Jerzy Połomski, na którego górnicy mówią „Dziadek”, jest niekonwencjonalnym sygnalistą
– Ale zaczynałem od czołgu – wspomina. Kiedy widzi moje zdziwienie, wyjaśnia: – To był czołg T34 przerobiony na spychacz. Teraz Połomski pracuje pod ziemią jako sygnalistą na podszybiu.
– To bardzo ciekawa praca – podkreśla. – Daje mi możliwość obserwowania zachowań ludzi, ich nastrojów.
Połomski, na którego górnicy mówią „Dziadek”, jest niekonwencjonalnym sygnalistą. Za każdym razem, kiedy otwiera wrota windy, to wychodzących z niej pracowników, którzy udają się na swoje stanowiska pracy, wita słowami: „Szczęść Boże” i życzy im „szczęśliwej dniówki”.
Witam na poziomie 900
– Początkowo ludzie byli tym zaskoczeni, ale teraz już stało to się normą i nikogo nie dziwi – relacjonuje. – Bardzo się to podoba. A szczególnie gościom odwiedzającym naszą kopalnię, do których zawsze zwracam się słowami: „Szczęść Boże. Witam na poziomie 900”.
Połomski składa także górnikom życzenia z okazji świąt czy Nowego Roku. Treść, bardzo często w formie wierszyka, układa sam. Reakcja na to bywa różna. – Kiedyś w Sylwestra przychodzi górnik na podszybie – wspomina Połomski – a „szoli” jeszcze nie ma. Wiem, że to ludzi złości, bo zawsze chcą szybko wyjechać.
Ja mu mówię „wszystkiego dobrego w Nowym Roku”, a on mi odpowiada mrukliwie: „co się stary wygłupiasz”. Mnie takie zachowanie nie zraża. Zawsze staram się być uprzejmym, bo uważam, że do ludzi trzeba podchodzić z szacunkiem.
Połomski podkreśla, że to co robi, jest bardzo odpowiedzialną pracą. – Na tym stanowisku zatrudnił mnie dyrektor kopalni, a to znaczy, że mi zaufał, że będę ja dobrze wykonywał. Wpuszczam i wypuszczam ludzi z windy. Koledze na górze daję sygnał, a on z kolei powiadamia maszynistę, że może uruchomić wyciąg. My musimy sobie ufać, żeby zjazdy i wyjazdy były bezpieczne. Górnicy, którzy przychodzą po dniówce na podszybie, chcą jak najszybciej wyjechać na powierzchnię. Często się przepychają, są podrażnieni.
Dziadek, dowej szola
– Jak widzę, że coś jest nie tak, staram się jakieś dobre słowo powiedzieć, aby rozładować sytuację – opowiada Połomski. – Czasem robi się z tego żartobliwy dialog. Na przykład ktoś mi mówi: „Dziadek, dowej szola, bo mom autobus”. A ja mu odpowiadam: „To co się spieszysz, jak masz swój autobus”, albo pytam: „A kiedy ja od pana szolę brałem?”
Zachowania górników przed wyjazdem z dołu czasem są dla sygnalisty zadziwiające. Mimo że się spieszą, nikt nie chce wchodzić do pierwszej z trzech klatek, którą nazywa się „panoramą”. Wzięła się stąd, że po wyjeździe na nadszybie, znajdujący się w niej górnicy muszą czekać i patrzeć, jak ich koledzy opuszczają dolne klatki.
– Do „panoramy” ciężko ludzi wsadzić – mówi Połomski. – Kiedy kogoś do tego zachęcam, zazwyczaj słyszę: „Ja do panoramy! Nigdy”. Najczęściej tak zachowują się młodzi górnicy, którzy chcą się wykazać przed kolegami. Biorę wtedy taką osobę pod rękę i mówię: „O co ci chodzi. Masz jakieś lęki, boisz się tej panoramy. Ja ci pomogę”. Jak pierwszy wejdzie, to za nim pójdą następni i jest po kłopocie.
Czasami psioczą
Połomski przyznaje, że ludzie czasem na niego psioczą, bo jest dokładny i rygorystycznie przestrzega obowiązujących na jego stanowisku przepisów. Ale, jak podkreśla, relacje między nim, a górnikami, których zwozi na dół i wywozi na powierzchnię, są dobre. Praca, którą wykonuje i to jak się zachowuje wobec ludzi, sprawia, że jest rozpoznawalny, bo jak mówi: „mnie widać”.
– Nierzadko się zdarza, że chodzę po mieście i nagle słyszę: „cześć Dziadek” – opowiada Połomski. – Albo ktoś mnie zaczepia, kiedy jestem na urlopie i pyta: „Co ty tu robisz? Ty masz nas spuszczać na dół i wywozić!” Dla mnie, to takie dowody sympatii ze strony ludzi, z którymi się stykam, a są dla mnie anonimowi.