Kryzys wywołany pandemią koronawirusa jest kryzysem zarówno popytu, jak i podaży

1541491260 elzbietamaczynska crop

fot: Newseria

– W momencie, kiedy koniunktura światowa i u naszych sąsiadów spada, podwyższenie stopy procentowej nie byłoby zasadne, z tym zastrzeżeniem, że stopa procentowa musi uwzględniać inflację – wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska.

fot: Newseria

- Ograniczenie konsumpcji będzie hamująco działało na inflację w Polsce - powiedziała prof. SGH Elżbieta Mączyńska. Dodała, że zagrożenie deflacją jest większe w tych krajach europejskich, gdzie inflacja obecnie sięga poniżej 1 proc.

Mączyńska zaznaczyła, że obecny kryzys wywołany pandemią koronawirusa jest "kryzysem zarówno popytu, jak i podaży". Wskazała, że wiele firm ze względów bezpieczeństwa zostało zmuszonych do czasowego zamrożenia produkcji, klienci natomiast nie mając pewności, jakie będą ich perspektywy zarobkowe i finansowe, są skłonni ograniczać wydatki na konsumpcję.

- Obecnie zaczyna się częściowe odmrażanie gospodarki, ale popyt jest w dalszym ciągu, i to z wielu względów, dość ograniczony - powiedziała profesor. Podkreśliła, że to ograniczenie może utrzymać się przynajmniej do czasu znalezienia skutecznego leku lub antykoronawirusowej szczepionki.

Wskazała, że obserwowane ograniczenie konsumpcji będzie hamująco działało na inflację. Przypomniała, że w marcu wzrost cen wyniósł 4,6 proc., ale już z tzw. szybkiego szacunku GUS za kwiecień wynika, że inflacja wyniosła 3,4 proc. rdr, a w porównaniu z poprzednim miesiącem się nie zmieniła. - Drożeje żywność, ale z drugiej strony krach na rynku ropy przyczynił się do znacznej obniżki cen paliw, wyraźnie spadają także ceny wielu innych produktów, np. odzieży - mówiła. Tym samym - jak zaznacza - wzrost cen po trzech miesiącach wrócił od zakresu akceptacji przez Narodowy Bank Polski 1,5-3,5 proc. i w tym przedziale powinien się utrzymać w najbliższej przyszłości.

Mączyńska podkreśliła, że inflacja utrzymując się w tych granicach jest ożywcza dla gospodarki. Lekko rosnące ceny zachęcają bowiem wytwórców do zwiększania produkcji. Podkreśliła jednak, że dla utrzymania obecnego popytu kluczowe jest utrzymanie w ryzach bezrobocia i spadku wynagrodzeń. Dodała, że istotne znaczenie mogą mieć też zjawiska atmosferyczne, które np. w przypadku pogłębiającej się suszy mogą spowodować wzrost cen żywności.

Zaznaczyła, że dla naszej gospodarki gorszym od inflacji zjawiskiem byłaby deflacja, czyli długotrwały spadek przeciętnego poziomu cen w gospodarce. - Deflacja jest gospodarczym usypiaczem, ponieważ producenci zmuszani są do obniżek cen, co nie motywuje ich do zwiększania produkcji, inwestowania czy zwiększania zatrudnienia i płac - wyjaśniła.

Jak powiedziała, w innych krajach europejskich, gdzie inflacja jest obecnie poniżej 1 proc., zagrożenie deflacją jest większe niż w Polsce, co może też przełożyć się tam na głębszą recesję i dłuższy czas wychodzenia z niej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Będzie wsparcie dla branż energochłonnych

Polski przemysł ma mocne fundamenty, ale świat się zmienia, dlatego uruchamiamy wsparcie dla branż energochłonnych: dopłaty do cen energii i inwestycje w transformację energetyczną - poinformował w piątek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Domański: Zmiana klasyfikacji Polski na rynek rozwinięty

Zmiana klasyfikacji Polski przez S&P DJI z rynku rozwijającego się na rynek rozwinięty to potwierdzenie rosnącej pozycji naszego kraju - ocenił w piątek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Płace i zatrudnienie w lipcu 2026. GUS prezentuje nowe dane

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu 2026 r. 9509,02 zł, co oznacza wzrost o 6,8% rok do roku i o 1,1% w porównaniu z czerwcem. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w tym sektorze wyniosło około 6,4 mln etatów (6,379 mln), rosnąc o 0,1% miesiąc do miesiąca, ale spadając o 0,8% w ujęciu rocznym – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.

Emisje gazów cieplarnianych w UE znów w górę. Napędza je sektor energetyczny

W pierwszym kwartale 2026 roku sezonowo skorygowane emisje gazów cieplarnianych w gospodarce Unii Europejskiej wzrosły o 0,3 proc. kwartał do kwartału, osiągając poziom 837 mln ton ekwiwalentu CO₂ – poinformował Eurostat. Wzrost ten nastąpił przy stabilnym PKB UE, podczas gdy w ujęciu rok do roku emisje spadły o 1,2 proc., a gospodarka rozrosła się o 0,8 proc.