fot: Jarosław Tondos
Strajk w kopalni Budryk
fot: Jarosław Tondos
Pracodawcy chcą, aby w prawie był jasno określony organ, który zdecyduje, jaki strajk jest legalny, a jaki nie. Nielegalność strajku otwierałaby pracodawcy drogę do uzyskania odszkodowania. Dziś jest to trudne.
- Jeden z pracodawców złożył doniesienie do prokuratury w takiej sprawie. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła, że władze firmy chcą ograniczyć wolności związkowe i zastraszyć pracowników - mówi w \"Gazecie Wyborczej\" dr Jacek Męcina reprezentujący Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan w Komisji Trójstronnej.
Część związków już teraz zapowiada protesty przeciw takim regulacjom.
Wielkie centrale związkowe i pracodawcy bliscy są za to osiągnięcia porozumienia w sprawie ograniczenia liczby związków, które mogłyby brać udział w negocjacjach z pracodawcą. Dyrekcja ma rozmawiać tylko z tymi, które skupiają np. co najmniej 33 proc. załogi - jak chcą pracodawcy, bądź 14-20 proc., jak proponuje Solidarność.
- Osiągniecie tego wymaganego procentu związkowców powinno być jednak rozłożone w czasie. Można np. określić, że związki mają rok na zdobycie odpowiedniej ilości członków. W tym czasie taki związek pracodawca musiałby traktować jak każdą inną organizację związkową - twierdzi cytowany przez \"GW\" Michał Boni, dziś sekretarz stanu w kancelarii premiera Donalda Tuska.
To nie koniec. - Powinno się też znieść przepis pozwalający pracownikowi należeć do wielu związków jednocześnie, bo to daje pole do nadużyć - mówi Marcin Zieleniewski, prawnik \"S\". Przynależność do kilku związków do normalne zjawisko w kopalniach i na kolei. To wyjaśnia, dlaczego w zatrudniającej 2 tys. osób kopalni jest czasem trzy i więcej tysięcy członków związków. Zyskują na tym liderzy związkowi, których etaty uzależnione są od liczby członków. Kopalnie opłacają też pomieszczenia dla działaczy, a czasem dokładają do budżetu związkowego.
Kolejne pomysły \"S\" to wprowadzenie możliwości zrzeszania w związkach osób prowadzących działalność gospodarczą tzw. samozatrudnionych oraz zgoda na odpisanie od podatku składki związkowej. \"S\" nie ukrywa, że te recepty mają zatrzymać odpływ członków - wyjaśnia dziennik.
- Te małe związki wygrywają z nami medialnie, choć nie odgrywają roli reprezentatywnej. Do tego nie pobierają składek członkowskich, co powoduje, że ludzie od nas odchodzą. Trzeba to zmienić - postulował na początku roku Władysław Kielian z krakowskiej \"S\". - Niech będzie pluralizm, ale ograniczony do trzech dużych central związkowych, aby te małe nie mogły funkcjonować.
- W Stoczni Gdynia jesteśmy silniejsi od \"S\", a teraz próbuje się takich jak my wyrugować z zakładów - mówi \"GW\"Leszek Świętczak, lider związku Stoczniowiec. - Nie boimy się podniesienia progów, bo znacznie je przekraczamy, ale gdyby takie ograniczenia obowiązywały przed laty, to zahamowałyby nasz rozwój.