Adam Maksymowicz: Zniszczony fundament KGHM
Z historii gospodarki wiadomo, że łatwo przychodzące bogactwo, a szczególnie jego nadmiar jest zabójczy dla każdej gospodarki świata. Przykładem jest Hiszpania, która po odkryciu Ameryki i terytoriów zamorskich stała się światowym imperium. Łatwo zdobywane w koloniach zasoby złota i innych cennych surowców spowodowały, że wszelka własna produkcja stała się nieopłacalna. Padło rolnictwo, rzemiosło, a wszelkie inwestycje w tym kraju finansowano dochodami pochodzącymi z łatwych podbojów. Kiedy przyszło do konfrontacji z rywalami, Hiszpanie nie byli do nich absolutnie przygotowani.
Wkrótce imperium upadło, a wszystkie dochody należało zorganizować od podstaw. Dzisiaj to samo dotyczy gospodarki arabskich krajów naftowych, a także Rosji, która korzysta z ogromnych swoich zasobów surowcowych. Sprawa ta w jakiś sposób łączy się też z odkryciem i eksploatacją złoża rudy miedzi eksploatowanej obecnie przez KGHM Polska Miedź SA.
Odkrycie
Dzień 23 marca 1957 roku uważany jest za datę odkrycia złoża rud miedzi na Monoklinie Przedsudeckiej. W tym właśnie dniu w otworze S-1 położonym w rejonie Sieroszowic nawiercono cechsztyńską serię miedzionośną. Kolejno wykonanymi otworami wiertniczymi udokumentowano jedno z największych tego rodzaju złóż miedzi na świecie.
Do dnia dzisiejszego uważa się, że było to najważniejsze odkrycie polskiej geologii w okresie powojennym. Jego autorów nagrodzono wyróżnieniami państwowymi, stopniami naukowymi, publikacjami i przyznaniem różnych godności honorowych. Na tym zakończono wykorzystanie kadry, która dokonała tego odkrycia.
Jej autorytet był niepodważalny, ceniony, ale ich samych coraz bardziej odsuwano na boczny tor wydarzeń związanych z tym złożem. Owszem zasięgano ich rady na zasadach kurtuazyjnych i grzecznościowych, aby nie wywoływać z ich strony jakichkolwiek uwag dotyczących zagospodarowania tego niezwykłego bogactwa. Teraz, kiedy do robót górniczych przystąpili fachowcy od drążenia szybów i eksploatacji złoża, jego odkrywcy nie byli nikomu już potrzebni.
Udostępnienie złoża
Każdy, kto samochodem jedzie z Wrocławia do Zielonej Góry tuż za Lubinem na trasie aż do Głogowa mija kolejne położone tuż przy szosie zespoły szybów kopalń ZG "Lubin", ZG "Polkowice – Sieroszowice" i ZG "Rudna". Po pierwszych trudnościach i opanowaniu technologii ich głębienia, powołano specjalistyczną firmę PBK Lubin. Zdobyła ona wkrótce doświadczenie, które z zakresie precyzji drążenia, a szczególnie zamrażania górotworu uzyskała renomę na skalę światową.
Łącznie wykonano tutaj 29 szybów, które umożliwiły wentylację, zjazd załogi i wydobycie urobku. Pierwsze z nich miały średnicę ok. 6,0 m i głębokość od 650 do 875 metrów. Następne miały już przekrój 7,5 m i głębokość do 1100 m.
Intensywnie pracowano też nad różnymi metodami wybierania złoża z których najpopularniejszym stał się system filarowo–komorowy z zawałem stropu, lub podsadzką piaskową z różnymi modyfikacjami.
Wszystkimi tymi pracami kierowali specjaliści od górnictwa, mechaniki górotworu, a na końcu hutnicy, którzy odpowiadali za produkt finalny. W tej sytuacji kontrolę na prowadzoną eksploatacją złoża powierzono działom geologicznym i departamentowi gospodarki złożem w Biurze Zarządu.
Struktura ta ustawiona na najniższych szczeblach kierownictwa firmy, praktycznie została zmuszona do akceptowania każdej strategicznej jego decyzji. Liczyło się tylko wydobycie. Jak najwięcej najbogatszej rudy.
Cel ten miano osiągnąć najpierw przy pomocy dwóch kopalń. Potem wybudowano kolejne jeszcze większe dwie kopalnie, a na końcu miała być wybudowana megakopalnia. Na tą ostatnią nie starczyło już czasu, a i czwartej z nich już nie dokończono, gdyż nastał rok 1980.
Wypracowana wtedy dominacja zysku za wszelką cenę stała się, aż do niedawna, jedynym kryterium eksploatacji tego złoża. Uzasadnieniem było zawsze, że kraj potrzebuje dewiz, a załoga coraz wyższych wynagrodzeń.
Nadmiar
Mając udokumentowane zasoby liczone w miliardach ton rudy o wysokich parametrach zawartości miedzi i łatwo flotowanego srebra, zajęto się ich efektywnym wybieraniem. Podstawowym kryterium dla rządzącej ekipy było zawsze utrzymanie jak najwyższych wskaźników ekonomicznych i finansowych. O ile z punku widzenia całości złoża była to niewątpliwie jego rabunkowa gospodarka, to pod względem prawnym wszystko było zalegalizowane. Plany ruchu na długie i krótkie okresy były podporządkowane tym właśnie kryteriom maksymalnego zysku za wszelką cenę.
W ten sposób zamiast tradycyjnej eksploatacji od granic złoża ku jego centrum postępowano dokładnie odwrotnie. Ma to wpływ choćby na bezpieczeństwo pracy. Postępując od granic pozostawiano wybrane pola poza swoimi plecami. Wybierając złoże od centrum wielokrotnie trzeba było przechodzić w filarach ochronnych przez całe pola zawałowe.
Filar naciskany ze wszystkich stron kumulował naprężenia, które wielokrotnie ujawniały się potem na jego całej długości. Wybierano najbogatsze jego części nie troszcząc się o to, co będzie później.
Tak np. na oddziale G-4 ZG "Rudna" w setkach milionów ton wybierano złoże rudy o zawartości miedzi ponad 2 procent o miąższości 24 m! Dwupoziomowy system eksploatacji piaskowcowej rudy z podsadzką piaskową tworzył obraz ogromnych podziemnych kamieniołomów ze skarpami wysokimi na 20 metrów!
O żadnych oszczędnościach na złożu nawet nie wspominano. Kiedy ceny miedzi dołowały w stosunku do kosztów produkcji, zamiast wybierać dla oszczędności ubogą rudę, postępowano odwrotnie. Sprzedać wszystko za wszelka cenę, nie zważając na żadne ograniczenia. Uważano stale, że jest taki nadmiar bogatych zasobów złoża rudy, że nie ma sensu cokolwiek oszczędzać. Tymczasem wyczerpywały się łatwo dostępne centralne partie złoża.
Na przełomie wieków XX i XXI zdano sobie sprawę, że pojęcie nieograniczonego bogactwa zaczyna się kończyć.
Gorące złoże
Sięgnięto po złoże bardzo trudne, położone najdalej na północ od Lubina o nazwie Głogów Głęboki. Jest to najmniejszy obszar górniczy ze wszystkich dotąd udostępnianych, a nawet już istniejących. Znajduje się w nim ok. 25 proc. wszystkich zasobów KGHM.
Jego eksploatację rozpoczęto wyrobiskami podziemnymi od strony ZG "Rudna" jeszcze w 2006 roku. W tych dniach na złożu tym rusza budowa szybu GG-1, który ma być szybem wydechowym. Jego głębokość osiągnie 1300 m.
Trzeba przyznać, ze jest to inwestycja typu „śmierć albo życie”, gdyż średnia temperatura w wyrobiskach tego złoża dochodzi do ok. 50 stopni Celsjusza. Koszta obniżenia temperatury na dole będą ogromne i nieporównywalne z żadnymi innymi dotąd tego rodzaju wydatkami. Warunki klimatyczne muszą tu być zimą i latem sterowane. Czy wysoka zawartość miedzi i srebra w tym złożu na pewno pokryje poniesione na klimatyzację nakłady?
Jednym z kolejnych problemów jest barak niezbędnej infrastruktury na powierzchni. Otóż w czasach PRL, kiedy wszystko finansowano ze wspólnej kasy, każdy oddawany do eksploatacji obszar górniczy posiadał niezbędne obiekty. Należały do nich szyby wydobywcze i zakład wzbogacania rudy.
Ten ostatni jest o tyle istotny, że wożenie rudy jest praktycznie w 98 procentach transportem skały płonnej. Tymczasem dla Głogowa Głębokiego po prostu brakuje pieniędzy na tak poważne inwestycje liczone w kolejnych miliardach złotych. Dlatego mimo całego jego bogactwa efektywność schładzania tego „gorącego złoża” oraz podziemne wożenie rudy kilkanaście kilometrów 10 stopni po górę - do Polkowic - to kolejne koszty zmniejszające przewidywane zyski.
A rudę trzeba wozić do Polkowic, bo tam jest zakład wzbogacania rudy, prawie "bezrobotny" po zakończeniu eksploatacji na tym obszarze górniczym.
Fundament
W KGHM zawsze uważano, że podstawą istnienia kombinatu jest własne złoże rud miedzi. Miało być on tak bogate, że o żadnym szanowaniu jego zasobów nigdy poważnie nie myślano.
Teraz, kiedy zabrakło już bogatego złoża, trzeba brać ubogie resztki i sięgać po złoże, dla którego równikowy tropik byłby zbawiennym chłodem. Dlatego od pięciu lat z roku na rok obniża się zawartość miedzi w rudzie, a firma dla finalnego efektu musi za granicą kupować złom w ilości ok. 25 procent całej swojej produkcji. Można by było do końca prowadzić tę samą politykę, ale wtedy los KGHM byłby przesądzony już po następnych kilkunastu latach.
Wybierając wszystko, co zawiera jakikolwiek procent miedzi, przedłuża ona swoje istnienie jeszcze o następnych kilkanaście lat. Kiedyś beztrosko i lekceważąco wybierane, bogactwo teraz nagle się kończy. Fundament na którym stoi firma został przez nią samą stosunkowo szybko zniszczony. To jednak, co jeszcze pozostało, może wystarczyć na coraz skromniejszą egzystencję jeszcze przez najbliższych 30 lat.