Uratowano maszynę parową z Huty Baildon - trafi do muzeum
fot: Dziennik Zachodni/Mikołaj Suchan
Związkowcy upadłej huty "Baildon" w Katowicach wraz z konserwatorem zabytków uratowali przed zniszczeniem ogromną maszynę parową, którą przyjmie Muzeum Śląskie
fot: Dziennik Zachodni/Mikołaj Suchan
Bardzo cenna maszyna parowa trafi do Muzeum Śląskiego i będzie eksponowana w jego nowej siedzibie na terenie po kopalni Katowice. Na jej demontaż, przewiezienie i poskładanie pieniądze wykłada wojewódzki konserwator zabytków - to koszt 159 tys. zł - napisał w sobotę portal "Dziennika Zachodniego".
Rozbiórka i przenosiny maszyny rozpoczną się w czerwcu. Właścicielowi gruntu (BGH Polska) zabytek uniemożliwiał dotąd wykorzystanie terenu i dlatego groziło mu zezłomowanie.
Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego podkreślił, że przejmie odpowiedzialność z maszynę. Nie wiadomo, czy od razu zostanie złożona czy może w częściach poczeka do 2012 roku, kiedy powstanie nowa siedziba muzeum.
Cieszą się też związkowcy z "Solidarności" Baildonu, którzy zabiegali o zachowanie maszyny, choć ich radość jest połowiczna - napisał "Dziennik Zachodni".
- W 2003 r., dwa lata po upadku huty, kiedy radni Katowic uchwalali zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, na obszarze dawnego zakładu było 13 obiektów, w których zamontowano cenne zabytki techniczne objęte lokalną ochroną konserwatorską - mówi "Dziennikowi" Andrzej Karol, przewodniczący związku.
W 2006 r. okazało się, że z kilkunastu zabytkowych urządzeń zostały tylko dwa. Nikt nie wie, co się stało z piłą kabłąkową wyprodukowaną w Maklenburgu w 1910 r., szlifierką do wałków z 1915 r., dwoma młotami parowymi z 1914 i 1917 r. czy prasą parową do kucia swobodnego z 1917 r. i wieloma innymi. Wiadomo, że po ogłoszeniu upadłości Baildonu działki rozparcelowano, kupowały je firmy i życzyły sobie, aby nabywany teren był "czysty".
"Dziennik Zachodni" przypomina, że dewastacje i kradzieże zabytkowych maszyn i ich elementów związkowcy zgłosili w lipcu 2006 r. do katowickiej prokuratury, która jednak w styczniu 2007 r. sprawę umorzyła. Złodzieje dalej plądrowali teren.
Maszyna parowa pracowała jeszcze w 2001 roku, gdy ogłoszono upadłość huty "Baildon". Dziś ponowne jej uruchomienie może być niemożliwe. - W takim wypadku wyeksponujemy ją, a obok ustawimy ekran, na którym będzie wyświetlane jak pracowała dawniej - zapowiada Jodliński.
Związkowcy bezskutecznie próbowali zainteresować sprawą kolejnych konserwatorów zabytków. - W końcu we współpracy z obecną wojewódzką konserwator udało nam się ocalić choć tę maszynę - twierdzi Karol w portalu "Dziennika Zachodniego".
Do ubiegłego roku na gruncie BGH były dwie zabytkowe maszyny, parowa i z silnikiem elektrycznym z lat 30. ub. wieku. BGH zdecydowało się je sprzedać Ryszardowi Kandziorze reprezentującemu spółkę Centrum Badawczo Innowacyjno-Wdrożeniowe z Warszawy. Maszyna elektryczna miała być eksponowana w Sosnowcu. Słuch jednak po nim zaginął i po maszynie też. Maszyna parowa z Baildonu to jedna z nielicznych, które ocalały na Śląsku. Dobrze zachowana jest podobna w kopalni Guido w Zabrzu, kilka znajduje się w dawnej hucie cynku w Szopienicach.