Kompania zastygła
Zgodnie z ustalonym w piątek harmonogramem pod ziemię zjechało tylko 220 pracowników, wytypowanych w porozumieniu z dyrekcją kopalni, do zabezpieczenia utrzymania ruchu.
– Mamy jeden z największych obszarów górniczych i komasację różnych zagrożeń naturalnych. Z tego powodu bardzo dużo osób musi być na stanowiskach związanych z odwadnianiem wyrobisk czy zabezpieczeniem metanowym. W pogotowiu są również ratownicy. Nasze służby zabezpieczenia kopalni są w stałej łączności z sztygarami poszczególnych oddziałów — zapewniał nettg. pl Mirosław Pokus, przewodniczący bielszowickiej „Kadry”.
O szóstej rano w żadnej z 16 kopalń Kompanii Węglowej nie rozpoczęła się normalna szychta. Strajk unieruchomił wydobycie, sprzedaż i transport węgla. Dominik Kolorz, szef górniczej „Solidarności” zapewnia, że nie było żadnych incydentów. Akcja prowadzona jest zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, a dyscyplina załogi nie wzbudza żadnych zastrzeżeń. Odpowiedzialność za zabezpieczenie i utrzymanie ruchu poszczególnych zakładów przejęły komitety protestacyjno–strajkowe. We wtorek, o godz. 6 wznowiona zostanie działalność produkcyjna. Jeżeli jednak w najbliższych kilkudziesięciu godzinach nie dojdzie do negocjacji, zakończonych podpisaniem porozumienia w sprawach podwyżek płac, to w środę po południu zapadnie decyzja o strajku generalnym.
W poniedziałkowe południe na masówce informacyjnej w cechowni KWK „Bielszowice” górnicy się zirytowali.
– Dostaliśmy pismo z Przedsiębiorstwa Transportu Kolejowego, że jeśli nie wpuścimy na teren kopalni ich pracowników, to obciążą nas za straty. Od środy na bocznicy stoją dwa załadowane składy i nikt tymi pociągami do dziś się nie zainteresował. Dyrekcja kopalni w ubiegłym tygodniu powiadamiała wszystkie firmy usługowe o dzisiejszym strajku. Mimo to przysyłają 20 ludzi do bieżącej konserwacji wagonów i wysłania od dawna załadowanych pociągów i ustawienia na bocznicy nowych do załadunku — mówił strajkującym Bogusław Okrzesik, szef związku „Ratowników” w KWK „Bielszowice”.
Zbigniew Madej, rzecznik prasowy KW SA twierdzi, że zarząd w każdej chwili jest gotowy wznowić negocjacje płacowe ze związkowcami. Zdementował pogłoski, że kolejarze w uzgodnieniu z szefostwem KWSA przysłali na kopalnie swoich pracowników do ekspedycji pociągów.
– Skala zaproponowanych przez zarząd podwyżek jest niespotykana w dotychczasowej działalności Kompanii. W latach 2003–2007 płace wzrosły łącznie o 19 procent. A teraz w ciągu roku proponuje się 10 procent z perspektywą, że w drugim półroczu podwyżki mogą być większe, ponieważ Kompania zacznie wtedy realizować nowo zawarte kontrakty. Zarząd nie bagatelizuje oczekiwań płacowych załogi, o czym świadczy na przykład fakt, że w tym roku wystąpił do rządu o podwyższenie wskaźnika wynagrodzeń z planowanych 3, 4 procent na 4,8 procent — wylicza rzecznik KW SA.
Zobacz również - Ile zarabia górnik?