KHW i JSW straciły na opcjach
- Opcje to była czysta spekulacja. Katowicki Holding Węglowy na eksport wysyła jedynie 10 proc. produkcji. Nie chodziło mu o zabezpieczenie się przed umocnieniem złotego, ale o czysty zarobek - mówi nasz informator z KHW. Holding, jeden z największych wydobywców węgla kamiennego w Polsce, mógł stracić na tzw. opcjach walutowych nawet 200 mln zł, a Jastrzębska Spółka Węglowa - 100 mln zł.
Państwowych firm w opcyjnym potrzasku jest znacznie więcej. - Ich szefowie uprawiali hazard jak w kasynie, licząc na niebotyczne zyski i wykazanie się dobrymi wynikami spółek – powiedział „DZ” jeden z wysokich rangą urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa. - Teraz firmy mogą wyciągnąć ręce po pomoc z budżetu.
Ministerstwo Skarbu Państwa w należących do siebie spółkach rozpoczęło audyt, który ma ujawnić straty i wskazać winowajców. Menadżerom i zarządom, którzy nie zabezpieczali faktycznych transakcji, a grali za państwowe pieniądze, grozi banicja z przedsiębiorstw i odpowiedzialność finansowa.
Opcje to nie tylko problem węglowych gigantów, jak KHW czy Jastrzębska Spółka Węglowa. Straty liczą również inne państwowe branże. Zakłady Chemiczne Police mają ich 101 mln zł, a Zakłady Azotowe Puławy 20 mln zł. Nadal nie wiadomo, jakie straty poniósł KGHM, jedna z największych firm w Polsce. Jak udało nam się ustalić, 70 proc. kontraktów walutowych spółki to transakcje opcyjne. Na razie rekordzistą jest LOT, który stracił ok. 400 mln zł. Podpisywał umowy zabezpieczające cenę ropy, gdy baryłka kosztowała ok. 100 dolarów. Teraz jednak baryłka kosztuje mniej niż 50 dolarów.
Z szacunków Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że polskie firmy - państwowe i prywatne - na transakcjach zabezpieczających straciły ok. 15 mld zł
Mechanizm działania był bardzo podobny: latem, gdy złoty był rekordowo mocny, zakładali się z bankami o kurs naszej waluty. Dla obu stron transakcje (zawierane na miesiąc, pół roku lub rok) okazały się czystym hazardem - jeśli złoty nadal by się umacniał, banki miały dopłacać przedsiębiorcom różnicę kursową, jeśli złoty by osłabł, różnicę dopłacaliby bankowi przedsiębiorcy. I to ich zgubiła chciwość – podkreśla „Dziennik Zachodni Polska”.