Jest w Barbórce jakaś magia
Dla tych, którzy już nie pracują, to dzień refleksji, a częściej tęsknoty. To niewyobrażalne, za czym może tęsknić były górnik, a raczej górnik, który nie pracuje w górnictwie, bo górnikiem zostaje się przecież na całe życie. W tym dniu odżywają wspomnienia o przeżyciach wzniosłych i drobnych, okazjach radosnych i tragicznych, wydarzeniach wielkich i incydentalnych. Potrafimy wspominać wszystko to, co dotyczyło naszych kopalń i ludzi, z którymi się w kopalni zetknęliśmy.
Odżywają wspomnienia o rekordach w wydobyciu, awariach, przeżytych wypadkach i akcjach ratowniczych, awansach i degradacjach. Sypie się węgiel na ładowniach, pękają łańcuchy, zrywają taśmy, tąpie, wyciska spągi, czuć dymy pożarowe, gasną benzynki, pękają tamy podsadzkowe i uszczelki w rurociągach, pękają stropy i gniecie obudowy – to wszystko spotęgowane wyobraźnią. Absolutnie wyjątkowy wymiar charakter ma Barbórka w rodzinach, którym węgiel zabrał ojca dzieciom, czy syna rodzicom– a było takich zdarzeń od wojny tysiące.
Tam węgiel jest przekleństwem a górnictwo sprawcą rodzinnej tragedii, zaś dla nas – tych co przeżyli to klęska i to tym większa, im więcej mieliśmy w górnictwie do powiedzenia. Żonom, matkom i dzieciom możemy tylko powiedzieć – przepraszam i zrobić, co się da, aby choć symbolicznie ulżyć w tej bezsilnej wściekłości nad faktami nieodwracalnymi– nad śmiercią osoby bliskiej.
Obudzić w sobie wyobraźnię
Odżywają również wspomnienia o meczach piłkarskich, turniejach skata, walkach bokserskich w cechowniach, wypitych piwach i „sznapsach”, urodzie pań z dyrekcji, lampowni i markowni, bo tych z płuczki „po cywilu nie widzieliśmy” i wszystkich innych od bramy do ambulatorium, poprzez nigdy nie widziane właścicielki „głosów” z centrali telefonicznej.
U starszych odżywa tęsknota za wszystkim, co kopalniane, od wzniosłego obiadu barbórkowego po zapach powietrza na przekopie, po coś, co trudno nazwać zapachem łaźni, poprzez stresy, których było tak dużo, że aż stały się naszą naturą, tak zażyłą, że dziś ich brak.
U wszystkich refleksje o czasach, kiedy byliśmy Polsce potrzebni jak węgiel, poprzez czasy, kiedy byliśmy uciążliwi jak górnictwo, do dziś, kiedy bezsilnie stukamy się w czoło nad głupotą polityków, od lewicy po prawicę, i walimy pięściami z wściekłości, że już nic z tym nie możemy zrobić. Ale czy na pewno? A może by tak obudzić w sobie wyobraźnię i „posłać do diabłów” tych wszystkich, którzy zakpili z naszej pracy, wzbogacili się na górniczym pocie i z ironią traktują nas na naszej górniczej ziemi, jak intruzów. Kpią z naszych tradycji, mundurów, orkiestr, z kultu pracy i odznaczeń? Uczymy się, wbrew sobie, żyć bez górnictwa i dziś, kiedy Polskę zalewa cudzy węgiel, coraz bliżej nam do pewności, że my – górnicy, sobie bez górnictwa poradzimy, ale Polska – nie. My to już wiemy!
Winni niezmiennie górnicy
Pozostaje tylko łatwym do odgadnięcia pytanie: i kogo będzie Polska za to obwiniać? Odpowiedź prosta, jak zawsze: przecież za wszystko, za dostatek energii, za jej brak, za ciepło w domach i za zimno, za pierwszy i najsilniejszy przez 50 lat polski pieniądz – węgiel, za książeczki „G”, za wypadki, za pełne zwały, za puste zwały, za puste porty eksportowe i za pełne nabrzeża importowe, za górnicze święta i biedaków – którzy giną dla węgla– winni niezmiennie jesteśmy my – górnicy.
Bo przecież węgiel potrzebny jest nam górnikom, a nie Polsce – ile w tym obłudy! A przecież to sfory mądrali nie potrafią wymyślić nic innego dla kraju, niż prymitywne palenie węglem w energetyce. Tych samych mądrali, którzy ironizują, nabijając kieszenie raz likwidacją kopalń z ich długami a potem snuciem wizji o braku węgla. Zawsze ci sami, uzupełnieni o zastępy przemądrzałków, dla których nasze górnictwo jest kolejnym poligonem doświadczeń i epizodów toczących się z dala od ich rodzinnych domów, bo tu na naszym Śląsku i w naszym Zagłębiu. Nasz Śląsk i Zagłębie są pełne zubożałych bohaterów, którzy nawet nie upominają się o uznanie. Powoli zaczynają wstydzić się swojej odpowiedzialność za to, że sami na to pozwolili, dając mimochodem przyzwolenie na zdeptanie swojej biografii i nie mają już nadziei na najwyższy szacunek, który się Wam po prostu należy.
Z górniczym Szczęść Boże,
Jerzy Markowski