Greenpeace drugi dzień blokuje suwnicę w Małaszewiczach
fot: pkp-cargo.pl
PKP-Cargo ani policja nie reagują na blokadę, choć straty wyniosła dziesiątki tysięcy złotych
fot: pkp-cargo.pl
Ośmiu aktywistów Greenpeace z kilku krajów weszło na suwnicę w środę rano. Noc spędzili w namiotach. W czwartek jedna dziewczyna, ze Szwecji, źle się poczuła i zeszła na ziemię. - Tam na górze jest bardzo zimno, ona po prostu zmarzła i musiała zejść. Jest teraz w pobliskim gospodarstwie agroturystycznym - powiedziała rzeczniczka Greenpeace Katarzyna Guzek.
Na suwnicy pozostało siedem osób. Mają tam pozostać do piątku, do końca szczytu w Brukseli.
Działacze Greenpeace wywiesili na suwnicy baner z portretem Donalda Tuska i napisem \"Węgiel to przeszłość. Czas na solidarność klimatyczną\". Akcja jest związana z rozpoczynającym się w czwartek szczytem szefów rządów i państw Unii Europejskiej w Brukseli, który ma zdecydować o stanowisku UE na grudniowy szczyt klimatyczny w Kopenhadze.
Guzek powiedziała, że działacze Greenpeace są rozczarowani, że premier Tusk nie zareagował na ich akcję, a media donoszą, że grozi Unii wetem. - To ostatni moment, żeby premier stanął na wysokości zadania i podjął decyzję, która zaowocuje przyjęciem przez Unię mocnego stanowiska w sprawie finansowania przyszłego porozumienia klimatycznego - powiedziała Guzek.
W komunikacie przesłanym Greenpeace podkreśla, że weto Polski na szczycie w Brukseli \"byłoby porażką dla naszego kraju, a także Europy i świata\". - Polska nie może tylko wymagać solidarności, ale sama musi ją okazać najbiedniejszym krajom naszej planety i nie uchylać się od moralnego obowiązku udzielenia wsparcia krajom, które już dziś cierpią z powodu skutków zmian klimatu - mówi cytowana w komunikacie Julia Michalak, koordynatorka kampanii Greenpeace Klimat i Energia.
Podczas rozpoczynającego się w czwartek spotkania szefów rządów i państw Unii Europejskiej mają zapaść kluczowe decyzje dotyczące stanowiska Unii na grudniowy Szczyt Klimatyczny, który odbędzie się w Kopenhadze. Greenpeace domaga się, by kraje UE zadeklarowały redukcję emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 40 proc. do roku 2020, oraz zobowiązały się do zapewnienia finansowania przyszłego porozumienia w wysokości 110 mld euro rocznie do 2020 r., z czego wkład Unii miałby wynosić 35 mld euro.
PKP Cargo, do którego należy terminal w Małaszewiczach, w wydanym w środę komunikacie zwróciła uwagę, że nie jest właściwym adresatem postulatów protestujących. Spółka zdecydowała się nie podejmować działań interwencyjnych, zmierzających do usunięcia protestujących z terenu terminalu, kierując się troską o ich bezpieczeństwo. Akcję obserwują funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei oraz policji.
Akcja Greenpeace spowodowała straty finansowe przez konieczność wyłączenia z ruchu jednego z frontów przeładunkowych, które - jak w przybliżeniu oszacował rzecznik spółki PKP Cargo Piotr Apanowicz - mogą w sięgać dziesiątków tysięcy złotych. - Liczymy wysokość strat - powiedział w czwartek Apanowicz.