Arystokratyczne gruchanie

Langiewicz hodowca JECH

fot: Jerzy Chromik

Kwiatki przyczepione do klatek czempionów, świadczą o klasie gołębi wystawianych przez Dominika Langiewicza

fot: Jerzy Chromik

Nawyk obcowania z gołębim pospólstwem Dominik Langiewicz wyniósł z ojcowizny na Mazowszu. Miał 7 lat, kiedy „zaraził się” fascynacją skrzydlatą menażerią. Później tę przygodę na wiele lat przecięły przenosiny na Śląsk.

– Katowiczaninem zostałem z werbunku. Zrazu przez parę lat pracowałem w hucie przy wielkim piecu, następnie – 22 lata pod ziemią w kopalniach „Gottwald” i „Kleofas” jako ślusarz i mechanik urządzeń górniczych. Zwyczajny, codzienny kierat: praca – dom... Ale w uszach ustawicznie pozostawał furkot ptasich skrzydeł i gołębie gruchanie – wspomina 58- letni dziś Langiewicz. Do zabawy z gołębiami – jak sam to określa – ponownie wrócił w 1983 r.

– Szarpnąłem się na kupno działki w Ogrodzie „Florian” na Wełnowcu. Altanka nie była jeszcze całkiem gotowa, a już wprowadziłem tam gołąbki – opowiada.
Wtedy Langiewicz w ogóle nie zawracał sobie głowy „szlachectwem” swojej menażerii. – Byle coś latało mi w ogródku nad głową. Człowiek wracał po prostu po szychcie, przysiadał na ławeczce i słuchał oraz przyglądał się temu ptasiemu pospólstwu. Nie ma nic lepszego na otrząśnięcie się z codziennych zgryzot – przekonuje.

10 lat później, katowicki miłośnik gołębi postanowił rozwinąć hobby na hodowlę prawdziwej już „arystokracji”. Dziś w działkowej wolierze trzyma ponad 80 skrzydlatych przyjaciół.

– W Polsce mamy przeszło 200 gołębich ras. Ja upodobałem sobie gołębia pocztowego standard – wyjaśnia. Pocztowy standard, jakby wbrew nazwie, nie jest „lotnikiem”, a więc nie uczestniczy w zawodach i nie przynosi hodowcy splendorów za osiągnięcia w przelotach.

– Na loty jest za ciężki. Jest to gołąb typowo wystawowy. Jest hodowany dla samego piękna. Ma być po prostu miły dla oka – wyjaśnia Dominik Langiewicz. – Jest wiele kryteriów absolutnej urody: kościec ptaka, ładna głowa, kształt dzioba i rozkład znajdujących się na nim woskówek, barwa i puszystość upierzenia...

Opinia Dominika Langiewicza w sprawie wyższości jednego ptaka nad drugim na gołębich „castingach” jest tym bardziej autorytatywna, że w Związku Hodowców Gołębi Rasowych pełni rolę sędziego.

Oczywiście, nikt z miłośników gołębi nie ma prostej recepty na wyhodowanie czempiona.

– Z jednej strony, do takiej doskonałości dochodzi się poprzez dobieranie par. Ale niesłychanie ważną dla kondycji i urody gołębia jest też kompozycja podawanego mu pokarmu. Składa się na nią mieszanka ziaren m.in. prosa, wyki, sorgo, pszenicy, grochu i peluszki, zaprawionych umiejętnie dobranym zestawem witamin i minerałów – tłumaczy katowicki hodowca.

Langiewicz wzbrania się przed odpowiedzią na pytanie, ile kosztują takie „fanaberie”.

– Poza koleżeńską wymianą, nie zajmuję się handlem gołębiami i nie liczę na profity z ich hodowli. Jak „mosz ptoka”, to nie liczysz skrupulatnie każdego grosza. Cóż, hobby musi kosztować. Moja żona dawno już pogodziła się z tą prawdą – śmieje się Dominik Langiewicz.

Jego gruchająca „arystokracja” po raz kolejny została bardzo wysoko oceniona na niedawnej Śląskiej Wystawie Gołębi Rasowych, Drobiu i Królików w Katowicach. Poświadczały to, przyczepione do klatek czempionów kwiatki oraz odebrane przez hodowcę prestiżowe puchary. A przecież w imprezie, mającej rangę Międzynarodowych Targów Gołębi Pocztowych, ozdoby swoich hodowli zaprezentowało ponad 40 wystawców z kraju i zza granicy.

– Szkoda, że starzy hodowcy pomału się wykruszają, natomiast coraz mniej młodych garnie się do kontynuowania tej pasji – żałuje Langiewicz.

Jego zdaniem hodowla gołębi, to nie tylko upodobanie do ich gruchania i łopotu skrzydeł.

– Jesteśmy jedną rodziną przyjaciół, złączonych wspólną pasją. Jeździmy po całej Polsce, wystawiamy, dzielimy się doświadczeniami. Niedawno wróciłem z Czaplinka. Niesamowite spotkanie. Najlepszym hodowcom puchary wręczali m.in. wojewoda zachodniopomorski i burmistrz miasta – opowiada.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.

Scorpions i wielki rekord. PreZero Arena Gliwice świętuje 3 miliony odwiedzających

PreZero Arena Gliwice powitała swojego trzymilionowego gościa – poinformowali zarządzający halą. Stało się to w czwartek, 23 lipca 2026 r., podczas koncertu hard rockowej grupy Scorpions.