Mafie paliwowe kary nie unikną
fot: PAP
Sąd Okręgowy w Gliwicach nie usłyszał w piątek przyznania się do winy, oskarżeni pracownicy firmy „Mard” i jej szef nie poczuwali się do odpowiedzialności karnej za śmierć 23 górników
fot: PAP
Z tego powodu można podważyć część wyroków, które zapadły wobec osób fałszujących benzynę. Prawnicy jednak uspokajają. Podkreślają, że członkowie największych mafii paliwowych są oskarżeni także o znacznie poważniejsze przestępstwa: wyłudzanie podatków, pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Jeśli nawet nie zostaną skazani za fałszowanie paliw, to i tak grożą im wysokie wyroki.
Sprawa niejasnych przepisów wyszła na jaw dzięki czujności sędziów w Szczecinie. Poprosili oni o pomoc Sąd Najwyższy. Problem dotyczy zwrotu zapisanego w jednym z artykułów ustawy \"o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw ciekłych i biopaliw\". Na jego podstawie osoby handlujące fałszowanym paliwem dostawały zarzuty prokuratorskie, bo karany jest ten, kto dokonuje obrotu paliwami niespełniającymi wymagań jakościowych określonych \"w ustawie\". Problem w tym, że ustawa w ogóle nie reguluje wymagań jakościowych. Są one tylko zapisane w rozporządzeniu wydanym na jej podstawie. Przed Sądem Okręgowym w Szczecinie kończy się proces baronów paliwowych ze spółki BGM i osób z nimi powiązanych. Na ławie oskarżonych zasiada też gen. Mieczysław K., były szef śląskiego garnizonu policji - napisał \"Dziennik Zachodni\"
Sędzia Elżbieta Zywar, rzeczniczka szczecińskiego Sądu Okręgowego, podkreśla, że problem z brakiem prawnych zapisów o wymaganiach jakościowych paliw w tej sprawie nie ma znaczenia. Dlaczego? Oskarżeni odpowiadają także za inne przestępstwa i to zagrożone wysokimi karami. Gen. Mieczysław K. jest oskarżony o korupcję, udział w mafii paliwowej, ujawnienie tajemnicy służbowej i państwowej, a przez to narażenie życia swoich podwładnych. Zdaniem prokuratury, sprzedał baronom dane oficerów ze specjalnej grupy powołanej do zwalczania mafii paliwowej w Centralnym Biurze Śledczym. Rzekomo miał wziąć 700 tysięcy zł łapówki. Taka kwota pojawiła się w akcie oskarżenia. Nieoficjalnie mówiło się nawet o dwóch milionach.
W sprawie zgromadzono trzysta tomów akt. Ponieważ chodziło o tajemnice państwowe, większość rozpraw toczyła się za zamkniętymi drzwiami.
Powodów do obaw o uniknięcie odpowiedzialności nie ma, zdaniem prawników, także w przypadku procesu śląskiej mafii paliwowej, której szefować miał według śledczych Henryk Musialski, przedsiębiorca z Siemianowic Śląskich. Na ławie oskarżonych poza nim zasiada 20 osób, w tym detektyw Krzysztof Rutkowski. Według aktu oskarżenia grupa przestępcza kierowana przez Henryka Musialskiego stworzyła mechanizm nielegalnego obrotu paliwami i fałszowania faktur. Jej członkom zarzucono także wyłudzenia VAT-u i pranie brudnych pieniędzy. Większości z nich grozi do 15 lat więzienia - podkreśła \"Dziennik Zachodni\".