Górnicy z Budryka zjechali ratować zagrożony kombajn
Chcą, by krótko po zakończeniu protestu można było wznowić wydobycie węgla.
Jednak, jak powiedział w środę PAP Grzegorz Bednarski ze związku Kadra, górnicy nie zamierzają przerywać ani zawieszać akcji do momentu zawarcia satysfakcjonującego ich porozumienia.
W zakładzie stale przebywa ponad 300 protestujących, którzy spędzają w kopalni święta. Głównym postulatem jest wyrównanie płac w Budryku do średniej w kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), której częścią stanie się wkrótce - po zarejestrowaniu tej zmiany w sądzie - samodzielny dotąd Budryk.
Rozmowy komitetu strajkowego z zarządami Budryka i JSW mają rozpocząć się w czwartek przed południem na neutralnym gruncie, w Urzędzie Gminy w Ornontowicach. Mediatorem będzie budowniczy i pierwszy dyrektor Budryka, b. wiceminister gospodarki i b. senator Jerzy Markowski.
Jak powiedział Bednarski, na poziom 900 m zjechała w środę 12-osobowa grupa górników wraz z Wiesławem Wójtowiczem - jednym z przywódców protestu, a zarazem pracownikiem dozoru kopalni. Mają podjąć działania, zapobiegające zniszczeniu kombajnu wartego kilka milionów złotych.
Interwencja jest konieczna, ponieważ trwający już 10 dni przestój spowodował zwężenie przekroju wyrobiska. Grozi to zakleszczeniem kombajnu w ścianie (jednej z trzech w tej kopalni) i jego uszkodzeniem. Wówczas kopalnia poniosłaby straty, do czego komitet nie chce dopuścić. Bednarski podkreślił jednak, że warunkiem zawieszenia protestu jest spełnienie postulatów górników, a nie samo podjęcie rozmów.
- Wszystkie straty spowodowane strajkiem jesteśmy w stanie nadrobić, np. pracując w dni wolne od pracy. Załoga deklaruje, że wszystko będzie nadrobione i kopalnia nie poniesie żadnego ubytku w wydobyciu. Ale warunkiem wznowienia pracy jest spełnienie naszych postulatów - zadeklarował Bednarski.
Zasadniczym postulatem, jaki przedstawią w czwartek protestujący zarządom Budryka i JSW jest wyrównanie płac w tej kopalni do średniej w JSW. Oznaczałoby to średnio ok. 700 zł podwyżki, zróżnicowanej w zależności od stanowisk pracy i grup zawodowych.
Inny postulat to wliczenie tzw. dojazdówki, czyli świadczenia na dojazdy do pracy, do funduszu płac, ale jeszcze w tym roku, aby nie obciążyło to funduszu wynagrodzeń na rok przyszły i nie ograniczyło tym samym przyszłorocznego wzrostu płac.
Inne postulaty wiążą się z możliwą prywatyzacją JSW przez giełdę. Górnicy chcą zapewniania, że staż ich pracy w Budryku będzie wliczony do stażu pracy w JSW (to ważne przy naliczaniu ew. bonusu prywatyzacyjnego). Chcą także wyjaśnienia, czy akcje Budryka, do otrzymania których jest uprawnionych ok. 1,4 tys. z ponad 2,4-tysięcznej załogi, będą mogły zostać zamienione na akcje JSW, należne pracownikom przy prywatyzacji.
Bednarski poinformował także, że w środę w południe grupa protestujących zawiezie do domów dziecka w Orzeszu i Czerwionce-Leszczynach słodycze, przyniesione do kopalni na święta przez rodziny górników oraz otrzymane przez nich za udział w akcji krwiodawstwa. W Wigilię górnicy oddali w mobilnym ambulansie ponad 30 litrów krwi.
W strajku i okupacji zakładu biorą udział związki: Kadra, Sierpień\'80 i Jedność Pracowników Budryka. Zarząd kopalni dotąd uważał strajk za nielegalny i dopuszczał rozmowy z pracownikami pod warunkiem zakończenia okupacji. Jednak według zapewnień przedstawicieli JSW, w czwartkowych rozmowach weźmie udział także zarząd Budryka.
Sześć innych działających w kopalni związków nie poparło protestu. Wynegocjowane przez nie porozumienie związane z wejściem Budryka do JSW zostało jednak dwukrotnie odrzucone w referendum przez załogę, nie zostało więc dotąd podpisane.