Pomoc publiczna dla energetyki powodem wzrost cen prądu?
fot: chojno.pl
Budowie sieci i remontom przeszkadza w Polsce biurokracja - stwierdziła m.in. NIK
fot: chojno.pl
Producentom energii należy się pomoc na podstawie ustawy o rozwiązaniu kontraktów długoterminowych w energetyce (KDT). Po ich powszechnej likwidacji w elektrowniach powstały tzw. koszty osierocone — związane ze spłatą kredytów zaciągniętych na dawne inwestycje. Publiczne środki mają służyć ich pokryciu, gdyby wytwórcy nie radzili sobie samodzielnie na rynku. I wygląda na to, że sobie nie radzą, bo żądają od państwa prawie 2,4 mld zł w 2009 r. Jak twierdzi URE, żeby zachować ciągłość finansową systemu, w ciągu roku trzeba zgromadzić więcej pieniędzy, bo aż 3 mld zł. Wszystko z kieszeni odbiorców energii.
— Ustawa nie jest przystosowana do obecnych realiów. Producenci uprawnieni do pomocy publicznej nie działają na rynku samodzielnie, lecz w ramach skonsolidowanych grup — zwraca uwagę Mariusz Swora, prezes URE.
Zdaniem regulatora, jeśli elektrownie rzeczywiście nie są w stanie zarobić na koszty, w pierwszej kolejności powinny pomagać im grupy. Tymczasem domagają się wzrostu cen o kilkadziesiąt procent, a jednocześnie wyciągają rękę po publiczne pieniądze. To, ile dostaną, zależy od poziomu kosztów i ceny energii sprzedawanej w obrębie własnej grupy. Im gorszy wynik elektrowni, tym większa pomoc jej przysługuje — oczywiście w granicach wyznaczonych ustawą.
W lipcu spółki składały w URE wnioski o zaliczki na poczet przyszłorocznej pomocy. Najwięcej, bo prawie 100 proc. puli przewidzianej w ustawie, zażądały elektrownie z Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), największej krajowej firmy w branży. W 2009 r. chcą otrzymać pomoc publiczną przekraczającą 1,57 mld zł.
— Producenci uzasadniają swoje oczekiwania wzrostem cen paliw. Trzeba jednak pamiętać, że w obrębie PGE działa cały łańcuch — od kopalni aż po sprzedaż energii odbiorcom końcowym. To pozwala grupie wpływać zarówno na poziom cen, jak i kosztów — mówi prezes URE.
Tauron, kolejna państwowa grupa energetyczna, oczekuje w przyszłym roku dopływu kwoty pomocowej przekraczającej 309 mln zł. W przypadku mniejszych niezależnych wytwórców energii w grę wchodzą mniejsze kwoty: prawie 185 mln zł dla Elcho, 118 mln zł dla PAK, blisko 116 mln zł dla Nowej Sarzyny i 67 mln zł dla EC Zielona Góra.
Prawo do zaliczki ma też należąca do giełdowej grupy Enea Elektrownia Kozienice. Spółka mogła wyciągnąć rękę po 103 mln zł. Nie zrobiła tego, bo najwyraźniej uznała, że ceny na rynku pokryją jej koszty.
Regulator zwrócił się do pozostałych producentów, żeby też poskromili swoje apetyty.
— Wnioski o zaliczki firmy składały w lipcu. Sądzę, że ich kalkulacje zakładały mniej optymistyczne prognozy dotyczące wzrostu cen energii. Liczę więc na to, że jest pole do korekty — mówi Mariusz Swora.
Producenci nie są całkiem na \"nie\", ale ze wstępnych sygnałów wynika, że są skłonni ograniczyć żądania najwyżej o 10 proc. - podkreśla \"PB\".