Górniczy Nikisz ma swój Jarmark Świąteczny
Mimo niesprzyjającej pogody – ziąb i siąpiący deszcz – plac przed kościołem pw. św Anny wypełniony był po brzegi setkami odwiedzających i dziesiątkami straganów, poustawianych wokół potężnej, rozświetlonej choinki.
Okolicznościowe bombki, aniołki z pierników czy zdobne świeczniki schodziły jak świeże bułeczki. Podobnie z obrazami Grupy Janowskiej, której artyści porozstawiali swe prace wzdłuż arkad w centrum osiedla.
Z okazji jarmarku wydano nawet okolicznościowe pieniądze - „Balkany”, które swą nazwą nawiązywały do kolejki kursującej niegdyś pomiędzy Giszowcem i Nikiszowcem. Tylko tego dnia można było je wymienić na polskie złotówki po atrakcyjnym kursie 1:1. Później będą już tylko numizmatyczną pamiątką.
Wśród potraw królowała Wodzinka i krupnioki, a zmarznięci mogli rozgrzać się grzanym winem z przyprawami lub równi aromatycznym piwem.
Czegoś takiego nikt wcześniej tu nie widział. I jeszcze do niedawna nikt nie przypuszczał, że może zobaczyć. A jednak wszystko wyszło perfekcyjnie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Jarmark był oddolną inicjatywą mieszkańców Nikiszowca, którzy bez pomocy władz miasta czy jakichś specjalistycznych firm, zreorganizowali wszystko własnymi siłami. W ten sposób chcieli zebrać środki na zainstalowanie w drgalnicy monitoringu. Wszystkie pieniądze zebrana podczas Jarmarku trafią bowiem właśnie na ten cel.