Ilość, wydajność czy może jakość? Kopalnie w pułapce liczb

fot: Maciej Dorosiński

Przedstawiciele SITG podkreślają, że z paliw energetycznych Polska bogata jest tylko w zasoby węgla kamiennego i brunatnego. Zasoby tego pierwszego wynoszą ponad 50 mld t

fot: Maciej Dorosiński

Jacek Troskolański we wstępie do swojego podręcznika „Matematyka w zarysie„ pisze o królowej nauk, że jest ona „nauką abstrakcyjną, w odróżnieniu bowiem od innych nauk posługuje się wyłącznie rozumowaniem bez odwoływania się do doświadczenia”. Wielu analityków i komentatorów ma tendencję do wpadania w pułapkę liczb, kiedy próbują prześwietlić daną branżę i skupiają się na jednym elemencie, bez dokładnego prześledzenia wszystkich czynników mających wpływ na kondycję danej branży. Pomimo dość prostego modelu biznesowego w górnictwie, cały sektor węglowy jest dość złożonym organizmem, gdzie analiza wąskiego fragmentu nie przyniesie wszystkich odpowiedzi.

Po moim ostatnim tekście o Sośnicy i zamykaniu kopalń, w komentarzach wywiązała się mała dyskusja z czytelnikami, a jeszcze więcej uwag do swojego tekstu dostałem drogą mailową. Kilka razy wśród wiadomości przewijał się wątek wydajności kopalń i tego, że kopalnie mniej wydajne ciągną w dół całe spółki i powinny być bezwzględnie likwidowane. Pan Robert Wereszyński napisał, że „jeżeli wydajność w kopalni Sośnica wynosiła 175 t [zakradł się w tym miejscu błąd, o czym poniżej – red.], a teraz wzrosła o 60 proc., to znaczy, że wynosi 280 t, czyli wielokrotnie mniej niż w Bogdance. Tak więc Bogdanka musi dalej utrzymywać wydobycie na poziomie niższym od maksymalnego po to, żeby takie trupy jak Sośnica mogły dalej fedrować (...)”. Później rozmowa skręciła w innym kierunku, ale wątek wydajności i porównań do LWB przewijał się jeszcze w kilku mailach, dlatego postanowiłem się skupić na tym zagadnieniu i porównać proste liczby, ale również przeanalizować inne czynniki.

Stawiana za wzór LW Bogdanka faktycznie ma się czym chwalić na tle górnictwa śląskiego. Wydajność pracy wynosi tutaj ok. 1600-1700 t na jednego pracownika (inną sprawą jest, że produkcję LWB napędzają pracownicy „najemni”, niewliczani do statystyk wydajności), a prezes Krzysztof Szlaga zapewniał, że Bogdanka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w tym zakresie. Na Śląsku sprawa wydajności wygląda nieco gorzej i nawet najbardziej wydajna kopalnia w regionie, czyli prywatna PG Silesia w tym wyścigu znajduje się daleko za plecami lubelskiej Bogdanki. Leżący w Czechowicach-Dziedzicach zakład osiągał jeszcze półtora roku temu wydajność pracy rzędu 1100 t na jednego pracownika, ale jak zapowiadał wtedy prezes Silesii Michal Heřman, spółka planowała zwiększyć ten wynik do 1200 t na osobę, czyli dwa razy więcej niż osiągała Sośnica przed restrukturyzacją [w tekście „Kopalnia to nie warzywniak” pojawiły się zaniżone dane z niesprawdzonego źródła – D.S.].

600 t na pracownika uzyskiwane w Sośnicy, to znacznie mniej od ówczesnej średniej dla zakładów całej Polskiej Grupy Górniczej (700 t), dlatego w 2016 r. kopalnia planowała zwiększyć wydajność w kolejnym roku do 980 t na pracownika i prawie się udało (zabrakło raptem 20 t), a docelowo w 2020 r. chce, żeby było to już okrągłe 1000 t na pracownika. To jednak wciąż niewiele w porównaniu do lubelskiej Bogdanki, a nie najlepiej na jej tle wyglądały też statystyki kopalń ówczesnego Katowickiego Holdingu Węglowego, które poznaliśmy dzięki przeprowadzonemu dwa lata temu przez zespół ekspercki pod kierownictwem senatora Wojciecha Piechy audytowi. Średnia wydajność zakładów przyłączonych rok później do PGG wynosiła wtedy 764 t na pracownika (wobec jeszcze gorszego wyniku zanotowanego przed rokiem, kiedy wynosiła ona tylko 680 t), a dopiero w planach było jej zwiększenie do 800-900 t w latach kolejnych.

Jeśli skupimy się tylko na tym aspekcie, to faktycznie można wyjść z założenia, że kopalnie należące do PGG kwalifikują się do zamknięcia, pozostając daleko w tyle za ich lubelską siostrą. Jeśli jednak spróbujemy ująć temat szerzej, to pojawia się inny czynnik, szczególnie ważny dla odbiorców - jakość węgla fedrowanego w poszczególnych kopalniach. Jeśli chodzi o miały, to produkt Bogdanki pasuje co prawda klientom z sektora energetycznego, ale już dla np. ciepłowni wysoka zawartość siarki w granicach 0,7-1,3 proc. jest nie do przyjęcia, nie wspominając już o niskiej wartości opałowej w przedziałach 19-21 MJ/kg, który stanowi większość produkowanego na Lubelszczyźnie węgla. Nie lepiej jest z węglami średnimi i grubymi: wysoka zawartość popiołu (5-10 proc. dla orzecha i 4-10 proc. dla groszków) oraz siarki (1-1,3 proc.) skutecznie zniechęca klientów detalicznych do zaopatrywania się w paliwo w LWB.

W tym aspekcie zdecydowanie wygrywa węgiel śląski, który jest wysoko ceniony zarówno pośród klientów z branży ciepłowniczej, jak i odbiorców węgla opałowego. Szczególnie ceniony jest np. miał z kopalni Murcki-Staszic z wartością opałową w przedziale 23-24 MJ/kg i bardzo niską zawartością siarki 4-6 proc. lub doskonale nadający się do mieszanek wysokokaloryczny (29 MJ/kg) miał z KWK ROW ruch Marcel. Jeszcze lepiej jest w sortymentach średnich i grubych, gdzie klienci cenią sobie zwłaszcza kostkę z Mysłowic-Wesołej, o wysokiej wartości opałowej (28-31 MJ/kg) i bardzo niskiej zawartości popiołu (2,5-5 proc.) i siarki (0,2-0,6 proc.). Wspomniany wcześniej Marcel dostarcza na rynek również najlepsze groszki, z wartością opałową min. 30 MJ/kg, z zawartością popiołu w granicach 2-6 proc. i niską zawartością siarki w przedziale 0,2-0,6 proc.

Biorąc pod uwagę fakt, że węgle średnie i grube, które z racji sposobu wydobycia wymuszonego postępem technologicznym (kombajn zamiast kilofa) stanowią zawsze nie więcej niż 10-20 proc. produkcji każdej kopalni, odpowiadają jednocześnie za ok. 30 proc. przychodów, bagatelizowanie tego elementu w dyskusji nad zamykaniem kopalń jest całkowicie niedopuszczalne, podobnie jak kwestii parametrów miału pożądanego przez odbiorców przemysłowych.

Niedawno premier Morawiecki, odwiedzający zakłady Mlekovity zachęcał do kupowania polskich produktów i chociaż w takich kategoriach, jak elektronika czy chemia klienci wciąż preferują produkty zagranicznych marek, to akurat żywność i węgiel wolimy polskie. Przeprowadzone w grudniu badanie serwisu Oferteo.pl wykazało, że aż 65 proc. klientów zwraca uwagę na pochodzenie paliwa do przydomowych kotłów, z których aż jedna trzecia byłaby skłonna zapłacić nawet 25 proc. więcej niż za węgiel importowany.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Maksymalna głębokość szybów osiąga obecnie w Polsce 1250 m?

Czy kraje zachodnie, ograniczające wydobycie węgla, będą potrzebować tego surowca importowanego z Polski? Ile wynosi maksymalna głębokość szybów w Polsce? I jakie wyniki miała Gliwicka Spółka Węglowa? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 10 października 1996 roku.

Rozmowa netTG.pl - odcinek 84 - Bartłomiej Benisz | Prezes firmy Arbena o inwestycji dla ZG Janina

Bartłomiej Benisz, prezes firmy Arbena, był gościem studia netTG.pl na Kongresie Nowej Mobilności. W rozmowie o inwestycji przy kopalni Janina, drodze firmy od zaplecza górniczego do rolnictwa i przemysłu oraz o planach eksportowych.

Górnicy rozpoczęli strajk głodowy. Napięta sytuacja w chilijskim górnictwie

Pracownicy kopalni miedzi Antofagasta PLC w Chile zaostrzyli w piątek trzydniowy strajk. Trzech członków związku zawodowego rozpoczęło głodówkę. Przywódcy związkowi próbowali wywrzeć presję na firmę, aby powróciła do stołu negocjacyjnego – podaje Bloomberg.

Polska ma złoża, ale czy ma klimat do inwestycji? O górnictwie, Myszkowie i społecznej akceptacji w Sejmie

Myszków pokazuje więc fundamentalny problem polskiej gospodarki surowcowej: samo udokumentowanie zasobów nie oznacza jeszcze możliwości ich gospodarczego wykorzystania. Potrzebne są dalsze analizy techniczne i ekonomiczne, ocena oddziaływania na środowisko, odpowiednie warunki prawne i inwestycyjne, a przede wszystkim dialog z lokalną społecznością.