Gołota w centrum uwagi, boks na drugim planie
fot: Jarosław Galusek
Z ringu w Szczygłowicach wiało amatorszczyzną, ale wielki „Endrju” znajdował się w centrum uwagi
fot: Jarosław Galusek
prawdopodobne.
Wprawdzie w knurowskiej hali pojawiło się tego wieczora wiele znakomitości świata boksu, ale żadna z nich nie była tak wyczekiwana, jak Andrzej Gołota. Człowiek, który uciekł z ringu przed Mikiem Tysonem, nie dotrwał nawet do końca I rundy w pojedynkach z Lennoksem Lewisem czy Lamonem Brewsterem, dał się obić, debiutującemu w wadze ciężkiej, Tomaszowi Adamkowi, wciąż wzbudza sympatię kibiców.
Gołota miał wejście w amerykańskim stylu. Najpierw trzy harleye, modelki z flagami polską i amerykańską, ryk silników, kłęby dymu i na koniec pięściarz, nazywany kiedyś największą nadzieją białych. Zanim doszedł na swoje miejsce, rozdał kilkadziesiąt autografów, a kilkunastu szczęśliwców, którym nie żal było wydać na najdroższe bilety, cieszyło się ze zdjęć z wielkim „Endrju”. I tak przez całą bokserską galę. Jedni odchodzili, na ich miejsce podchodzili inni, a Gołota cierpliwie podpisywał, uśmiechał się i wystawiał do wspólnych zdjęć swoje potężne pięści. Boksu nie miał czasu oglądać.
A z ringu wiało amatorszczyzną. I to nie w wykonaniu Polaków, ale Amerykanów! Sam Collona, wieloletni trener Andrzeja Gołoty, przywiózł do Polski chłopaków ze swojej szkoły boksu w Chicago, co potwierdzały napisy na koszulkach i bluzach, w których wyszli do prezentacji.
Pierwsze trzy pojedynki skończyły się bezdyskusyjnymi wygranymi Polaków. Zwycięsko z ringu schodził m.in. Mateusz Mazik, zawodnik z Rybnika-Boguszowic. - Pierwszy raz w życiu walczyłem z Amerykaninem, ale nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Przede mną jeszcze wiele pojedynków. moim celem jest medal olimpijski w Londynie, a w tym roku najważniejsze są mistrzostwa Europy w Moskwie - zapowiada ambitny Mazik.
Honor Amerykanów ratowali Alex Martin i Paul Littleton. Tego pierwszego Sam Collona uważa za najlepszego pięściarza, jakiego przywiózł na mecz z reprezentacją Polski. Ciekawie zapowiadała się walka Krzysztofa Zimnocha z Robertem Jekabsonem, ale sędzia przedwcześnie zakończył pojedynek i już w pierwszej rundzie ogłosił zwycięstwo Polaka przez rsc.
Choć mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Polaków, a poziom prezentowany przez amerykańskich bokserów był, delikatnie to ujmując, średni, to jednak organizatorom należą się brawa. W czasach gdy liga bokserska nie istnieje, jedynym sposobem na popularyzację są takie widowiska. Podkreślił to Damian Jonak, który zaprosił kibiców boksu do Spodka 6 marca na swój pojedynek o pas kontynentalny. Szczegółów jednak nie zdradził...
Czytaj też:
Amerykańscy bokserzy zwiedzą kopalnię soli
Gołota na Śląsku
W galerii: Sobotni mecz Polska - USA w Knurowie (zdjęcia Jarosław Galusek - Trybuna Górnicza)