– Do aikido namówił mnie mąż – wyjawia Danuta Skuta. – Jego z kolei zainspirowały filmy ze Stevenem Seagalem. W internecie znalazł informację, że sekcja aikido jest w Zabrzu. Poszliśmy któregoś dnia zobaczyć trening. No i tak to się zaczęło w listopadzie 2002 r.
Początkowo Danuta Skuta nie była przekonana, czy chce trenować aikido, bo jak podkreśla, nie lubi się bić i nie znosi przemocy. Poza tym trening jest żmudny, wymaga wiele wysiłku. Na początku trzeba się było również nauczyć japońskich zwrotów.
– Ale ja mam w sobie ducha sportu – mówi. – Mam na swoim koncie sukcesy odniesione w czasach szkolnych w dyscyplinach lekkoatletycznych: biegi i pchnięcie kulą. Uprawiałam w przeszłości wiele dyscyplin, może tylko nie jeździłam na koniu (śmieje się). Dlatego mimo trudnego treningu, nie zrezygnowałam z aikido. Mobilizował mnie również mąż. Z czasem przyszły sukcesu na macie, zaczynałam dostawać pochwały od instruktora (sensei).
W 30-osobowej grupie, w której trenuje Danuta Skuta, jest 10 kobiet. Panie szybciej się wykruszają. – Trenujemy z mężczyznami, a oni nas nie oszczędzają – komentuje. – Traktują nas jako uke, czyli tego, na kim się wykonuje daną technikę. Oni są wtedy szte, wykonującymi tę technikę. Ale potem jest zmiana.
Treningi są trzy razy w tygodniu. W ostatnim dniu jest sprawdzanie tego, co zawodnicy zapamiętali. Wyznacza ich sensei.
– Często mnie wybiera i wskazuje partnera – relacjonuje pani Danuta. – Zazwyczaj jest to postawny mężczyzna z czarnym pasem. Ale radzę sobie i z takimi przeciwnikami. Często po takiej pokazówce, schodząc z maty dostaję brawa.
Co daje aikido? – Pewność siebie, poczucie bezpieczeństwa – odpowiada. – Kiedyś jak szłam wieczorem sama, to się bałam. Teraz nie. Sprawdziłam swoje umiejętności, nie jestem zarozumiała, ale wiem, że jestem dobra w aikido i w razie zagrożenia dam sobie radę. Przez to, że trenuję aikido, niektórzy znajomi wołają na mnie „Nikita”.
Teraz celem Danuty Skuty jest zdobycie I kyu, a następnie I dana (stopień instruktorski). Chce iść w ślady męża, który ma już ten stopień i przymierza się do II dana.
– Mąż mnie nieco wyprzedził, ale miałam kontuzję i przez to przerwę w treningach – komentuje. – Przede mną jeszcze wiele pracy i dwa trudne egzaminy. Na stopnie instruktorskie zdaje się egzamin przed mistrzami, którzy przyjeżdżają z Japonii. O tym, czy do niego przystąpię, zadecyduje trener. Bo to on wyznacza kandydatów, którzy według niego są do tego gotowi.
Danuta Skuta zaznacza, że życia nie miała usłanego różami. Chciała być przedszkolanką, ale została sanitariuszką. Jeździła w karetce pogotowia, a później pracowała jako sanitariuszka szpitalna na sali operacyjnej. Zanim trafiła na kopalnię „Budryk”, przez trzy lata była bezrobotną.
– Wreszcie w 1994 r. dostałam pracę w kopalni – wspomina. – Zaczynałam od przeróbki, ale byłam szczęśliwa, że mam pracę. Straciłam tam trochę zdrowia. Potem przeszłam na wagę i ładowałam węgiel na wagony. Kolejne moje stanowiska, to kasa ekspedycyjna, dział księgowości. Teraz jestem w sekretariacie.
Na wielkanocną żywność wydamy średnio od 200 do 300 zł na osobę
W tym roku największy odsetek konsumentów - 15,7 proc. ma zamiar wydać na wielkanocną żywność od 200 do 300 zł w przeliczeniu na osobę - wynika z raportu UCE Research i Shopfully Poland. W ocenie ekspertów, przeciętny Polak spędzi święta przy dostatnio zastawionym stole, choć bez luksusów.