Wśród zatrudnionych w polskim górnictwie węgla kamiennego rośnie liczba pracowników posiadających uprawnienia emerytalne. Ze 118 tys. osób, które 30 czerwca pracowały w kopalniach, aż 1746 nabyło już prawo do przejścia na emerytury. W stosunku do danych pochodzących z końca ubiegłego roku liczba takich pracowników wzrosła o 285 osób.
Sytuacja ta jest efektem obowiązujących w branży przepisów, które nakładają na górniczych przedsiębiorców obowiązek zatrudniania na wielu stanowiskach pracowników ze specjalistycznymi uprawnieniami i szczególnymi kwalifikacjami.
Mimo rekrutacji do pracy, prowadzonej we wszystkich spółkach węglowych, niedobór fachowców nadal daje się we znaki. Do pracy w kopalniach trafiają najczęściej ludzie bez kwalifikacji, w tym duża grupa chętnych, posiadająca wykształcenie średnie ogólnokształcące. Osoba legitymująca się takim wykształceniem, jeśli nie ukończy specjalistycznych kursów lub nie podejmie nauki w technikum górniczym, może liczyć jedynie na zatrudnienie w charakterze robotnika niewykwalifikowanego.
Kopalniom brakuje wykwalifikowanych górników, szczególnie po technikach, którzy za kilka lat mogliby wejść do dozoru. Takich kandydatów do pracy jest jednak najmniej, bo przez kilka lat nie funkcjonowało górnicze szkolnictwo. W cenie są także elektrycy, ale mający praktykę na dole i specjalistyczne uprawnienia. Brakuje również pracowników po studiach, bowiem na wydziałach górniczych wyższych uczelni przez kilka lat nie funkcjonował kierunek „eksploatacja”.
W pierwszym półroczu bieżącego roku z górnictwa na emerytury odeszły 3083 osoby. W tym samym czasie przyjęto do pracy w kopalniach 2544 osoby, w tym 134 absolwentów. Uwzględniając powroty do pracy wynikające z Kodeksu pracy zatrudnienie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku zmniejszyło się 1242 osoby.