Nasze bogactwo jest naszym nieszczęściem
Nieco ponad dwa lata temu w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej wydarzyła się jedna z najtragiczniejszych katastrof w ostatnich latach. Była to trauma nie tylko dla górnictwa, ale także dla miasta.
21 listopada 2006 r. około godz. 18 dotarła do mnie informacja o katastrofie oraz o tym, że część znajdujących się pod ziemią górników mogło stracić życie. Dyrekcja kopalni od razu zajęła się organizacją akcji ratowniczej, a miasto rodzinami tych górników. Zostały one otoczone opieką również przez służby kopalniane i kościół. Pracownicy MOPS (szczególnie psycholodzy), od początku byli przy rozmowach z rodzinami, które zapłakane oczekiwały wieści od ratowników.
Miasto bardzo mocno zaangażowało się w pomoc rodzinom ofiar.
W tę akcję włączyło się całe społeczeństwo, łącznie ze Ślązakami zamieszkałymi za granicą. Pani Kaja Mirecka-Ploss z Waszyngtonu, pochodząca z Nakła Śląskiego, zafundowała wakacje życia dzieciom zmarłych górników. Utworzyliśmy także subkonto, na które spływały deklaracje pomocy z różnych miast i gmin Polski: Warszawy, Łodzi, Radomia, Bydgoszczy, Łeby, Katowic i Gdańska – wymieniać można bardzo długo. Zebraliśmy ponad 100 tys. zł. Pieniądze te posłużyły do ufundowania stypendiów dla dzieci ofiar, które mam nadzieję pomogą młodym ludziom w wejściu w dorosłe życie. Jeden ze sklepów odzieżowych sprezentował każdej rodzinie bon odzieżowy o wartości 5 tys. zł, a ośrodek wczasowy w Ustroniu ufundował tygodniowy pobyt dla rodzin. Miasto uruchomiło też programy pomocowe, adresowane do dzieci tragicznie zmarłych górników. Rodziny górników z Rudy Śląskiej (19) otrzymały wsparcie od Miasta w wysokości 5 tys. zł. Podobnie postąpiły Mikołów i Chorzów względem swoich (4). Pomoc niosła też Cartitas.
Ma Pan osobiste doświadczenia związane z długoletnią pracą w kopalni „Bielszowice”.
Tak. Dlatego tragedię w „Halembie” przeżyłem w sposób szczególny. Górnictwo było, jest i będzie niebezpieczne. To walka z naturą, która trwa stale, mogą więc być ofiary. Jestem przekonany, że za mało jest w nas wiary, że tych ofiar może być zdecydowanie mniej. W życiu nic nie dzieje się nagle. Zawsze są sygnały ostrzegawcze. W górnictwie tymi sygnałami są zdarzenia przedwypadkowe i wypadki lekkie. Dlatego winny być one analizowane, omawiane i ujmowane w statystyce. Tego nie widać we wskaźnikach opisujących bezpieczeństwo. Jeżeli uczestnicy wypadków, świadkowie, nie mówią prawdy o okolicznościach wypadku, bo się boją sankcji karnych, i jest to naturalne, to wnioski profilaktyczne, które wyciągamy z tych zdarzeń, są fałszywe. W efekcie nasze przepisy bhp są zbyt asekuracyjne.
Ruda Śląska jest największa gminą górniczą. Jak relacje z branżą wyglądają w państwa wypadku?
Jesteśmy przykładem paradoksu ekonomicznego, bowiem największym naszym nieszczęściem jest nasze bogactwo. Po węglu, wydobywanym dziś metodą najtańszą, bo w systemie na zawał, pozostają ogromne zniszczenia. Gdyby górnictwo nie brało za ten fakt odpowiedzialności na tyle, na ile prawo mu zezwala, to znajdująca się w środku metropolii Ruda Śląska byłaby dziś w znacznej części wielkim jeziorem. Równocześnie właściciel górnictwa nie widzi potrzeby zmian w prawie, które dałoby górnictwu podstawy do odtworzenia tego, co zostało zniszczone, do budownictwa zastępczego. W związku z tym bezpowrotnie zniknęły z powierzchni ziemi niektóre części dzielnic naszego miasta. Z tymi problemami próbujemy przebić się do świadomości zarówno ustawodawcy, jak i rządzących.
Uważa Pan, że górnictwo powinno partycypować w rekultywacji zdegradowanych terenów?
Oczywiście. Budując osiedle Cynkowa-Wysoka na obszarze, gdzie eksploatacja miała miejsce ponad 100 lat temu, musieliśmy wypełnić pustki po płytkiej eksploatacji (koszt: ponad
1 mln zł). Podobnie było w Mysłowicach-Brzezince, gdzie na osiedlu domków powstały zapadliska po eksploatacji, która miała miejsce w XIX wieku. Główne szkody górnicze ujawniają się do 3 lat, ale według niemieckich naukowców, szkody górnicze występują do 25 lat po ustaniu eksploatacji. Tak więc w Polsce istnieje też problem odpowiedzialności za eksploatację górniczą po jej ustaniu. Tego w Rudzie Śląskiej się obawiam.
Czy Ruda Śląska mogłaby funkcjonować bez górnictwa?
Węgiel to skarb narodowy. Dlatego trzeba go szanować, a złoże chronić przed zniszczeniem. Górnictwo daje miejsca pracy. Szacuję, że około połowa pracujących w górnictwie na terenie Rudy Śląskiej to rudzianie. Ludzie zatrudnieni w kopalniach mają duże umiejętności techniczne i mogliby z powodzeniem pracować w innych branżach. Tym bardziej, że zarobki w górnictwie wcale nie są rewelacyjne. Zapraszamy inwestorów. Ruda Śląska może się obyć bez górnictwa, ale zdaję sobie sprawę, że kraj potrzebuje węgla. Dlatego apeluję do wszystkich: zyski z górnictwa powinny być sprawą drugorzędną, a pierwszorzędną – sztuka górnicza. Śląsk nie może być ciągle wewnętrzną kolonią, o czym tak często przypomina Kazimierz Kutz.