fot: ARC
fot: ARC
Kibice „Niebieskich” ostrzyli sobie zęby na mecz z krakowską Wisłą, który był potyczką dwóch najbardziej utytułowanych drużyn, aktualnie występujących w ekstraklasie. Nie udało się jednak rzucić Wisły na kolana...
- Wisła to bardzo dobry zespół, więc nie wymagajcie od nas od razu cudów. Realem Madryt to my nie jesteśmy... Nie zabrakło nam sił. Jesteśmy zdrowymi mężczyznami w sile wieku, a liga polska to nie jest Premiership. Zabrakło natomiast w grze. Przeważnie jest tak, że po strzelonej bramce w poczynania drużyny wkrada się rozluźnienie. I tak też było w meczu z Wisłą. Jakbyśmy byli konsekwentni, bodajże do tej 70 minuty, to cieszylibyśmy się ze zwycięstwa. A tak, nie mamy żadnego punktu i nic na to nie poradzimy.
Taki gol, jak ten strzelony Wiśle, „smakuje” w sposób szczególny? Jeszcze nie tak dawno był pan graczem krakowskiego klubu i nie dostawał pan zbyt wielu okazji do gry. To z pewnością bolało...
- Każda bramka „smakuje” wyśmienicie, czy to Wiśle Kraków, czy też Odrze Wodzisław. To nie ma takiego znaczenia, jakby się mogło wydawać. Na pewno fajnie się strzela bramki i trzeba się z tego cieszyć. To naturalna sprawa. Najważniejsze jednak jest to, by drużyna wygrywała mecze. A kto strzela gole, to już sprawa drugorzędna. Co z tego, że strzeliłem bramkę Wiśle? Wolałbym ją zamienić przynajmniej na jeden punkt.
Po bramce strzelonej Wiśle przebiegł pan koło trenera krakowian Macieja Skorży i coś mu powiedział. Przynajmniej tak to wyglądało z trybun...
- Przestańmy doszukiwać się w tym sensacji. To była taka sama radość jak po golu strzelonym Jagiellonii Białystok. Nie róbmy z tego afery. Zawsze tak jest, że po bramce człowiek „odlatuje” na kilka sekund i nawet nie wie, co się z nim dzieje. Ja lubię się cieszyć spontanicznie, po prostu taki jestem. No i nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego najpierw biegłem w kierunku bramki Wisły, a nie Ruchu. Ja nad tym nie panuję. Równie dobrze mogłem biec w kierunku dźwigu. Wówczas też wszyscy pytaliby mnie, dlaczego biegłem w kierunku dźwigu. I też byłoby nieźle.
To chyba nie przypadek, że Ruch nie radzi sobie z zespołami ze ścisłej czołówki? Macie duże aspiracje, ale z Wisłą przegraliście dwukrotnie.
- Spokojnie, Wisła to klasowy zespół, który dwa razy z rzędu zdobył mistrzostwo Polski. Oni są na topie już 10-12 lat, a my dopiero dobijamy się do ligowej czołówki. Musimy ciężko pracować, by coś osiągnąć. Nie wymagajcie od nas cudów, musimy wyciągnąć wnioski, by przerwać passę porażek z tymi dobrymi rywalami z czołówki.
Na Śląsku panuje teraz moda na Ruch. Macie wspaniałych kibiców i coraz większą frekwencję na trybunach.
No i garną się do klubu sponsorzy, by wspomnieć firmę energetyczną „Tauron”, która dodała wam pozytywnej energii.
- Bardzo się cieszymy, że kibice i sponsorzy są z Ruchem i pomagają nam na każdym kroku. Ruch zasługuje na to, by wspierały go poważne firmy, zaś my staramy się odwdzięczyć dobrą grą. Bez tego wsparcia nie ma szans na dobry wynik sportowy i doskonale o tym wiemy. Chorzowski klub staje się prężnym organizmem i nasza dobra gra w rundzie jesiennej jest tego najlepszym dowodem.