Analitycy: atak na duńską koronę możliwy, ale na złotówkę nie

fot: Andrzej Bęben/ARC

Złotemu w nadchodzącym tygodniu mogą zaszkodzić gorsze dane z gospodarek europejskich

fot: Andrzej Bęben/ARC

Teza niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" o możliwym ataku spekulacyjnym na polską złotówkę po ostatnich decyzjach EBC jest pozbawiona podstaw - twierdzą analitycy. Polska waluta nie jest bowiem powiązana sztywnym kursem z euro - dodają.

Niemiecki tygodnik, powołując się na źródła w niemieckim resorcie finansów napisał o obawach w tym kraju w związku z możliwym atakiem kapitału spekulacyjnego na duńską koronę i polską złotówkę. Zdaniem "Spiegla" taki może być skutek ubiegłotygodniowej decyzji EBC o wdrożeniu polityki QE i skupywaniu rządowych obligacji krajów UE.

Atak spekulantów miałby być reakcją na osłabienie euro, wywołane polityką QE rzecz ożywienia gospodarki, m.in. przez skup obligacji, i miałby zmusić władze Danii oraz Polski do ustalenia nowego poziomu kursu lokalnej waluty wobec euro.

Jednak analitycy powątpiewają w realność takiego scenariusza.

Zdaniem Marcina Kiepasa z Admiral Markets, notowania korony i złotego "to dwa oddzielne tematy". Duńska waluta jest bowiem powiązana sztywnym kursem z euro, a złotówka nie.

- W przypadku korony, gdyby odpowiednie siły były chętne, myślę, że nie miałyby większego problemu w przeprowadzeniu spekulacyjnego ataku - mówi Kiepas.

- Głównie dlatego, że kurs (duńskiej korony do euro) jest sztuczny - dodaje.

W przypadku złotego sugerowanie - zaznacza analityk - że może dojść do zmiany poziomu kursu nawet o 20 proc. w wyniku ataku spekulacyjnego "wydaję się przesadzone".

- To jest daleko idące nieporozumienie - podkreśla.

Kiepas nie wyklucza, że część kapitału, który zostanie wykreowany w wyniku QE, trafi na polski rynek. Złoty jest jednak dosyć mocno podatny na politykę monetarną, więc jeśli RPP uzna, że kurs euro niebezpiecznie zbliża się np. do poziomu 3,80, będzie dość mocno obniżać stopy procentowe - przewiduje Kiepas. To, w jego opinii wystarczy, by zatrzymać gwałtowniejszą aprecjację złotego do euro.

Dodaje, że bardziej trwałe wzmocnienie złotego miałoby i pozytywne skutki. Bo spadek euro do poziomu 3,80 "eksporterzy tylko lekko by odczuli", natomiast z drugiej strony zwiększyłaby się konsumpcja, a także złoty umocniłby się wobec innych walut, więc "znikałby temat franka szwajcarskiego". Zdaniem Kiepasa frank kosztowałby wówczas 3,38 zł.

Analityk uważa, że materiał w "Spieglu" może mieć związek z polityką niemieckiego banku centralnego, niechętnego ostatnim decyzjom EBC i próbującego budować poparcie dla swojego stanowiska.

- Ten materiał jest sugestią, że ten sprzeciw wynika nie tylko z obaw o polską gospodarkę, ale gospodarki innych krajów UE - mówi.

- W przypadku Polski obawy wydają się przestrzelone - zaznacza.

W atak spekulacyjny na polską złotówkę nie wierzy też Bogdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

- Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo już były próby ataku na polską walutę i ci którzy to próbowali robić, rezygnowali - mówi

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zaslepka

PKP Intercity: mogą występować zakłócenia w sprzedaży biletów przez internet

PKP Intercity poinformowało o zakłóceniach w systemie sprzedaży biletów przez internet. Podróżni, którzy przez awarię nie mogli kupić biletów, mogą to zrobić już w pociągu, bez dodatkowej opłaty, lub w kasie na dworcu.

Inżynier pilnie poszukiwany, by skorzystać na boomie w branży półprzewodników

Światowa branża półprzewodników do 2030 r. będzie potrzebować ok. milion dodatkowych specjalistów, w tym ponad 100 tys. inżynierów w Europie - wynika z opublikowanego w piątek raportu ManpowerGroup. Polska powinna mocniej postawić na kształcenie takich pracowników - uważają eksperci firmy.

W kwietniu tempo wzrostu płac było najniższe od września 2023 r.

W kwietniu wynagrodzenia w ujęciu realnym nadal rosły, jednak tempo ich wzrostu było najniższe od września 2023 r. - napisali ekonomiści PKO BP w czwartkowym komentarzu do danych GUS.

Wzrost cen energii i surowców może ograniczyć skalę poprawy w przemyśle

Wyższe ceny energii i surowców, które zostały wywołane przez wojnę w Zatoce Perskiej, uderzą w branże energochłonne, co może ograniczać skalę poprawy w całym przemyśle - napisali ekonomiści banku PKO BP w komentarzu do danych GUS.