Prywatyzacja kluczem do przyszłości branży
Ustawicznie wraca pytanie: dlaczego kiedyś likwidowaliśmy kopalnie? Odpowiadając, nie można abstrahować od historycznego kontekstu. Przypomnę więc, że przed prawie 20 laty górnictwo węgla kamiennego – podobnie jak branże przemysłu ciężkiego – zetknęło się z mechanizmami, jakie funkcjonują w gospodarce rynkowej. Odejście od systemu nakazowo-rozdzielczego, oderwanego od prawdziwej ekonomii, było dla niego wyjątkowo brutalne. Ten czas – to też trzeba przypomnieć – przy nie najlepszej koniunkturze, odsłonił ogromne problemy finansowe górnictwa.
Bolesne i trudne procesy
Musiało zatem zostać poddane głębokiej restrukturyzacji, respektującej rygory ekonomii. To były bolesne i trudne w społecznym odbiorze procesy. Na głębię i skalę tych przeobrażeń składała się likwidacja trwale nierentownych kopalń i potężna redukcja zatrudnienia z prawie 400 tys. osób w roku 1989 do około 100 tys. w roku bieżącym. W czasie, kiedy byłem ministrem gospodarki i przypadł mi obowiązek prowadzenia restrukturyzacji, musieliśmy zlikwidować 23 kopalnie, w tym 13 całkowicie, a z branży odeszło 100 tys. ludzi. Na pewno sukcesem było to, że przez cały ten okres sanacji – abstrahując od epizodycznego iskrzenia – prowadziliśmy ją w atmosferze dialogu z partnerami społecznymi. Działo się tak dlatego, że była dobrze przygotowana.
Przypomnę, że w latach 1998 – 2001, czyli w trakcie najtrudniejszej fazy restrukturyzacji, funkcjonowały programy socjalne likwidowanych kopalń z bardzo perfekcyjnym przygotowaniem tego procesu od strony pracowniczej. Skuteczność tych programów była warunkiem przyzwolenia związków zawodowych i samych górników na realizację ówczesnych przeobrażeń. Efektem trudnej reformy w tym czasie była zdecydowana poprawa wyników ekonomicznych. Przypomnę, że akumulacja z niespełna minus 13 zł na tonie w 1998 r. skoczyła do ponad 7 zł w 2001 r. Tak więc od 2001 r. górnictwo przestało generować straty na sprzedaży.
Potrzebne są inwestycje
W górnictwie potrzebne są inwestycje. Uważam, że – w kontekście dobrej koniunktury po 2001 r. – minione lata nie zostały pod tym względem dostatecznie wykorzystane. Moim zdaniem, należało przyspieszyć likwidację trwale nierentownych kopalń o kończących się zasobach, po to, aby inwestować w zakłady perspektywiczne i do nich przenosić pracowników ze schyłkowych. Był na to i czas, i pieniądze. Musimy pamiętać, że górnictwo musi generować zyski, a przy tym państwo nie ma żadnych – poza tymi, jakie stwarza Komisja Europejska w kontekście zabezpieczenia złoża – możliwości udzielania branży pomocy publicznej. Powinniśmy zatem, korzystając z dobrej koniunktury, rozwijać górnictwo tam, gdzie jest to ekonomicznie uzasadnione. Podkreślenia wymaga również fakt, że górnictwo polskie funkcjonuje na otwartym rynku UE – poddane jest więc ostrej konkurencji producentów pozaunijnych.
Nie podzielam opinii, że to państwo powinno być stuprocentowym właścicielem polskich kopalń. Chwała Bogu, że odmienną postawę w referendum zajęły załogi kopalń Katowickiego Holdingu Węglowego. Mam nadzieję, że przebieg tego procesu zwiększy rzeszę ludzi, popierających ten proces. Prywatyzacja jest przecież kluczem do przyszłości polskiego górnictwa. Uważam, że jest już mocno spóźniona. Wejście na giełdę stwarza możliwości pozyskania koniecznego kapitału. Przyjęty w KHW model przewiduje częściowe upublicznienie akcji, czyli zachowanie przez państwo kontroli nad tą spółką. Nie widzę przeciwwskazań do głębszej prywatyzacji, choć mam świadomość, że można do niej dochodzić etapami. Państwo powinno koncentrować się na funkcjach regulacyjnych w gospodarce, a nie na właścicielskich. Doświadczenia przeszłości dowodzą, że kiepsko spełnia tę rolę.
Efekt synergii
Prywatyzacja musi być poprzedzona skrupulatnymi analizami. Chodzi zwłaszcza o to, by uzyskiwać efekt synergii. Bardzo krytycznie oceniam to, że – mimo iż mówi się o tym od bodaj 5 lat – nadal nie powstała grupa węglowo-koksowa. Pytam: jakie względy przemawiają za przewlekaniem jałowej dyskusji, czy koksownie wałbrzyskie, bądź zabrzańskie powinny znaleźć się w takim koncernie? Jest rzeczą oczywistą, że koksownie zawsze istniały przy kopalniach. Aż się prosi, aby po konsolidacji poddać prywatyzacji większy podmiot, którego powstanie zdecydowanie łączyłoby się z efektem synergii.
Czy racjonalne byłyby pionowe połączenia górnictwa z elektroenergetyką? Odpowiadam: zdecydowanie – tak. Takiego rozwiązania nie można wykluczać. Uważam, że także w tym przypadku pojawiłby się efekt synergii (od red. – współdziałanie różnych czynników, którego efekt jest większy niż suma poszczególnych oddzielnych działań). Ale do takich rozwiązań trzeba przekonywać pracowników. Protest załogi ,,Bogdanki” przeciwko połączeniu kopalni z energetyką jest dla mnie niezrozumiały. Lepiej sprzedawać prąd, niż węgiel.
Nie zapominajmy też o stanie polskiej elektroenergetyki oraz o wyzwaniach, przed jakimi stanie w następstwie – wprowadzanych przez Unię Europejską – uwarunkowań, związanych z ochroną środowiska. Mam nadzieję, że zarządom górniczych firm uda się przekonać załogi, iż nie powinny obawiać się prywatyzacji. Przecież wystarczy przyjrzeć się jakim sukcesem zakończył się, ten proces w hutnictwie, które zostało uratowane przez potężne inwestycje globalnych koncernów. Górnictwo bez inwestycji będzie się kurczyło. O jego przyszłości zdecyduje ekonomia i sytuacja na rynkach światowych.