Kopalnie zimą pracują bez żadnych zakłóceń
fot: Jarosław Galusek
Mimo kopnych śniegów i siarczystych mrozów w kopalniach wydobycie i wysyłka węgla biegnie normalnie
fot: Jarosław Galusek
– W tej chwili obserwujemy zwiększone zainteresowanie kupnem węgla w kopalniach naszej spółki. Rzecz dotyczy zwłaszcza grupy indywidualnych odbiorców. Ale nie jest to jakiś nadzwyczajny, skokowy wzrost popytu. Za wcześnie więc mówić o zauważalnej tendencji. To, czy się utrzyma, będzie zależało od tego, jak długo potrwa zima i na ile będzie surowa – mówi Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej.
Kopalnie Katowickiego Holdingu Węglowego doba w dobę ekspediują około 60 tys. ton węgla.
– Nie odczuwamy jakichkolwiek komplikacji, jakie można by przypisać atakowi zimy. Nie wykluczam, że skutki ostatniego weekendu z obfitymi opadami śniegu mogą mieć echo w postaci niedoboru węglarek. Wynika to z cyklu tzw. krążności wagonów. To, czy tak będzie, wyjaśni się w środę-czwartek – zauważa Marek Klusek, wiceprezes zarządu KHW SA ds. handlowo-rynkowych.
Górnictwo – to drugie istotne spostrzeżenie w zimowym kontekście – jest również dostawcą soli, w tym tej drogowej.
– Zima na pewno sprzyja kopalni. Dzień w dzień sprzedajemy około 6 tys. ton soli. W 75 proc. jest to tzw. sól drogowa – informuje dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Kopalni Soli „Kłodawa” SA, Janusz Kołodziejski.
Największy krajowy gigant w produkcji soli uspokaja wprawdzie, że nie zabraknie tego minerału, niemniej styczniowy popyt jest tak nadspodziewany, że bardzo szybko topnieją magazynowe zapasy, zaś stojące u bram kopalni ciężarówki co najmniej dobę wyczekują na załadunek. Są momenty, że w tym ogonku czeka do 200 drogowych „wanien”.
– Ten popyt wprawdzie cieszy, niemniej przydałoby się kilka dni „oddechu” na odbudowę zapasów – mówi Kołodziejski.
Nietuzinkowym producentem soli drogowej jest też KGHM Polska Miedź. Aby ją tu odebrać, przedtem trzeba się zapisać.
Ogonki w Czerwionce
Na Śląsku głównym źródłem tego produktu do zimowego utrzymywania dróg jest Zakład Odsalania „Dębieńsko” w Czerwionce-Leszczynach.
– Naszym podstawowym produktem jest warzona sól spożywcza. Ta drogowa stanowi marginalną doprawdy ilość. W grudniu ub.r. sprzedaliśmy jej około 2 tys. ton. W pierwszych kilku dniach stycznia br. – już przeszło tysiąc ton. Nasz zakład współpracuje z „Kłodawą”, skąd głównie pochodzi wyczekiwana teraz przez drogowców sól. Jej dzienna sprzedaż waha się w granicach 100–200 ton. Prawda, są kolejki przed naszym zakładem. Kierowcy ciężarówek wyczekują na załadunek po 4-5 godzin – przyznaje Ireneusz Iskrzycki, prezes „dębieńskiego” Zakładu Odsalania.
Urlopy zdesperowanych kierowców
Jednak poza wyjątkowym głodem soli zima nie spowodowała w górnictwie jakiegokolwiek zamieszania.
– Po ostatnim weekendzie w kopalniach naszej spółki zaobserwowaliśmy zwiększoną absencję, związaną z dojazdami do pracy. Górnicy, którzy mieli kłopoty z uruchomieniem samochodów, dzwonili do swoich szefów z prośbami o jednodniowe urlopy „na życzenie”. Natomiast styczniowy atak zimy nie spowodował jakichkolwiek utrudnień w produkcji i ekspedycji węgla. Nie ma problemu z kolejowymi wysyłkami, rutynowo przebiega sprzedaż dla odbiorców indywidualnych. Tę ostatnią okoliczność traktuję jako pozytywny rezultat wcześniejszych zabiegów o to, aby kupować węgiel przed sezonem – mówi Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej.
Normalna sprzedaż
Roznieconej w mediach zimowej histerii nie rozumie też Ryszard Bączyk, główny inżynier przeróbki mechanicznej węgla i zbytu w kopalni „Murcki-Staszic”.
– Od początku roku normalnie realizujemy sprzedaż i wysyłki węgla do odbiorców. Na przykład w ostatni piątek w kraj poszło prawie 22 tys. ton, wywiezionych pięcioma pociągami oraz około 120 ciężarówkami. Dziś (11 stycznia) również planujemy rutynową wysyłkę 22 tys. ton. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Na bieżąco odśnieżane są kolejowe bocznice, rutynowo biegnie sprzedaż drobnicowa. Nie spodziewam się, aby także w najbliższych dniach pojawiły się jakieś szczególne problemy w wysyłkach węgla – mówi Ryszard Bączyk.
Na torach w niedzielny ranek
Bez jakichkolwiek szczególnych emocji spoglądał też w ostatni poniedziałek za okno Bronisław Borski, prezes Jastrzębskiej Spółki Kolejowej. Kierowana przezeń firma obsługuje bocznice kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej, czyli ma w swojej pieczy około 170 km torów. Doba w dobę przygotowuje do wysyłki 15 pociągów z węglem, nie licząc tych z poprodukcyjnymi odpadami.
– Od października, czyli od pierwszych opadów śniegu, do ostatniego wtorku nie zdarzyło się, by wystąpiły jakiekolwiek perturbacje w kolejowych wysyłkach węgla z kopalń JSW. Nie przypuszczam też – no, wyjąwszy, rzecz jasna, jakieś nieprzewidywalne, skrajne okoliczności – aby tego rodzaju ekspedycyjne zakłócenia pojawiły się w najbliższym czasie. Na półtora dnia naprzód mamy zabezpieczoną taką ilość kolejowego taboru, jaka gwarantuje sprawną wysyłkę węgla z jastrzębskich kopalń – przekonuje prezes Borski.
Szefa JSK zdumiała reporterska ciekawość, jak spółka radzi sobie w zderzeniu z zimą. – Przecież nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Już w niedzielny poranek – wystarczyło spojrzeć za okno – pracownicy pogotowia technicznego wzięli się za odśnieżanie głowic kolejowych bocznic i rozjazdów – zauważa.