Jeszcze pół wieku temu w Bytomiu działało jedenaście kopalń węgla kamiennego i dwie wielkie elektrociepłownie. W Zabrzu, zwanym stolicą polskiego górnictwa, w szczytowym okresie rozwoju węgiel fedrowało dziewięć kopalń. Miasto również miało swoją elektrociepłownię. Dziś po tamtych czasach pozostały tylko wspomnienia.
Obiekt jest ze wszech miar wyjątkowy. Można śmiało rzec, że wręcz rzuca na kolana swoją wyniosłością i unikatowością architektoniczną. Podziw wzbudza zwłaszcza górująca nad miastem wieża z drugim co do wielkości w Polsce zegarem czterostronnym. To cudo, wyprodukowane przez firmę Siemens und Halske, sprzężone było niegdyś z 54 innymi zegarami działającymi w zakładzie, a długość jego małej wskazówki wynosi trzy metry! Mowa oczywiście o Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu.
Wielka potęga
– Cóż to była za potęga! Według danych z 1938 r. bytomska elektrociepłownia zaliczana była do największych tego typu zakładów III Rzeszy i w ogóle w całej ówczesnej Europie. Dysponowała mocą 100 MW, a 67 elektrowni rozlokowanych po całym ówczesnym Śląsku miało w sumie 800 MW. Jeszcze w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia był to zakład na wskroś nowoczesny – opowiada Edward Nowak, były pracownik elektrociepłowni, obecnie przewodnik turystyki postindustrialnej.
Elektrownię zbudowano w 1920 r., po zakończeniu I wojny światowej. Obiekt zlokalizowano pomiędzy torami tworzącymi wspólnie kształt trójkąta. W przypadku niebezpieczeństwa miały go bronić pociągi pancerne. Z początku zamierzano tu ulokować skład materiałów wybuchowych, w końcu jednak zdecydowano, że kompleks budynków zaprojektowanych przez Georga i Emila Zillmannów zostanie zaadaptowany na elektrownię, którą następnie systematycznie modernizowano.
– Obiekt był świetnie usytuowany. Wokół same kopalnie, gdzie nie spojrzeć. W Chebziu kopalnia Paweł, w Orzegowie kopalnia Karol wraz z koksownią. Stamtąd prowadziły tory do elektrowni. Surowiec zapewniała także kopalnia Miechowice. Jeżeli na kopalni Bobrek były jakieś tam problemy, to myśmy mogli w każdej chwili brać surowiec z kopalni Szombierki. Mieliśmy własne wagony, własny tabor kolejowy, także wąskotorowy, i lokomotywy – podkreśla dalej Edward Nowak.
W sąsiedztwie, jeszcze przed końcem II wojny światowej, zakończono budowę Elektrociepłowni Miechowice. Pierwotnie miała osiągnąć imponującą moc 220 MW. Działały w niej trzy turbiny z czterech zaplanowanych. W sumie dysponowała mocą ponad 160 MW. Po wojnie cały sprzęt został przetransportowany do Związku Radzieckiego. Zakład praktycznie zrujnowano. W 1974 r. Elektrownię Miechowice połączono z Elektrownią Szombierki. W 1977 r. osiągnęła moc 200 MW. Dokładnie rok później uruchomiona została stacja ciepłownicza o mocy 46 MW, którą w kolejnych latach rozbudowano do 116 MW.
Co ciekawe, miały węglowe sprowadzano taśmociągiem ze znajdującej się po sąsiedzku kopalni Miechowice, a także kolejką linową z szybu Gigant kopalni Pstrowski. Z innych kopalń surowiec docierał koleją wąsko- i szerokotorową.
– Na terenie elektrowni znajdowało się 16 torów docierających w różne miejsca zakładu, 16 rozjazdów oraz dwie obrotnice. Bocznicę początkowo obsługiwały parowozy, a od lat 70. również lokomotywy spalinowe. Pod koniec lat 60. wykorzystanie transportu wąskotorowego zaczęło spadać – tak jak w wielu innych zakładach, zaczęto przestawiać się na transport samochodowy. Ostatecznie, w 1974 r. rozwiązano umowę bocznicową, a w kolejnych latach zlikwidowano większość torów na terenie elektrowni. Tabor przekazano innym zakładom przemysłowym. Zachowały się jedynie tory, które wprowadzono do wnętrza obiektów, m.in. w hali rozdzielni. Lada chwila nawet po tych ostatnich artefaktach nie pozostanie żaden ślad – wspomina Mariusz Senderowski ze Stowarzyszenia Górnośląskich Kolei Wąskotorowych w Bytomiu.
W 1986 r. w EC Miechowice uruchomiony został pierwszy turbozespół ciepłowniczy. Nowy właściciel, który przejął zakład w 2009 r., rozbudował go potem o kolejne kotły. Ostatecznie elektrociepłownia zakończyła swoją działalność dziesięć lat później. Rozpoczęto też jego wyburzanie.
Turbiny zamiast koni
Elektrociepłownia Zabrze to pierwszy obiekt wielkiej energetyki zawodowej na terenie Górnego Śląska. Powstała w 1897 r. przed bliźniaczą elektrownią w dzisiejszym Chorzowie. Te dwa obiekty stanowiły oś zasilającą serce Górnego Śląska. W latach 1897-1904 dokonano zakupu siedmiu maszyn parowych produkcji Görlitzer Maschinenbauanstal (Zgorzeleckiej Wytwórni Maszyn). W 1906 r. natomiast zabudowano pierwsze turbiny parowe, tym samym podnosząc moc elektrowni do 1300 kW. W rozrastającą się elektrownię inwestowano gigantyczne kwoty – w samym 1909 r. było to aż dwa i pół miliona marek. Od 1913 r. wysyłała prąd także do powiatu toszeckiego. Z początku z wyprodukowanej energii korzystały okoliczne zakłady przemysłowe, w tym powstające jak przysłowiowe grzyby po deszczu kopalnie węgla. W końcu zaczęto zasilać nią komunikację tramwajową w mieście. Jak donoszą miejskie kroniki, w 1896 r. „wymieniono kursujący od dwóch lat tramwaj konny na elektryczny, a w celu zapewnienia trakcji prądu stałego o napięciu 600 V, w elektrowni zamontowano specjalny generator”. I tu, podobnie jak w bytomskich elektrociepłowniach, do produkcji energii elektrycznej używano miału węglowego.
– Przywożono go z okolicznych kopalń i trafiał do systemu młynowego, gdzie mielony był na pył, który gromadzono w zbiornikach i stamtąd za pomocą podajników wprowadzano do komory palnikowej. Przedwojenne maszyny znakomicie się spisywały. W latach 50. ubiegłego stulecia większość z nich wymieniono na nowocześniejsze – opowiadał Bernard Gbur, mistrz automatyki w dawnej elektrociepłowni, obecnie przewodnik po nieczynnym już zakładzie.
Elektrownia Zabrze niczym w soczewce skupia cały proces industrializacji Górnego Śląska. W jej pobliżu Salomon Izaak dokonał odkrycia węgla. Mało jednak kto wie, że pierwszym odbiorcą przemysłowym elektrowni były tramwaje, dopiero drugim Huta Donnersmarcka.
W 2010 r. elektrociepłownię przejął skandynawski koncern energetyczny Fortum. Ze względu na regulacje unijne i konieczność wyłączenia wyeksploatowanych kotłów działających w 120-letnim zakładzie, zdecydowano o budowie w jego sąsiedztwie nowoczesnej elektrociepłowni wielopaliwowej. Po uruchomieniu w 2018 r. nowoczesnej elektrociepłowni w Zabrzu, stara przestała być wykorzystywana do celów produkcyjnych. W chwili wygaszania była najstarszą na Górnym Śląsku, ale i na całym obszarze powojennej Polski. Jej infrastrukturę przekazano miastu Zabrze. W sumie majątek stanowił kilkanaście działek o łącznej powierzchni ponad 5 ha oraz 18 budynków poprodukcyjnych, w skład których wchodzą m.in.: budynek główny dyrekcji, kotłownia, budynek maszynowni i rozdzielni 6 kV, a także budynki: warsztatu mechanicznego, klubu, świetlicy i portierni.
Elektrociepłownia Zabrze została sprzedana Grupie Arche, która planuje jej wielofunkcyjną rewitalizację na przestrzeń kulturalną, edukacyjną, gastronomiczną, hotelową i sportową, zachowując zabytkowy charakter obiektu.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.