Dominik Kolorz: Prezydent był rzeczywistym przyjacielem górników

Kolorz dominik1 BK

fot: ARC

Godzinną wartę honorową w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego będzie dziś pełnił m.in Dominik Kolorz, przewodniczący górniczej "Solidarności"

fot: ARC

- Było to wydarzenie, które ja na pewno będę pamiętał do końca życia, tylko kilkadziesiąt osób w Polsce mogło dostąpić takiego zaszczytu, żeby pełnić wartę przy trumnach Pana Prezydenta i Pani Prezydentowej – powiedział w rozmowie z nettg.pl Dominik Kolorz, przewodniczący górniczej "Solidarności", komentując wczorajszy pobyt związkowców w Warszawie.

- Potem, wraz z kolegami związkowcami, którzy przyjechali z pocztami sztandarowymi prawie dwanaście godzin czekaliśmy na wejście do pałacu, aby oddać hołd – mówił Kolorz. - Ale tak jak koledzy podkreślali, Panu Prezydentowi się to należało, był rzeczywistym przyjacielem górników i górnictwa, bardzo często można było liczyć na jego pomoc w rozwiązywaniu spraw nie tylko górniczych, ale całego Śląska, będziemy te wydarzenia pamiętać bardzo długo – dodał.

Dominik Kolorz zapewnił także, że związkowcy na pewno pojadą pożegnać Prezydenta do Krakowa, ale będą to wyjazdy organizowane przez poszczególne komisje zakładowe, bo możliwość jakiegokolwiek skoordynowania wspólnego wyjazdu po prostu nie istnieje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.