Andrzej Mandrysz, ratownik górniczy kopalni „Jankowice”, wraca do pracy po zdobyciu najwyższego szczytu Ameryki Północnej, Mount McKinley. W macierzystym zakładzie górniczym powitano z honorami Mandrysza, który o 6 dni musiał skrócić urlop.
Wyprawa członków Jastrzębskiego Klubu Wysokogórskiego (Marian Hudek, Piotr Lilla, Wojciech Sarna i Andrzej Mandrysz) trwała tylko 8 dni, co zadziwiło speców od wspinaczki górskiej. O przedsięwzięciu informowaliśmy w nettg.pl.
- Rzeczywiście, bardzo szybko nam to poszło, więc po powrocie do kraju musiałem skrócić urlop. Nie spodziewałem się tak szybkiego wejścia na ten szczyt – mówi portalowi nettg.pl Mandrysz. - Co do tego powitania, to były gratulacje od kolegów z pracy, którzy cieszyli się, że mi się powiodło. Przecież na Alasce nie reprezentowałem tylko siebie, ale także Kompanię Węglową i mój macierzysty zakład, kopalnię „Jankowice”. A wracając jeszcze do samego momentu zdobycia Mount McKinleya to przeżywaliśmy trudne momenty, chociażby wtedy, gdy pokonywaliśmy trudny, stromy teren, który był mocno oblodzony – dodaje ratownik górniczy z „Jankowic”.
Czytaj też:
Górnik z kopalni „Jankowice” zdobył najwyższy szczyt Ameryki Północnej