Premier Tusk: Kochamy Cię, Krysiu!

Bochenek krystyna TAL

fot: Jolanta Talarczyk

- Tak bardzo chcieliśmy, Krysiu, Twojego innego powrotu - mówił premier Donald Tusk

fot: Jolanta Talarczyk

- W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło wielu wybitnych ludzi. Ta katastrofa, jak mówią niektórzy, dała Polakom i Polsce nowych bohaterów. Ale chcę tu na Śląsku, tu u Krysi, bardzo mocno powiedzieć, że nikt z nas nie chciał kolejnych tragicznych bohaterów. Myśmy wszyscy chcieli Krysi żywej – mówił podczas uroczystości pogrzebowych Krystyny Bochenek premier Donald Tusk.

Premier stwierdził, że nasza historia ma dość tragicznych bohaterów, a za mało ludzi, którzy z taką mocą, jak Krystyna Bochenek, dawali ludziom radość, miłość spokój i pomoc w każdej sytuacji.
- Tak bardzo chcieliśmy, Krysiu, Twojego innego powrotu, tak bardzo odczuwamy, jakim dramatem jest Twoja śmierć.

Premier wspominał, że poznał Krystynę Bochenek 16 lat temu, kiedy zaprosiła polityków do pisania dyktanda. Mówił, że jak zawsze, tam gdzie była dawała ludziom pociechę i spokój.

- Byłaś dokładnie taka w życiu i w pracy, jak wyglądałaś – piękna i ciepła. Wszyscy tutaj dzisiaj Tobie coś zawdzięczają. Ja dzięki Tobie utrzymałem wiarę w to, że w Polsce w życiu publicznym prawda, dobro i miłość mają sens, nie są tylko słowami. Tę wiarę dawałaś wszystkim zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Byłaś prawdziwą perłą w koronie i bez Ciebie nic tutaj nie będzie takie samo. Kochamy Cię, Krysiu – powiedział premier.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.