Rada ds. Narodowego Programu Redukcji Emisji: Społeczna czy rządowa?
Wydaje się, że strategia ta również jest akceptowana na szczeblu rządowym. Wskazuje na to rekomendowana w dniu 22 października Radzie Ministrów „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku” (wersja z dnia 15-10-2009), co wskazuje na to, że w najbliższych dniach zostanie ona przyjęta i wejdzie w fazę realizacji. Jednym z jej zadań jest znaczące obniżenie emisji dwutlenku węgla.
Podjęte działania w tej sprawie, zasadniczo sprowadzają się do podziemnego składowania tego gazu w głębokich strukturach geologicznych (CCS).
Polska jest najbardziej zainteresowana wdrożeniem tej technologii i jej jak najniższymi kosztami obciążającymi koszta produkcji energii. Tymczasem sprawa poszukiwań odpowiednich zbiorników podziemnych przystosowanych do tego rodzaju magazynowania sprężonego, a nawet ciekłego dwutlenku węgla jest zaledwie w fazie wstępnej.
Rząd naciskany przez przemysł wydobywczy i energetyczny usiłuje przyśpieszyć tę procedurę. Wymaga ona jednak solidnych i długotrwałych analiz, badań i eksperymentów, których ze względów bezpieczeństwa uniknąć się nie da.
W tej sytuacji, aby podzielić się odpowiedzialnością, a z drugiej strony zmobilizować naukę i technikę do szybkiej realizacji swoich zamierzeń minister gospodarki zainicjował powołanie Społecznej Rady ds. Narodowego Programu Redukcji Emisji.
Jej inauguracyjne zebranie odbyło się w środę 28 października. Radę powołał wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak. Szefem Rady został Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Oprócz Buzka, do dwudziestoosobowej Rady weszli również m.in.: dwaj wiceprzewodniczący Rady – prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber i b. minister gospodarki Janusz Steinhoff, sekretarz - ekspert energetyki prof. Krzysztof Żmijewski, specjalista od spraw ocieplenia klimatu prof. Marek Sadowski i b. ambasador Janusz Reiter.
Od strony zaangażowania środowisk naukowych do realizacji ambitnego programu jest to niewątpliwie krok w dobrym kierunku. Obecność w tym gronie polityków o znaczeniu międzynarodowym ma zapewne ułatwić wszelkie kontakty rządu w tej sprawie z odpowiednimi organami UE i innych pozaeuropejskich rządów.
Nie mniej nie sposób wyrazić przynajmniej sceptycznego stanowiska odnośnie nazwy tej rady. Wszak jest ona „społeczna”. Lecz wszystko wskazuje, że jest ona taka tylko z nazwy. Czy nie lepiej otwarcie przyznać, ze jest to struktura wprawdzie pozarządowa, ale powołana dla potrzeb rządowych? Jako doradcza, konsultacyjna, opiniodawcza itp., a nie społeczna. Wszak ta ostatnia na ogół powoływana jest przez niezależne od rządu organizacje, stowarzyszenia, fundacje, towarzystwa i inne tego rodzaju podmioty życia społecznego.
Z drugiej strony można powiedzieć, jak zwał, tak zwał, chodzi o to, aby coś dobrego z tego wyszło. Zapewne. Tyle tylko, że nazwa struktury, która mija się ze swoim semantycznym znaczeniem już na starcie źle wróży całemu temu przedsięwzięciu.