Niespokojnie w Budryku
O swoich zamiarach liderzy niedawno zakończonego tam 45-dniowego strajku poinformowali podczas czwartkowej konferencji prasowej przed bramą kopalni. Tego dnia rzecznik kopalni Mirosław Kwiatkowski zapowiedział, że pierwsze dwa wypowiedzenia pracy trafią do związkowców w najbliższy poniedziałek.
Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, jeśli związkowcy zdecydowaliby o ponownym strajku na podstawie przepisu o zwolnieniu z pracy działaczy związkowych, mógłby się on rozpocząć najwcześniej po pięciu dniach od ogłoszenia decyzji. W innym wypadku konieczne byłoby przeprowadzenie procedury sporu zbiorowego, co zajęłoby co najmniej 19 dni.
Z początkiem tygodnia JSW wszczęła procedurę zwolnienia z pracy czterech liderów protestu oraz trzech ich współpracowników, motywując to zgłoszonymi już prokuraturze przypadkami popełnionych przez nich podczas strajku przestępstw, wykroczeń i naruszeń regulaminów. Dwaj z nich, m.in. szef związku Jedność Wiesław Wójtowicz, mają stracić pracę dyscyplinarnie.
Działacze pozostałych central związkowych z Budryka tego dnia zdecydowanie odcięli się od działań przedstawicieli niedawnego komitetu strajkowego. - Po raz kolejny próbuje się wciągnąć załogę w konflikt, który nie wiadomo czemu ma służyć. Ubolewamy, że strajk spowodował wśród załogi tyle antagonizmów, które powodują nieporozumienia na stanowiskach pracy – brzmi fragment wydanego przez nich oświadczenia.
Jeden z podpisanych pod oświadczeniem, lider kopalnianej organizacji Solidarności Andrzej Powała, powiedział PAP w czwartek, że już ostatni strajk był przykładem konfliktu, w którym wszystkie strony przegrywają. - Załoga jest mocno podzielona, ponowny strajk zantagonizuje ją jeszcze bardziej. Nie chcę osądzać liderów tamtych związków, mogę ich tylko piętnować za czyny niezgodne z normami społecznymi i przepisami prawa – ocenił.
Przedstawiciele byłego komitetu strajkowego przekonują, że chcą dobra załogi, a ich obecne działania są jedynie konsekwencją złamania przez JSW zawartych w porozumieniu zapisów o ochronie uczestników i organizatorów strajku przed zwolnieniami. - Kodeks pracy przewiduje możliwość zwolnienia za przestępstwa, ale mówi też – po wyroku sądu – zaznaczył w czwartek Wójtowicz.
- Dla nas duch tego porozumienia był jasny i oczywisty - jeżeli ktokolwiek z nas złamał prawo, powinien ponieść odpowiedzialność, ale o jej zakresie powinien decydować niezawisły sąd. Zarząd JSW jest stroną, która nigdy nie będzie obiektywna – dodał.
Zagrożeni zwolnieniami związkowi liderzy przypuszczają, że wygrają w sądach sprawy z JSW o przywrócenie ich do pracy. Zajmie to jednak co najmniej 3-4 miesiące, podczas których spółka nie będzie – ich zdaniem - realizowała warunków, zwłaszcza płacowych, kończącego strajk porozumienia z 31 stycznia.
Związkowcy zapowiedzieli, że o ewentualnych dalszych krokach najpierw będą rozmawiać w gronach zarządów swoich związków po otrzymaniu pierwszych zwolnień, a potem wypracowane wnioski skonsultują z załogą. - Na tę chwilę nikomu nie wypowiedziano umowy, są tylko pisma o zamiarach, że za dwa, trzy dni coś zrobią. Decyzja prawdopodobnie potwierdzi to, co działo się na masówkach w środę – ocenił Wójtowicz.
Jego zdaniem, zagrożeni zwolnieniami związkowcy mogą liczyć na poparcie ok. 900 pracowników ciągu technologicznego kopalni. Według Powały, liczba ta jest przesadzona tym bardziej, że w Budryku pod ziemią pracuje ok. 1,8 tys. osób, a wraz z zakładem przeróbki na powierzchni – 2,1 tys. osób.
Mimo to Wójtowicz deklarował w czwartek, że działania byłego komitetu strajkowego popiera blisko 100 proc. pracowników produkcji, którzy dzień wcześniej zaakceptowali ogłoszenie w kopalni pogotowia strajkowego jako następstwa wszczęcia przez JSW procedury zwolnień przywódców strajku oraz niewywiązywania się spółki z części ustaleń płacowych.
W przesłanym PAP w czwartek komunikacie spółka odrzuciła te zarzuty. Zarząd JSW nie łamie żadnych zapisów porozumienia kończącego strajk w Budryku. Zarzuty byłego komitetu strajkowego są próbą odwrócenia uwagi opinii publicznej od zarzutów stawianych liderom strajku, którzy tak naprawdę walczą o własne interesy. Taka eskalacja form protestu jest niedopuszczalna – ocenili przedstawiciele JSW.
Rzecznik kopalni mówił po zakończeniu konferencji dziennikarzom, że grożący strajkiem związkowcy nie zawiadomili dotąd pracodawcy o jakiejkolwiek akcji strajkowej. Potwierdził, że wypowiedzenia z pracy dostanie w najbliższym czasie siedmiu pracowników, przygotowywane są też podobne wnioski wobec kilku kolejnych.
Dochowujemy przy tym wszelkich procedur – informujemy związki i pracowników o zamiarze zwolnienia, pracownicy mają możliwość odwołania się do sądu pracy – powiedział Kwiatkowski. Dodał, że zwalniając pracowników dyscyplinarnie, pracodawca działa zgodnie z kodeksowym terminem 30 dni od zaistnienia zdarzenia.
Odnosząc się do zarzutów związkowców dotyczących zwalniania liderów strajku mimo mających ich chronić zapisów porozumienia z 31 stycznia, Kwiatkowski przypomniał, że zdaniem pracodawcy podstawą do wcześniejszych zwolnień są przypadki naruszenia prawa nie związane z legalnością strajku, a zatem zarzuty dotyczące tego obszaru nie są na razie stawiane przez JSW.