Ich ofiara nie poszła na marne

Muzea górnicze Europy, w tym także Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, upamiętniły na swoich stronach internetowych największe katastrofy, jakie wydarzyły się w kopalniach, oddając tym samym hołd wszystkim, którzy ponieśli śmierć przy pracy pod ziemią.

Zadaniem muzealników było opisanie konkretnego wydarzenia, które zaistniało w regionie, w którym działa dana placówka.

- Ja zdecydowałem się przywołać w pamięci dwa tragiczne wypadki z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Doszło do nich w kopalniach Sośnica i Makoszowy - opowiada dr Zenon Szmidtke, historyk górnictwa. Obie katastrofy należały zarazem do największych w historii polskiego górnictwa po II wojnie światowej.

Przerwana akcja
Prawdopodobnie wskutek nieostrożnego obchodzenia się z ogniem 30 maja 1955 r. wybuchł pożar w kopalni Sośnica w Gliwicach. Minęła właśnie godzina 17, gdy wezwano służby ratownicze. Grupa 34 górników, uświadomiwszy sobie fakt przebywania w pochylni, w której brak było obiegowego prądu powietrza, zorganizowała otamowaną przestrzeń w ślepym wyrobisku. Był tam doprowadzony rurociąg sprężonego powietrza. W ten sposób powstał schron, zabezpieczający ludzi przed wpływem dymów pożarowych i trującego tlenku węgla, w którym oczekiwano na ugaszenie ognia i pomoc ratowników.

- Górnicy doskonale wiedzieli, że odwrót jest niemożliwy. Jeszcze przed godziną 19 spieszące na pomoc zastępy ratownicze słyszały odgłos uderzeń po rurach, dobiegający od odciętych górników. Później rury sprężonego powietrza wskutek zawału uległy zniszczeniu. Uderzanie w nie straciło sens. Na dodatek wypływ sprężonego powietrza podsycał ogień. Akcję ratowniczą utrudniały gęste dymy, wysoka temperatura i wysokie stężenie tlenku węgla - opowiada Szmidtke.
Po około 12 godzinach utrzymania przepływu powietrza w rurach i równoczesnego gaszenia ognia, podjęto katastrofalną w skutkach decyzję.

- Kierownictwo akcji ratowniczej błędnie oceniło możliwość przeżycia zagrożonych i podjęło decyzję zamknięcia dopływu powietrza do rurociągu w celu ograniczenia podsycania ognia i przyspieszenia jego ugaszenia. Górnicy zginęli po dwóch godzinach - wyjaśnia dalej Zenon Szmidtke.
Katastrofa pociągnęła za sobą 42 ofiary śmiertelne. Wszyscy polegli górnicy zatruli się tlenkiem węgla.

- Potwierdziła się zasada, mówiąca, że zawsze błędem jest upraszczanie działań ratowniczych i opieranie się na założeniu zaistnienia skrajnie niekorzystnych skutków - podsumowuje historyk.

Pożar w kopalni Makoszowy
Trzy lata później, 28 sierpnia 1958 r., w kopalni Makoszowy w Zabrzu w trakcie cięcia stalowej szyny palnikiem acetylenowym nastąpiło zaprószenie ognia. Powstał pożar w głównym ciągu wentylacyjnym.

- Zakładając możliwość łatwej jego likwidacji, decyzję wycofania ludzi podjęto z godzinnym opóźnieniem, a przecież w warunkach wyrobisk podziemnych rozwój pożaru jest często zaskakujący. O życiu ludzi nierzadko decydują minuty bądź nawet sekundy. Poza tym wielu górników zaczęło już wcześniej wycofywać się na własną rękę, nie czekając na polecenia dozoru - opowiada badacz historii górnictwa z zabrzańskiego muzeum.

W wyniku chaosu 72 osoby uległy śmiertelnemu zatruciu tlenkiem węgla.

Nieprecyzyjne dane
Według najnowszych badań historyków górnictwa, dane o ofiarach katastrof, zwłaszcza w latach 50., są często nieprecyzyjne. Ówczesne władze starały się bowiem pomniejszać rozmiary tragedii.

- W wielu przypadkach chodziło o zatrudnianie na dole żołnierzy-górników. Nie chciano informować społeczeństwa, że w kopalniach giną wojskowi. Niektórzy badacze wskazują, że w katastrofie w kopalni Barbara-Wyzwolenie w Chorzowie, do której doszło w 1954 r., śmierć poniosło około stu górników. Tymczasem oficjalne dane wymieniają 82 nazwiska. Być może kiedyś dane te zostaną zweryfikowane na podstawie archiwów wojskowych lub materiałów będących w posiadaniu IPN - zwraca uwagę dr Zenon Szmidtke.

Jego zdaniem pod względem liczby ofiar śmiertelnych polskie górnictwo i tak uważano za jedno z bardziej bezpiecznych. Dla przykładu, w katastrofie w belgijskiej kopalni Bois du Cazier w 1956 r. zginęło 262 górników 12 narodowości. Sześć lat później tragedia w zakładzie Luisenthal w Niemczech kosztowała życie 299 ludzi. Z kolei pożar w kopalni Dukla w Czechach w 1960 r. spowodował śmierć 108 górników.

- Ginęli nie na darmo. Prawie każda większa katastrofa przyczyniała się do rozwoju techniki ratowniczej. Doskonalono sprzęt, a przy okazji formułowano odpowiednie przepisy. Dość powiedzieć, że to przecież katastrofa w kopalni Courriěres we Francji w 1906 roku dała początek zorganizowanemu ratownictwu górniczemu. Straciło w niej życie 1099 górników! - przypomina Schmidtke.

Zaledwie dla lata później powstała w Bytomiu pierwsza na świecie centralna stacja ratownictwa górniczego, a za nią kolejne: w niemieckim Essen, w Makiejewce na Ukrainie, morawskiej Ostrawie i w Lievin we Francji.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zwiedzili EC Szombierki. To była gratka dla miłośników historii techniki i architektury

20 czerwca Bytomianie mieli okazję zobaczyć z bliska, jak postępują prace związane z rewitalizacją Elektrociepłowni Szombierki. Podczas II Dni Otwartych zorganizowanych przez Grupę Arche uczestnicy zwiedzili jeden z najcenniejszych zabytków poprzemysłowych w regionie i poznali plany dotyczące jego przyszłego zagospodarowania.

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.

Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Gotowi na wielką metropolię?

Czescy samorządowcy nalegają na szybkie powołanie do życia metropolii, która połączyłaby Katowice z Ostrawą. Ogłosili to podczas dorocznego, XXXII Spotkania Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbyło się w ub. tygodniu w ostrawskim magistracie.