MAZ: Zabrakło dialogu
Firma produkuje m.in. akumulatory do elektronarzędzi, wózków inwalidzkich. Od 12 lat działa w Polsce. Jeszcze pół roku temu zatrudniała prawie 650 osób. Teraz zostało ok. 500 pracowników.
- „Solidarność” w spółce MAZ powstała w listopadzie minionego roku. Przez ten czas związkowcy doprowadzili m.in. do podwyżek wynagrodzeń o 200 zł i zmian w regulaminie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Mieliśmy duże poparcie wśród pracowników - mówi przewodnicząca Komisji Zakładowej „S” Magdalena Uroda.
Niektórzy pracownicy, w tym i przewodnicząca „S” mieli umowy na czas określony. W ostatnich miesiącach zarząd firmy nie przedłużał ich. Dlaczego?
Nasza firma już w sierpniu odczuła kryzys. Nasz główny odbiorca Bosch o 30 proc. zmniejszył zamówienia. Każdego roku jesienią odbywały się pertraktacje cenowe. Tym razem dwukrotnie zostały zerwane. Obecnie nie znamy ani wysokości zamówień, ani cen. Będziemy szukać innych rynków – tłumaczy Grażyna Bieniek.
Prezes Zakładu Montażu Układów Zasilających zapewnia nas, że nigdy nie utrudniali działalności związkowej, a nie przedłużanie umów wynika tylko z braku zamówień. - Nie wiem kto należy do związku, a kto nie. To nie ma najmniejszego znaczenia – podkreśla Grażyna Bieniek.
Inaczej to widzą Magdalena Utrata i Aneta Gęsikowska.
- Jeszcze kilka tygodni temu związkowcom i pracownikom MAZ-a wydawało się, że sytuacja w firmie zmierza w dobrym kierunku. 5 grudnia, gdy pełnomocnikiem zarządu ds. kontaktu ze związkiem został Jerzy Lipka, wszelkie nadzieje zostały rozwiane - mówi Magda Uroda, która od 1 listopada nie jest już pracownikiem spółki. Pracodawca nie przedłużył z nią umowy o pracę. W ten sam sposób potraktował również wiceprzewodniczącego zakładowej ”Solidarności”.
Mimo zwolnienia związkowcy zdecydowali, że Magda Uroda pozostanie przewodniczącą komisji, co według statutu związku jest możliwe. Jerzy Lipka nie zgodził się jednak na jej wejście na teren zakładu.
Zapowiedział, że potraktuje to jako włamanie i wezwie policję. Zapowiedział również, że nie będzie respektował żadnych pism podpisanych przez mnie - opowiada przewodnicząca zakładowej \"S”.
Grażyna Bieniek twierdzi, że przewodnicząca mogła wchodzić na teren zakładu, jedynie z plakietką „gość”. Przyznała jednak, że to sytuacja kłopotliwe, gdyby na przykład coś się zdarzyło, ot choćby spadłaby paleta na nogę.
Magda Uroda przekazała swoje uprawnienia swojej zastępczyni, ale ta też czuje się szykanowana.
- Cały czas jestem zastraszana. Pełnomocnik powiedział, że zostanę dyscyplinarnie zwolniona z pracy, jeżeli wpuszczę przewodniczącą do zakładu - opowiada Aneta Gęsikowska.
10 grudnia do „Solidarności” należało 154 osoby. Od tego czasu jednak 12 pracowników wypisało się.