Protest płockich kierowców przeciwko wysokim cenom paliw zawieszony
fot: PAP/Krzysztof Świderski
fot: PAP/Krzysztof Świderski
- Mało jest osób, którym odpowiada cena paliwa w Polsce równa z cenami w krajach zachodniej Europy. Prawie wszyscy narzekają, ale gdy trzeba coś zrobić to wychodzi już gorzej. To widać po frekwencji - powiedział dziennikarzom jeden z organizatorów akcji Arkadiusz Gmurczyk.
Pierwszy protest płoccy kierowcy zorganizowali na trzech stacjach PKN Orlen 19 stycznia. Wzięło w nim udział około 100 osób. Drugą akcję przeprowadzono 2 lutego. Tym razem uczestniczyło w niej około 60 osób. Oba protesty polegały na tankowaniu jak najmniejszej ilości paliwa, najwyżej za kilkadziesiąt groszy, i na płaceniu monetami o najniższym nominale.
Identyczną formę miała sobotnia akcja, której hasłem było: \"Nie pozwólmy, aby ceny paliwa w Polsce były jednymi z najwyższych w Europie!\" Tym razem 25 uczestników postanowiło odwiedzić jedną stację paliwową PKN Orlen. Jak poprzednio byli to w większości ludzie młodzi, którzy wcześniej umawiali się przez pocztę elektroniczną lub wysyłając sms-y.
Do protestu mieli przyłączyć się kierowcy z innych miast. Ostatecznie zgłosili się z trzech: Warszawy, Wrocławia i Sulęcina. Jaka była tam frekwencja, organizatorzy akcji nie podali.
- Akcję odkładamy na trochę później, na lepszą pogodę i lepszą pogodę ducha. Czekamy na propozycje. Może inna forma, może znajdą się ludzie, którzy poprowadzą to dalej - przyznał Gmurczyk.
Przedstawiciele PKN Orlen podczas wcześniejszych akcji wyjaśniali protestującym, że ceny paliw na stacjach zależą od wielu czynników ekonomicznych, w tym od ceny ropy naftowej i paliw gotowych na świecie, ale także od lokalnych uwarunkowań rynkowych, popytu i konkurencji.