Piotr Rykala: Wierzę w rozsądek załogi
fot: Jarosław Galusek
Powtarzam, że strony powinny usiąść do stołu w poszukiwaniu rozumnych, racjonalnych rozwiązań. Porozumienie wciąż jest możliwe - powiedział Piotr Rykala
fot: Jarosław Galusek
Rozmowa z Piotrem Rykalą, wiceprezesem zarządu Kompanii Węglowej
Po obu stronach toczącego się w spółce sporu padają zapewnienia o woli porozumienia. Jednak gotowy już scenariusz strajkowy każe powątpiewać w bliskość kompromisu. Jak naprawdę – w Pańskiej ocenie – sprawy stoją?
Żadna z okoliczności, a więc i pojawienie się strajkowej presji, nie przecina gotowości zarządu do kontynuowania dialogu i rozważenia wszystkich istotnych tematów, które dotyczą teraźniejszości i przyszłości spółki. Nie wiem, jaki będzie oddźwięk ze strony wicepremiera Waldemara Pawlaka na zaproszenie związkowego sztabu protestacyjnego do zaangażowania się w rozwiązanie konfliktu. Sądzę natomiast, że jest ono zwiastunem wymykania się stronie społecznej sytuacji spod kontroli.
Dlaczego?
Przypomnę, że w kwietniu, wnosząc spór zbiorowy, związkowcy żądali m.in. utrzymania wielkości wynagrodzeń na poziomie 2009 r. oraz zatrudnienia na poziomie tegoż roku. Tymczasem w strajkowym referendum zapytali już górników, czy są za podwyżką wynagrodzeń. Któż odpowiedziałby na nie negatywnie? Więcej: z mediów dowiaduję się o rozpowszechnianiu ,,wiadomości”, jakoby zarząd na 10 lat zamroził podwyżki wynagrodzeń. Jest to absolutna nieprawda, gdyż w strategii spółki zarząd opisuje, że coroczny przyrost wynagrodzeń będzie negocjowany ze związkami zawodowymi w oparciu o możliwości finansowe firmy w danym roku. Prawdą jest, że w strategii do 2015 roku szacunki opierają się na kosztach ponoszonych w 2010 roku, ale chyba nikt sobie nie wyobraża, że ceny węgla, materiałów, obudów zmechanizowanych w 2015 roku będą na poziomie 2010 roku. To samo dotyczy tak istotnego tematu jak polityka płacowa spółki. Dlatego – jako strona sporu – oceniam, że załogi są wprowadzane w błąd. Inne pytanie w referendum dotyczące zwiększenia zatrudnienia. Otóż w miniony wtorek, w tak gorącym okresie narastania konfliktu, zarząd podjął uchwałę o przyjęciu do pracy 440 absolwentów wyższych i średnich szkół. Do 2015 r. zamierzamy przyjąć 8300 nowych pracowników, w tym 3000 absolwentów
Jednak nie zrównoważą oni liczby odchodzących na emerytury górników.
Rzeczywiście. Ale nie możemy przecież abstrahować od tego, że zatrudnienie jest funkcją wielkości produkcji i sprzedaży, zwłaszcza w kontekście spodziewanego do 2020 r. spadku tej wielkości o 6,5 mln ton. Jesteśmy spółką prawa handlowego, która musi się bronić na trudnym węglowym rynku, a nie firmą, zajmującą się likwidacją bezrobocia w województwie śląskim. Trudno więc wyobrazić sobie taki zarząd, który da gwarancję funkcjonowania wszystkich 15 kopalń przez najbliższych 10 lat. Na przykład, w sąsiedniej firmie General Motors, gdy w okresie kryzysu spadała sprzedaż samochodów, to równało się to z zatrzymaniem taśm produkcyjnych. My również jesteśmy narażeni na zmieniającą się koniunkturę na rynku węgla i musimy zachowywać się racjonalnie.
W tym sporze istotną kwestią jest rozgraniczenie, co jest, a co nie, polem uzgodnień w relacjach zarząd spółki–związki zawodowe. Zdaniem zarządu kształtowanie zatrudnienia i struktury organizacyjnej firmy należą do wyłącznej kompetencji zarządu. Związkowcy na to, że na zatrudnienie spoglądają przez pryzmat bezpieczeństwa pracy, a to – ich zdaniem – już ich święta prerogatywa.
Rzecz jednak w tym, że nie da się przed południem bronić bezpieczeństwa górników, by po południu wysuwać kłócące się z tym dobrem postulaty. W dyskusjach ze związkowymi partnerami zarząd – posługując się m. in. statystyką wypadków – wykazuje i udowadnia, że aktualna struktura zatrudnienia nie niesie zagrożenia dla bezpieczeństwa pracy. Jednocześnie związkowcy szczególnie uporczywie obstają przy tym, by zarząd nie podjął decyzji o likwidacji „Halemby”, a zatem kopalni rok w rok powiększającej straty o ponad 300 mln zł, nadto zakładu, w którym występuje szczególna koncentracja zagrożeń. Powtarzam: jej likwidacja nie została ostatecznie przesądzona. Innymi słowy, partnerzy domagają się bezpieczeństwa górników, uzdrowienia sytuacji finansowej spółki i wyższych zarobków, co nie przeszkadza im bronić kopalni, której działalność kłóci się z tymi dezyderatami.
Jakie w obecnych okolicznościach dostrzega Pan możliwości przezwyciężenia sporu?
Mimo strajkowego scenariusza, zarząd niezmiennie wierzy w rozsądek i odpowiedzialność pracowników spółki i ich związkowych reprezentantów za jej przyszłość. Doba ewentualnego strajku kosztowałaby firmę stratę 40 mln zł. Należy podkreślić, że każda doba strajku byłaby niepłatna, tym samym straty wyniosłyby 20 mln zł. Nie wiem, czy związki zawodowe dysponują takim funduszem, by móc zapłacić strajkującym górnikom wyżej wymienioną kwotę. Ale powtarzam, że strony powinny usiąść do stołu w poszukiwaniu rozumnych, racjonalnych rozwiązań. Porozumienie wciąż jest możliwe.