Oczywiście, ten wigilijny karp został wyjęty z wody zanim jeszcze poprószyło śniegiem i nastał mróz. Ale Marek Strzałka wyprawia się na ryby także zimą. – Wędkowanie spod lodu uprawiam rzadko. Ot, kiedy świeci słoneczko i jest fajna pogoda. Najchętniej na zbiorniku „Dziećkowice” koło Imielina – opowiada.
To zimowe łowienie jest odmienne od tego z przyjaźniejszych wędkarzom pór roku. – Nie mówiąc o surowszych warunkach – najdłużej wytrzymałem nad przeręblą
cztery godziny – różni się stosowanym ekwipunkiem. Trzeba wziąć z sobą specjalne wiertło bądź toporek do wyrąbywania otworu w lodzie. Jego średnica – ze względów bezpieczeństwa – nie może być większa niż 20 cm. Zabiera się krótkie wędki z cieniutką żyłką, zwaną mormyszką. Zamiast w spławik, wędkarz wpatruje się w tzw. kiwak – wymienia subtelności zimowego wędkowania.
Kiwak reaguje na brania m.in. okonia, leszcza i karpia. Życiowym łupem, wyciągniętym dotąd spod lodu przez Marka Strzałkę, był przeszło półmetrowy okoń. Po Nowym Roku łowienie drapieżników jest już niedopuszczalne.
Bytomski Rozbark. Od pięknych kamienic po kopalnie węgla
„Śladami zabytków i górnictwa w Rozbarku” - taki tytuł miała kolejna prelekcja bytomskiego historyka Tomasza Saneckiego. Jej tematem były piękne zabytkowe kamienice, postindustrialne obiekty po dawnych kopalniach węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także górujący nad dzielnicą neoromański kościół pw. św. Jacka.