Azjatyckie banki chcą zarabiać na węglu

fot: Krystian Krawczyk

W przeciwieństwie do europejskich banków, chińskie chętnie kredytują inwestycje karbonowe

fot: Krystian Krawczyk

Rzeka Qiantang Jiang w południowo-wschodnich Chinach słynie z pewnego nietypowego zjawiska, które turyści mogą podziwiać co roku każdego osiemnastego dnia ósmego miesiąca księżycowego. Najprawdopodobniej w związku z działaniem ziemskiego satelity, na wodzie Qiantang Jiang można oglądać niezwykłą falę pływową, która z 10 metrami wysokości przypomina tsunami. Jej niezwykłość polega dodatkowo na tym, że fala płynie... pod prąd.

Podobnie rzecz ma się ostatnio w tym regionie w różnych tematach węglowych.

Tysiące turystów, którzy każdego roku przybywają nad Qiantang Jiang, obserwują różne rodzaje takich nietypowych fal: jedne powstają, gdy dwie fale, nadchodzące z innych kierunków, uderzają w wał rzeczny, a potem razem płyną do przodu. Inne tworzą się, gdy fale uderzające w brzeg rzeki zawracają, a płynąc „do tyłu” zachowują nawet po kilka metrów wysokości. Eksperci tłumaczą, że taki fenomen powstaje, gdy przednia krawędź nadchodzącego przypływu tworzy falę przemieszczającą się rzeką w kierunku przeciwnym do jej prądu. By taka rzadko spotykana fala powstała, przypływ, zanim trafi do rzeki, musi przejść przez specyficzny „lejek” - np. z szerokiej zatoki do wąskiej rzeki. Zjawisko jest tak atrakcyjne dla oka, jak i niebezpieczne, a w przeszłości zdarzały się przypadki, gdy większa od spodziewanej „odwrócona fala” przedzierała się przez zapory antypowodziowe i zalewała widzów, z których wielu lądowało później w szpitalach z poważnymi obrażeniami.

Pod prąd globalnej polityce idą również Chiny, które oficjalnie popierały embargo nałożone przez ONZ na Koreę Północną. Władze ChRL zadeklarowały jeszcze w poprzednim roku, że wstrzymają się z importem koreańskiego węgla, a w kwietniu lokalny urząd celny nakazał rodzimym firmom handlującym węglem zwrot surowca, który na transportowcach przypłynął do chińskich portów na Morzu Żółtym z Namp’o (więcej na ten temat pisałem w Punkcie Widzenia w czerwcu). Teraz jednak światło dzienne ujrzały szpiegowskie zdjęcia satelitarne autorstwa amerykańskiej CIA, pokazujące chińskie masowce, dokujące w portach koreańskich i ładujące na pokład węgiel wyfedrowany w kopalniach reżimu Kim Dzong Una. Surowiec był następnie transportowany do Wietnamu i Rosji lub przeładowywany na inne statki, cumujące na wodach eksterytorialnych (łącznie władze USA naliczyły 6 należących do chińskich spółek statków praktykujących taki proceder).

Statki wpływające na wody terytorialne Korei Północnej wyłączały swoje nadajniki identyfikacyjne i włączały je tuż po ich opuszczeniu, nie może więc być mowy o działaniu nieumyślnym. Władze w Pekinie odpowiedziały na zarzuty o łamaniu embarga informując, że kraj całkowicie wspiera i utrzymuje blokadę północnokoreańskiego reżimu, a przeciwko spółkom odpowiedzialnym za ten proceder zostało już wszczęte śledztwo. Jak na ironię, zdjęcia i informacje o węglowej wymianie handlowej pomiędzy Chinami a Koreą Północną wyszły na jaw raptem kilka dni po tym, jak prezydent Donald Trump pochwalił Chiny za wspieranie Stanów Zjednoczonych w sankcjach przeciwko dyktaturze Kima i oskarżył o zdradę Organizacji Narodów Zjednoczonych, która nałożyła na KRLD embargo na eksport węgla, rud żelaza i ołowiu, gazu, tekstyliów, owoców morza oraz zabroniła zatrudniania pracowników posługujących się koreańskimi paszportami.

To, co jednak uderza najbardziej w USA (które w deklaracjach Kim Dzong Una są celem północnokoreańskich rakiet), nieco mniej interesuje Unię Europejską, która nie uczestniczy żywo w rozgrywkach politycznych w basenie Pacyfiku. Oczkiem w głowie UE jest jednak antywęglowa polityka klimatyczna, którą próbuje promować i rozszerzać na inne kraje i to właśnie Chiny prowadzą w tym zakresie krecią robotę. Choć same realizują na szeroką skalę program instalacji kolejnych mocy opartych na energii odnawialnej i pozują na światowego lidera w zakresie ograniczania emisji, to drugą ręką dokarmiają również interesujące i prognozujące finansową opłacalność projekty węglowe w kraju i za granicą. Wątek finansowania inwestycji w elektrownie węglowe na Bliskim Wschodzie za pomocą rządowego funduszu Silk Road był już poruszany w Trybunie Górniczej w sierpniu ub.r., teraz dochodzi do tego wątek banków w Singapurze.

Singapur jest wprawdzie zupełnie odrębnym państwem, ale jego główną grupę etniczną stanowią Chińczycy, język mandaryński jest jednym z urzędowych, a polityka Republiki Singapuru i polityka Chińskiej Republiki Ludowej wzajemnie się przenikają. W obu krajach panuje również podobne przeświadczenie o konieczności inwestowania w projekty węglowe, dlatego nie dziwi fakt, że trzy największe singapurskie banki – DBS, OCBC i UOB – są mocno zaangażowane w ich finansowanie. Dla zachodniej finansjery taka sytuacja może być zaskoczeniem, po tym jak kolejne banki europejskie i amerykańskie odchodzą od tego typu inwestycji. Do tej pory rezygnację z projektów węglowych ogłosiły m.in. Europejski Bank Inwestycyjny, JP Morgan, ING czy BNP Paribas, a analitycy zgodnie twierdzili, że jest to coraz ostrzej postępujący trend ogólnoświatowy. Wychodzi tu jednak zachodnia megalomania, zgodnie z którą reszta świata ma ślepo podążać za europejską i amerykańską modą.

Azjaci są jednak ludźmi bardzo praktycznymi, więc jeśli widzą zysk w budowie nowych kopalń lub elektrowni węglowych, to ochoczo w nie zainwestują, nie oglądając się na ideologiczne trendy z Nowego Jorku, Londynu, Paryża czy Frankfurtu. Trzy wymienione wcześniej banki zainwestowały w ostatnich pięciu latach łącznie prawie 2,3 miliarda dolarów w 21 projektów węglowych, z czego większość budowana jest w Wietnamie i Indonezji, ale znalazło się również 160 milionów dolarów na rozbudowę australijskiego portu w Newcastle, który jest głównym terminalem eksportowym na węglowy rynek Pacyfiku.

Na ujadanie organizacji ekologicznych banki odpowiadają, że na podobnych zasadach udzielają pomocy inwestycjom w wiatraki i farmy fotowoltaiczne, a podejmując decyzję o finansowaniu elektrowni węglowych biorą pod uwagę przede wszystkim potrzeby lokalnych społeczności, do tej pory pozbawionych dostępu do elektryczności.

 

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Liczba zamówień dla przemysłu spada. To nie są dobre informacje

Wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce w maju wyniósł 49,4 pkt. wobec 48,8 pkt. przed miesiącem - podał S&P Globa

Niepewność co do porozumienia USA-Iran nie ustępuje

Ceny gazu w Europie od zwyżek rozpoczynają nowy miesiąc. Na rynkach nie ustępuje niepewność związana z możliwym porozumieniem w sprawie zakończenia wojny USA-Iran i ponownym otwarciem cieśniny Ormuz, ważnego szlaku transportowego nośników energii z Zatoki Perskiej - informują maklerzy.

Surowcowe DNA Lubelszczyzny wyrasta z węgla

Bogdanka pokazuje logikę nowej polskiej polityki surowcowej. W IGSMiE PAN opracowano cyfrowy model geologiczny Lubelskiego Zagłębia Węglowego obejmujący 11 złóż, 40 pokładów węgla i 23 uskoki regionalne.

Ryzyko pożaru auta elektrycznego nie jest wyższe niż pojazdu spalinowego?

W pierwszym kwartale br. odnotowano 14 pożarów samochodów elektrycznych, to 0,59 proc. wszystkich pożarów pojazdów - wynika z danych PSP przenalizowanych przez firmę badawczą F5A. Eksperci uważają, że ryzyko pożaru auta BEV nie jest wyższe niż samochodów z innym rodzajem napędu.