastrofie władze ówczesnego Związku Radzieckiego rozpoczęły walkę, której celem było zminimalizowanie skutków tragedii. Problem w tym, że na początku nikt za bardzo nie wiedział, z jakim zagrożeniem muszą sobie poradzić likwidatorzy, ani jak mają to zrobić.

Jako pierwsi do gaszenia pożaru przystąpili strażacy z pobliskiej Prypeci i Czarnobyla. Nikt im nie powiedział, że pod ruinami budowli, którą gaszą, znajduje się odkryty rdzeń reaktora atomowego. Udało im się ugasić pożar budynków elektrowni, ale promieniowanie, któremu zostali poddani, było tak wysokie, że wielu z nich zmarło w ciągu kilku następnych tygodni. Poświęcenie strażaków upamiętnia dziś w Czarnobylu pomnik opatrzony inskrypcją "Tym, którzy uratowali świat".

Przez cały czas płonął jednak rdzeń reaktora, emitując do atmosfery ogromne dawki promieniotwórczego pyłu. Rdzenia nie mogła ugasić woda, więc zdecydowano, że na zniszczony reaktor załogi śmigłowców będą zrzucały mieszaninę piasku, gliny i boru. Po zrzuceniu kilku tysięcy ton okazało się, że rzeczywiście emisja promieniotwórczych substancji zmniejsza się.

Pojawił się jednak całkiem inny, jeszcze poważniejszy problem. Resztki reaktora pod wypływem wysokiej temperatury zaczęły zamieniać się w tzw. korium, czyli coś na kształt sztucznej lawy, która zaczęła roztapiać metrową warstwę betonu, pod którą znajdowały się zbiorniki na wodę z wycieków. Na skutek akcji gaśniczej zbiorniki wypełniły się wodą, a przedostanie się do środka sztucznej lawy mogło grozić kolejnym wybuchem, który zniszczyłby również reaktor atomowy w sąsiednim bloku.

Gdyby do tego doszło, skażeniu radioaktywnemu mógłby ulec teren w promieniu kilkuset kilometrów od Czarnobyla. Kierujący akcją ratowniczą nie byli pewni do końca, jakie jest ryzyko wybuchu, ale nie można było ryzykować. Znów trzeba było znaleźć kogoś, kto uratuje świat. Na ochotnika zgłosili się trzej pracownicy elektrowni, którzy zeszli do zalanego wodą labiryntu korytarzy pod reaktorem i odkręcili zawory spustowe, co umożliwiło odpompowanie wody.

Nie wiadomo było, czy stopiony rdzeń nie przebije się jeszcze głębiej – stopi fundamenty elektrowni i przedostanie się do wód gruntowych, a następnie skazi Dniepr i Morze Czarne. Taki scenariusz oznaczałby katastrofę ekologiczną dla całej zachodniej części Związku Radzieckiego.

Aby temu zapobiec, postanowiono wybudować dodatkową "betonową poduszkę" oraz wymiennik ciepła, który doprowadziłby do schłodzenia rozgrzanego korium. To zadanie powierzone zostało właśnie górnikom. 

Oficjalne radzieckie źródła wyliczają, że część spośród niespełna 400 górników pochodziła z Podmoskiewskiego Zagłębia Węglowego, a konkretnie z Tuły, gdzie metodami częściowo odkrywkowymi wydobywany był węgiel brunatny, a kolejna grupa z Donieckiego Zagłębia Węglowego.

Inaczej sytuację przedstawia Władimir Naumow, były górnik oraz uczestnik tamtych wydarzeń, którego wypowiedź przytacza portal czarnobyl.pl. Według Naumowa wszyscy górnicy, którzy przyjechali do Czarnobyla (ok. 450 osób), byli z Tuły.

- Pracowałem jako górnik w obwodzie tulskim. Dwa tygodnie po wypadku w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, 13 maja 1986 r., na terenie kopalni pojawił się przedstawiciel Ministerstwa Górnictwa. Przyszedł, aby nas poprosić o udział w "likwidacji" katastrofy. Podkreślił, że w szczególności liczy na nas, ponieważ lokalne warunki geologiczne w rejonie elektrowni są wręcz identyczne z tymi w obwodzie tulskim. Mimo że ówczesne władze starały się pomniejszyć zasięg katastrofy, byliśmy świadomi niebezpieczeństwa. Najbardziej zaskakujące jest to, że prawie walczyliśmy między sobą, kto znajdzie się wśród tych, którzy podejmą się tego zadania. Prawdopodobnie miało to wiele wspólnego z kontekstem w tamtym czasie. Była to prawdziwa determinacja, by podjąć walkę z atomem. Kierownictwo oddelegowało najlepszych z nas. Utworzono pierwszą grupę 150 górników. Wyjechaliśmy w rejon katastrofy w ciągu kilku godzin. Następnie dołączyła do nas druga grupa 300 innych górników z Tuły – wspominał górnik.

Górnicy wydrążyli najpierw tunel o długości 150 m, a następnie wybudowali "betonową poduszkę". Cała praca zajęła im 36 dni, a żeby ograniczyć szkodliwe promieniowanie, pracowali w trzygodzinnych szychtach. Tylko początkowo korzystali z maszyn i w miarę, jak zbliżali się do reaktora, używali jedynie łopat i kilofów.

Fakt, że pracowali pod ziemią i często się zmieniali niewiele pomógł. Podczas pracy górnicy przyjęli napromieniowanie odpowiadające od 80 tys. do 160 tys. prześwietleń klatki piersiowej.

Dokładna liczba ofiar śmiertelnych katastrofy w Czarnobylu do dziś nie jest znana. Podobnie jest z górnikami. Według jednych źródeł w następstwie napromieniowania zmarła jedna czwarta z nich, inne podają, że w ciągu kilku kolejnych lat zmarło 170 górników z Czarnobyla. Co ciekawe dziś wiadomo, że ich śmierć była niepotrzebna, bo stopiony rdzeń przeniknął jedynie do pustych zbiorników i tutaj się zatrzymał.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Prezydent podpisał nowelę umożliwiającą pożyczki z ARP dla JSW i Azotów

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o systemie instytucji rozwoju, której celem jest umożliwienie Agencji Rozwoju Przemysłu udzielania pożyczek przedsiębiorstwom górniczym i innym spółkom o istotnym znaczeniu dla gospodarki, w tym JSW i Azotom.

Na Bałtyku rozpoczęto instalację fundamentów turbin na farmie wiatrowej Baltica 2

Na Morzu Bałtyckim rozpoczęto instalację monopali pod turbiny morskiej farmy wiatrowej Baltica 2 - poinformowali w poniedziałek w Gdańsku przedstawiciele PGE i Orsted. Zainstalowanych zostanie 111 monopali - pod 107 turbin wiatrowych i cztery morskie stacje elektroenergetyczne.

Związkowcy chcieli oddać petycję w sprawie Zielonego Ładu, nikogo nie zastali. „Tak pracują wybrańcy narodu”

W poniedziałek, 11 maja, przedstawiciele związków zawodowych odwiedzili biura senatorów ze Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Związkowcy chcieli przekonać w ten sposób parlamentarzystów do poparcia prezydenckiego wniosku dotyczącego przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie Zielonego Ładu. - To referendum nie dotyczy tylko Śląska. Ono tak naprawdę dotyczy całej Polski, wszystkich Polaków, bo to, jak się ono zakończy, będzie miało wpływ na przyszłość naszą, naszych dzieci i naszych wnuków - przekonywał w Katowicach Rafał Jedwabny, szef WZZ Sierpnia 80 w PGG.

Elastyczność i wolność w sercu nowoczesnego miasta – czy mieszkania na wynajem w abonamencie to dobry pomysł?

Współczesny styl życia w dynamicznym otoczeniu wymaga od nas niezwykłej mobilności oraz umiejętności szybkiego adaptowania się do ciągle zmieniających się warunków rynkowych. Coraz więcej osób rezygnuje z tradycyjnych zobowiązań na rzecz rozwiązań, które pozwalają zachować pełną niezależność bez konieczności wiązania się długoletnimi kredytami hipotecznymi. Wybór odpowiedniego miejsca do życia staje się zatem deklaracją naszych priorytetów, gdzie komfort oraz bliskość centrum grają zazwyczaj pierwsze i najważniejsze skrzypce w codziennym grafiku.