Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

32.60 PLN (-0.91%)

KGHM Polska Miedź S.A.

284.50 PLN (+4.10%)

ORLEN S.A.

133.94 PLN (+1.47%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.13 PLN (+6.00%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.80 PLN (+6.04%)

Enea S.A.

26.28 PLN (+5.12%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

33.70 PLN (-0.88%)

Złoto

4 679.70 USD (0.00%)

Srebro

72.92 USD (0.00%)

Ropa naftowa

109.03 USD (+8.27%)

Gaz ziemny

2.80 USD (0.00%)

Miedź

5.58 USD (0.00%)

Węgiel kamienny

121.95 USD (-0.73%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

32.60 PLN (-0.91%)

KGHM Polska Miedź S.A.

284.50 PLN (+4.10%)

ORLEN S.A.

133.94 PLN (+1.47%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.13 PLN (+6.00%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.80 PLN (+6.04%)

Enea S.A.

26.28 PLN (+5.12%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

33.70 PLN (-0.88%)

Złoto

4 679.70 USD (0.00%)

Srebro

72.92 USD (0.00%)

Ropa naftowa

109.03 USD (+8.27%)

Gaz ziemny

2.80 USD (0.00%)

Miedź

5.58 USD (0.00%)

Węgiel kamienny

121.95 USD (-0.73%)

Brunatne też złoto

Czy węgiel brunatny zdąży w Polsce skamienieć w oczekiwaniu na wydobycie? Czy może doczekamy dnia, w którym Polska – nie tylko w urzędniczych deklaracjach, ale w praktyce potwierdzi, że węgiel kamienny i brunatny mają rangę surowców strategicznych dla gospodarki narodowej?

Współczesna cywilizacja ma na energię wilczy apetyt. Zwłaszcza tę elektryczną. Z roku na rok światowa gospodarka pożera przeciętnie o 3 procent więcej prądu, ale Polska jest jeszcze bardziej żarłoczna (4–5 proc. rocznie) i na pewno nic się w tej mierze nie zmieni przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Nie widać diety-cud. Żeby przetrwać, musimy stawiać nowe elektrownie i – tu nie ma żadnego wyboru – faszerować je paliwem, obojętnie czy będzie to węgiel, odpady, susz, gaz, rozszczepialna energia atomu, siła wiatru czy płynącej wody.
W Polsce paliwa mamy niemało, prawdę mówiąc w bród: o „czarnym złocie” Kowalski słyszy od dziecka; o miękkim, wilgotnym węglu brunatnym, który nie zdążył zamienić się w skałę, tak przeciętny Polak myśli pod warunkiem, że mieszka w Koninie albo pod Bełchatowem.

Nie woźmy drewna do lasu
Od linii Wisły na zachód, aż po niemiecką granicę, od kilku do dwustu metrów pod ziemią czekają w kraju jedne z największych europejskich złóż brunatnego surowca.
Prawdopodobnie węgiel brunatny niestety zdąży w Polsce skamienieć czekając na wydobycie. A my ostatecznie skażemy się na import węgla, który według luźnych szacunków pochłonie w połowie wieku dziesiątki miliardów złotych rocznie (nie licząc kosztów dowozu i innych, jak np. przeróbka portowych nabrzeży, które zaprojektowano do załadunku z wagonów na statki a nie odwrotnie).
– Why take coals to Newcastle?! – dziwi się Anglik, gdy widzi faceta działającego wbrew zdrowemu rozsądkowi. Bo sprowadzać węgiel do zagłębia węglowego byłoby czymś tak nieracjonalnym, jak wozić drewno do lasu. Polska może być takim zagłębiem. Oby nie okazało się, że jednak Polak potrafi…

Szansa na wielkie zero
Dziś stoimy przed ogromną szansą, by rozsądnie wykorzystać to, co posiadamy, do produkcji czystej i taniej energii elektrycznej.
Już teraz z węgla brunatnego powstaje w naszych elektrowniach ponad trzecia część prądu, a jego wytworzenie wypada o 20 do 30 proc. taniej, niż z kamiennego paliwa.
Wszystkie rządy Rzeczypospolitej od lat nieodmiennie ogłaszają plany i strategie, według których wydobycie węgla brunatnego w 2030 roku wyniesie 65 mln ton (o 5 mln więcej niż teraz). Sukces murowany, lecz tylko na papierze, bo ciągle nie wiadomo gdzie, kiedy i w jakich warunkach zaczniemy wykorzystywać nowe pokłady.
Zegar złowrogo tyka. Politycy może mają czas, ale odkrywki węgla nie mają go wcale: istniejące kopalnie mogą pracować z dzisiejszą wydajnością jeszcze tylko 15 lat. Potem cztery polskie zagłębia w Bełchatowie, Koninie, Turowie i Adamowie dostaną zadyszki a w 2041 roku zapasy surowca stopnieją do symbolicznych ilości aż w końcu do zera. To wyrok śmierci dla elektrowni na węgiel brunatny. Zbudowano je w sąsiedztwie odkrywek, bo nie opłaca się daleko wozić mokrego paliwa, które w wagonach zbija się w trudną do wyładunku masę a zimą zamarza na kamień. Kiedy staną taśmociągi ze świeżym węglem, zamrą potężne turbiny bloków energetycznych. Na półmetku XXI wieku w Polsce zegary mocy w elektrowniach na węgiel brunatny pokażą zero.

Jak pokonać smoka?
Czy nie ma żadnego ratunku? Wystarczy uruchomić wydobycie z nowych złóż. A wiadomo, że w rejonach Legnica-Ścinawa czy Gubin-Mosty są one bardzo obfite. Ale odkrywki to nie to samo, co kopalnie głębinowe, w których do skarbów dobieramy się szybem i podziemnymi chodnikami. Teren, z którego zerwiemy warstwy ziemi, by dotrzeć do pokładów węgla brunatnego, trzeba najpierw długo badać i osuszać, zabezpieczyć i przygotować powierzchnię na długości kilkunastu, może kilkudziesięciu kilometrów, usunąć terenowe przeszkody, jeśli trzeba, to przenieść domy i wsie na nowe miejsca.
Jak długo może to potrwać? Odpowiedź może zaszokować tych, którzy pamiętają tempo budowy kopalń w epoce gierkowskiej: uruchomienie odkrywki węgla brunatnego z docelowym wydobyciem wraz z elektrownią na nowym terenie wymaga nawet 20 lat.
W urzędniczych wizjach upływ czasu nie ma wielkiego znaczenia. Do niedawna jeszcze królował niezmącony optymizm: zarówno „Polityka energetyczna Polski do 2025 roku” jak i „Program dla elektroenergetyki” (dokumenty napisane w latach 2005 i 2006) zgodnie zakładały, że produkcja energii elektrycznej podwoi się u nas w ciągu 20 lat.
Aby to było możliwe, trzebaby w Polsce zainstalować 45 tys. megawatów tzw. nowych mocy i mocy zmodernizowanych. Przy okazji musielibyśmy też znacznie poprawić sprawność elektrowni. Jeśli dziś wynosi ona niewiele ponad 30 proc. to w 2030 roku powinna dobijać do 50 procent! Jeśli sprawność spalania węgla nie osiągnie wyśrubowanych poziomów, będziemy zmuszeni płacić krocie za dodatkowe tony emisji dwutlenku węgla do atmosfery, produkcja prądu stanie się nieopłacalna a elektrownie zbankrutują.
Dla pełnego obrazu dodajmy jeszcze, że równocześnie, w krytycznym okresie, ponad 15 tys. megawatów mocy ubędzie nam z powodu likwidacji przestarzałych siłowni, które w ogóle nie nadają się do modernizacji.

Niepokój na starcie
Jak szybko naprawdę biegniemy w energetycznym maratonie? Ostatnio głośno o inwestycjach w nowe elektrownie z udziałem zachodniego kapitału: niemiecka grupa RWE ma zbudować siłownię węglową na 800 MW pod Pszczyną, a szwedzki Vattenfall zapowiada pokaźną (4 tys. MW) elektrownię na gaz i węgiel kamienny na Dolnym Śląsku. To jednak tylko plany.
Wśród konkretów – pierwszy od 17 lat blok energetyczny Pątnów II (464 MW), elektrownia Łagisza (460 MW), Bełchatów II (830 MW) i Turów (500 MW). Ale nie cieszmy się na wyrost: to nie nowe moce, to moce zastępujące stare bloki energetyczne, które zostaną w tych elektrowniach wyłączone.
Czy zatem mamy szansę sprostać wyzwaniom? Odpowiedź będzie pewniejsza po lekturze „Nowej Polityki Energetycznej” – nowego rządowego dokumentu, który ma zostać opublikowany już wkrótce, bo na przełomie roku ma być uchwalony. Mamy niestety złe precedensy, bo w Projekcie Polityki Energetycznej (z września 2007) węgiel brunatny przedstawiono wyjątkowo lakonicznie. Budzi to zdziwienie i napawa niepokojem.

Tanio na czele
Nie ma wątpliwości, że ze względu na taniość energii elektrycznej z węgla brunatnego, jego racjonalne zagospodarowanie w Polsce powinno mieć pierwszeństwo wśród planowanych zadań państwa w energetyce. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki za rok 2005, w Polsce wytworzenie 1 GJ ciepła z węgla brunatnego kosztowało 17,07 zł, z węgla kamiennego 22,61 zł, z gazu ziemnego 32,99 zł a z lekkiego oleju opałowego 53,08 zł. Ten cennik nie wymaga komentarza.
Nasze górnictwo węgla brunatnego ma wielkie atuty: rozpoznane złoża, doświadczona kadra techniczno-inżynierska, menedżerowie na europejskim poziomie, młodzi i wykształceni pracownicy oraz – rzecz nie do przecenienia w dobie wdrażania nowych technologii – zaplecze naukowo-techniczne w postaci wyższych uczelni współpracujących ściśle z przemysłem i liczne instytuty badawczo-projektowe oraz przedsiębiorstwa pracujące na rzecz przemysłu wydobywczego.
Polscy specjaliści nie wloką się w ogonie światowej nauki, przeciwnie, głowią się obecnie nad tak wyrafinowanymi problemami, jak technologie zgazowania wydobytego na powierzchni i podziemnej przemiany węgla w złożu w doskonałe i czyste paliwo – gaz syntetyczny, paliwo płynne i wodór. Produkcja paliw płynnych i gazowych z krajowego węgla brunatnego i kamiennego to możliwość uniezależnienia się od importowanego drogiego gazu i ropy naftowej. To nie mrzonki, lecz szansa na realne i dochodowe inwestycje, które dodatkowo dadzą pracę w nowych rejonach górniczych i pomogą łagodzić napięcia społeczne, które grożą nam niechybnie np. po zmniejszeniu wydobycia miedzi w KGHM Polska Miedź S.A. po 2025 roku.

Najpierw prawo
Pierwszy krok do sukcesu – i najważniejszy jego warunek – mamy już za sobą: rozpoznaliśmy w kraju ponad 150 złóż i obszarów węglonośnych. Kryją one na pewno ponad 14 mld ton węgla a ponad 60 mld ton w zasobach oszacowanych. Grubo ponad dwa razy tyle węgla brunatnego czeka przypuszczalnie w obszarach potencjalnie węglonośnych. To wielkie, choć niedoceniane bogactwo występuje tak obficie, że może odgrywać rolę strategicznego paliwa w polskiej energetyce przez co najmniej 50 a nawet 100 lat!
Drugi krok należy do rządu, który powinien oficjalnie opracować i przyjąć obok Nowej Polityki Energetycznej – Program Rozwoju Energetyki opartej między innymi na węglu brunatnym. To nie biurokratyczny ozdobnik, ale pieczęć, bez której nie można umieścić planowanych przedsięwzięć, ani w Koncepcji Krajowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, ani w mniejszych a bardziej szczegółowych planach gminnych i wojewódzkich. Ów brak może stać się prawdziwą gilotyną, pod którą żaden poważny inwestor nie położy swojej głowy. Jeśli nagle okaże się, że nad obiecującym złożem wyrosły domy mieszkalne, biurowce, fabryki lub drogi, to koszt zamierzonego przedsięwzięcia niebotycznie skoczy w górę, a niekiedy w ogóle przekreśli możliwość budowy kopalni. W obecnych uwarunkowaniach same samorządy lokalne nie są zainteresowane – a powinny, aby na ich terenie powstały nowe kopalnie i elektrownie. Samorządy mają co 4 lata wybory a kopalnie buduje się dłużej! Dlatego tak ważne jest, aby postał wymieniony powyżej Program.
Powinniśmy też niezbędnie poprawić obowiązujące przepisy o ochronie środowiska, ponieważ obecne mówią jedynie o obowiązkach takiego przedsiębiorcy, który już eksploatuje złoże. Prawo na razie w ogóle nie zajmuje się kwestią ochrony złóż niezagospodarowanych, poza jakimikolwiek regulacjami prawnymi są obszary perspektywiczne z możliwymi do udokumentowania zasobami. Również prawo geologiczne i górnicze nie zabezpiecza wystarczająco przed niegórniczym zagospodarowaniem terenu nad złożem. Obowiązek zaznaczenia granic złoża w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego to za mało. Nowelizacji wymagają przepisy innych aktów odnoszących się do gospodarki złożami, w których roi się od luk i niespójności.

Z gwarancjami od fakira
O możliwościach projektowych i produkcyjnych polskiego zaplecza branży paliwowo-energetycznej, opartej na węglu brunatnym nie trzeba przekonywać specjalistów. Wszak dziełem polskich projektantów i inżynierów jest jedna z największych w Europie kopalń i elektrowni w Bełchatowie. Polska myśl projektowa i urządzenia są stosowane na całym świecie. Potwierdzą to chętnie Grecy czy Hindusi. W ostatnich latach wybudowano maszyny i urządzenia dla kopalń węgla brunatnego, które nie ustępują produktom renomowanych firm światowych (na przykład koparki wielonaczyniowe KWK-1400, 1500, ostatnie KWK-910, zwałowarki taśmowe ZGOT-11400 i 15400 oraz transportery dla stacji napędowych i nowoczesne przenośniki taśmowe).
Wszystkie te osiągnięcia są gwarancją, że polska gospodarka sama może zbudować nowe zagłębie górniczo-energetyczne w Legnicy czy Gubinie.

Czarodziejskie różdżki
Jeśli tylko węgiel legnicki i gubiński ze złóż perspektywicznych uda nam się wykorzystać w dzisiejszych i całkiem nowych elektrowniach, uzyskamy wzrost łącznej mocy na węglu brunatnym z obecnego poziomu około 9000 megawatów do ponad 20 000 megawatów po roku 2040. Jakkolwiek oznacza to ogromny postęp, na pewno nie wystarczy ma załatanie deficytu produkcji energii elektrycznej.
Czy jednak mamy alternatywę? Czy jakiś inny kierunek rozwoju energetyki byłby bardziej obiecujący? Czy to możliwe, że elektrownie atomowe wybawią nas z kłopotu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czy może prawdziwszym ratunkiem będą rodzime surowce energetyczne – węgiel kamienny i jego młodszy brat? Odpowiedź jest znana: trudno wyobrazić sobie zastąpienie polskiego węgla energetyką atomową. Budowa kilkunastu siłowni atomowych kosztowałaby od 300 do 400 mld zł. Importując ponad 70 mln ton węgla – których nie wydobyto by na miejscu – Polska musiałaby zapłacić ponad 17 mld zł każdego roku (wg cen w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia). To nie tylko ekonomicznie absurdalne ale i karkołomne społecznie.

Bezpiecznie na faktach
Jeśli pójdziemy proponowaną przeze mnie ścieżką, możemy wydobyć do 2075 roku ponad siedem miliardów ton węgla brunatnego, który spalać będziemy przede wszystkim w nowoczesnych elektrowniach o sprawności ponad 48 proc. i z maksymalnym ograniczeniem emisji zanieczyszczeń (zwłaszcza CO2). Jak widać, byłby to zasadniczy wkład branży węgla brunatnego w zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski na XXI wiek. Wiemy już, że będzie to stulecie niepełnych i niepewnych dostaw ropy i gazu z importu po szalejących i szaleńczych cenach!
Tylko twarde fakty powinny decydować o kształcie nowej strategii energetycznej dla Polski na następne 30–50 lat. Głosy pseudofachowców od górnictwa i energetyki, mówiące o likwidacji polskiego górnictwa, postulaty zastąpienia krajowego węgla węglem importowanym, czy budową elektrowni atomowych – to propozycje energetyki dużo droższej i uzależnionej od zewnętrznych dostawców surowców energetycznych.

Cyfry nie kłamią
A co z węglem kamiennym? Czy węgiel brunatny może zagrozić jego koronowanej pozycji? Zamiast podążać tropem niezdrowej rywalizacji branż, uwierzmy cyfrom. Mamy 45 mld ton udokumentowanych zasobów węgla kamiennego, ale podczas gdy jeszcze niecałe dwadzieścia lat temu fedrowało w Polsce 70 kopalń, dziś ich liczba spadła do zaledwie 30. Wydobycie ze 147 mln ton w 1990 r. zeszczuplało poniżej 90 mln ton obecnie. To nie koniec dramatu. Przewiduje się, że w 2030 roku wydobycie dalej spadnie do poziomu 40 mln ton, a w 2050 roku uzyskamy już tylko 28 mln ton węgla kamiennego. Nie dość, że wyczerpują się nam zasoby czarnego złota, to jeszcze kompletnie nie widać dużych inwestycji na nowych złożach. Jeśli nie odwrócimy tej smutnej tendencji, żaden cud nie uchroni Polski przed upokarzającą zamianą ról ze znaczącego eksportera w pokaźnego importera węgla kamiennego.
Obecnie w naszym kraju produkuje się ogółem około 160 TWh energii elektrycznej w elektrowniach i elektrociepłowniach. Na tę wielkość przypada około ok. 45 mln ton czarnego i ok. 60 mln ton brunatnego paliwa. Pozostałą część energii uzyskujemy z gazu, biomasy, przepływu wód i z siły wiatru. Pamiętajmy, że przy założonym podwojeniu produkcji energii elektrycznej do 2030 roku musimy podwoić nośniki energii elektrycznej!
Tymczasem sytuacja surowcowa (bez znacznego przyspieszenia inwestycji tak na węglu kamiennym, jak i brunatnym) wygląda katastrofalnie. Znikome, malejące wydobycie węgla kamiennego doprowadzi do tragicznej sytuacji paliwowo-surowcowej w Polsce.
Jeśli wydobycie za dwadzieścia lat ma wynosić 40 mln ton a tylko elektrownie potrzebować będą niemal dwukrotnie więcej (70 mln ton) węgla kamiennego, trzeba spytać, skąd w ogóle weźmiemy węgiel dla koksowni, elektrociepłowni, kotłowni domowych, dla przemysłu chemicznego?

Na jednym wózku
Zupełnie podobny scenariusz może się ziścić przy braku decyzji na budowę nowych kopalń węgla brunatnego. Przypuśćmy, że w kraju wygrywa lobby ekologiczne i samorządowe, przeciwne budowie nowych kopalń węgla brunatnego – wówczas w 2030 roku wydobycie węgla brunatnego spada o ponad 20 proc. i o tę wielkość pikuje też w dół produkcja energii elektrycznej aż w dalszej perspektywie osiąga zero...
Według planów na 2030 rok z obu węgli uzyskamy sto terawatogodzin energii elektrycznej, natomiast potrzeby będą ponad trzykrotnie większe! Skąd weźmiemy brakujące 200 TWh energii?
Górnicy węgla obu branż, którzy mają świadomość nadchodzącego deficytu energetycznego, nie sprzeciwiają się budowie w Polsce siłowni atomowych, są zgodni, że powinniśmy inwestować w „czyste nośniki”, turbiny wiatrowe i wodne. Jednak w sumie 50 TWh to wszystko, co możemy uzyskać z atomu i wiatru w 2030 roku. Do bilansu zabraknie okrągłej połowy energii! W wykorzystaniu wód w polskich warunkach nie należy liczyć na zwiększenie mocy a projekty oparte na gazie czy ropie z powodu zbyt wysokich kosztów powinniśmy włożyć między bajki (już obecnie energia z gazu jest ponad dwukrotnie droższa niż z węgla).

Kopalnie jak autostrady
Konkluzja narzuca się samoistnie: węgiel kamienny i brunatny w Polsce nie tylko w żaden sposób nie konkurują ze sobą (i przyszłość tego też nie zmieni), ale są w stosunku do siebie komplementarne, wprost uzupełniają się jako tanie, pewne i na dobrą sprawę jedyne w naszym zasięgu – surowce do produkcji energii elektrycznej.
Czy doczekamy dnia, w którym Polska – nie tylko w urzędniczych deklaracjach, ale w praktyce potwierdzi, że węgiel kamienny i brunatny mają rangę surowców strategicznych dla gospodarki narodowej? Dowodem na odpowiedzialną w tej mierze postawę władz byłoby na przykład uchwalenie przez parlament Ustawy Górniczej. Podobnej, przygotowanej równie szybko i ogłaszanej z równym zapałem, jak choćby nowe prawo o budowie autostrad, w których po latach zaniechań i nieudolności nauczyliśmy się jednak dostrzegać niezbędny czynnik rozwoju cywilizacyjnego Polski. Czy kiedyś z równą mądrością spojrzymy na rodzime górnictwo węglowe? I jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za tę naukę?

prof. Zbigniew Kasztelewicz

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Ostatnia szychta na Bobrku

Karol Paściak tuż po studiach rozpoczął pracę na kopalni Bobrek. W marcu ostatni raz zjechał na dół. Wraz z kolegami przenosi się właśnie na ZG Sobieski.

Palma – symbol Wielkanocy

Ważną tradycją charakterystyczną dla polskiej Wielkanocy są palmy. Niektóre osiągają kilkanaście metrów wysokości i zachwycają swymi barwami i kunsztem wykonania - pisaliśmy na naszyuch łamach przy okazji zeszłorocznej Wielkanocy. Przypominamy publikację "Palma – symbol Wielkanocy": Śląskie palmy w odróżnieniu od tych, wykonywanych w innych regionach Polski, przypominają

Barwy Wielkanocy

W Skoczowie w Wielką Sobotę palą kukłę Judasza, w Borucinie pod Raciborzem w wielkopiątkowe południe odbywają się walki na jaja, a na Podbeskidziu można spotkać przebierańców na wzór bożonarodzeniowych kolędników. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z bogactwa zwyczajów i tradycji wielkanocnych w naszym regionie. Żurek z białą kiełbasą i jajkiem, wędliny, pasztety, a

Scenariusz drastycznych wzrostów cen ropy staje się realny

Przy utrzymującej się blokadzie Ormuzu i wyczerpywaniu rezerw strategicznych, realny staje się scenariusz drastycznych wzrostów cen ropy, co dla polskiego kierowcy może oznaczać, że olej napędowy będzie kosztować ponad 10 zł za litr - uważa Michał Stajniak z XTB.