fot: Michał Chwieduk/gornikzabrze-plTom
Tomasz Zahorski tuż po zdobyciu bramki dla Górnika
fot: Michał Chwieduk/gornikzabrze-plTom
Piłkarze Górnika zmiażdżyli w piątek w Łodzi ŁKS, wygrywając w meczu I ligi 4:1. Awans do ekstraklasy mają na wyciągnięcie ręki i nie wykluczone, że już w środę 26 maja, po spotkaniu z Wartą Poznań, w Zabrzu dojdzie do wielkiej fety.
W Łodzi Górnik kontrolował sytuację od pierwszej do ostatniej minuty, zaś jego wygrana mogła być jeszcze bardziej okazała. Bohaterem spotkania był mały wzrostem, ale wielki duchem Adrian Świątek, który zdobył dwa gole i został liderem listy strzelców I ligi. Z 16 golami na koncie wyprzedza o jedno trafienie Marcina Robaka z Widzewa.
- Trzy punkty wróciły z nami do Zabrza, ale teraz nie myślimy o niczym innym jak o meczu z Wartą Poznań – mówił zaraz po spotkaniu niezwykle szczęśliwy Świątek, który jeszcze w rundzie jesiennej reprezentował barwy ŁKS. Transfer do Zabrza spowodował, że „Święty” strzela gole jak na zawołanie.
- Mamy jeszcze trzy mecze do rozegrania i dziewięć punktów do zdobycia. Wszystko się może zdarzyć, ale gramy naprawdę bardzo dobrze i wierzę, że zdobędziemy komplet punktów. Na meczu byli obecni moi rodzice, szwagier z żoną oraz znajomi, dlatego moja radość po bramkach była szczególna. ŁKS jest nieprzygotowany do sezonu z powodu zawirowań w klubie, całe szczęście dla nas, że zawodnicy nie wytrzymują końcówki sezonu – dodaje Świątek.
Równie szczęśliwy co Świątek był Tomasz Zahorski, który wraca do wysokiej formy i sygnalizuje trenerowi kadry Franciszkowi Smudzie chęć powrotu do reprezentacji Polski. W duecie ze Świątkiem tworzą najskuteczniejszy atak I ligi. - Przy pierwszej bramce Adrianowi Świątkowi było trochę trudno oddać strzał, na szczęście poszedłem za tą akcją i udało mi się dobić jego uderzenie. Mimo, że z Adrianem współpracujemy dopiero od kilku miesięcy to można powiedzieć, że jest między nami „chemia” i świetnie rozumiemy się na boisku. Jesteśmy napastnikami i naszym zadaniem jest strzelanie bramek. Strzelamy i wygrywamy - a o to w tym wszystkim chodzi – celnie pointuje swój występ Zahorski.
W Łodzi bardzo dobrze funkcjonowała taktyka gry wymyślona przez Adama Nawałkę. Trener Górnika świetnie pod względem fizycznym przygotował zespół i po nieco słabszej, rozpoznawczej I połowie, w drugiej zabrzanie demolują rywala. Tak też było w Łodzi, gdzie ŁKS gasł niczym zapałka na wietrze, zaś Górnik do ostatniej minuty atakował bramkę Bogusława Wyparły. - Uważam, że nie można tego spotkania postrzegać tylko przez pryzmat wyniku, bo od pierwszych minut była zażarta walka o każdy metr boiska. Dopiero z biegiem czasu osiągaliśmy przewagę. Ale nawet przy wyniku 2:0 nie mogliśmy być pewni zwycięstwa. Muszę pochwalić zespół za konsekwencję w dążeniu do osiągnięcia celu. Chłopcy grali bardzo ambitnie, walczą, to drużyna, która ma ducha. Myślę, że te trzy kroki, które nam zostały do awansu, czyli mecze z Wartą, Dolcanem i Widzewem pokonamy zdecydowanie – zapewnia trener Nawałka.
ŁKS Łódź - Górnik Zabrze 1:4 (0:1)
0:1 - Zahorski 41
0:2 - Świątek 60
1:2 - Madejski 78
1:3 - Świątek 80
1:4 - Strąk 86
ŁKS: Wyparło - Salski, Hajto, Gieraga (65 R. Świątek), Balaż - Sikora (57 Gevorgyan), Mowlik, Świerczewski (46 Wolański), Kujawa, Madejski - Gikiewicz.
W rezerwie: Pająk - Marciszko, Rosiak.
Górnik: Nowak - Danch, Banaś, Pazdan, Magiera - Przybylski, Strąk, Cebula (60 Balat), Wodecki - Zahorski (90+1 Kantor), A. Świątek (84 Pitry).
W rezerwie: Szmatuła - Kamiński, Marciniak, Bonin.
Sędziował: Marek Karkut (Warszawa). Żółte kartki: Salski (ŁKS) - Zahorski, Świątek, Wodecki (Górnik). Widzów: 5000.