Adam Maksymowicz: Uniwersytet Wrocławski pół wieku temu

Uniwersytet wroclawski wroclaw pl

fot: wroclaw.pl

Niezwykła była na Uniwersytecie Wrocławskim obecność starej przedwojennej kadry naukowej z Uniwersytetu Jana Kazimierza ze Lwowa

fot: wroclaw.pl

Był to wtedy Uniwersytet im. Bolesława Bieruta. Dowcipni studenci uważali jednak, że nosi on skrócone imię popularnej wtedy francuskiej aktorki Brigitte Bardot (BB). Uchylając się od wszelkich porównań tchnących narzekaniem na czasy współczesne, trzeba zauważyć niezwykłe kontrasty tamtych lat.

 

Jednym z nich była obecność na uniwersytecie starej przedwojennej kadry naukowej przybyłej tutaj z Uniwersytetu Jana Kazimierza ze Lwowa. Mimo powszechnie panującej indoktrynacji politycznej w klasycznym jej wydaniu komunistycznym ze służbami bezpieczeństwa na czele, kadra ta na ogół była odporna zarówno na groźby, jak i na kupowanie jej przy pomocy awansów i rozdawnictwa stanowisk.

 

Oficjalnie nie była ona jednak antyrządowa, antykomunistyczna czy antysocjalistyczna. Zajmowała się ona swoją dziedzina wiedzy nie angażując swego autorytetu w popieranie dość prymitywnych metod sprawowania władzy przez PZPR.

 

Partyjne komórki tworzyli wtedy młodzi „gniewni”, żądni awansów, stanowisk i tytułów, które partia hojnie rozdawała.

 

Mimo tego ich stanowiska od strony naukowej zależały właśnie od tej starej kadry, przynajmniej na wydziałach nauk ścisłych i przyrodniczych.

 

Trzeba przyznać, że kadra ta poddana politycznej presji nie stosowała odwetu w ocenie swoich partyjnych kolegów. Zajmowała się ściśle tym, co do niej należało, a więc nauką i jej osiągnięciami. Każdy, kto się wyróżniał pod tym względem znajdował jej poparcie i uznanie niezależnie od czynnej działalności politycznej w strukturach ówczesnej władzy.

 

W naukowym i studenckim środowisku generalnie związanym ideowo ze swoimi lwowskimi nauczycielami, żywa była jeszcze legenda powojennych pionierów tej uczelni. Zaliczali się do nich światowej sławy uczeni tej miary, co matematyk prof. Hugo Steinhaus, botanik prof. Stanisław Kulczyński, lekarz prof. Ludiwik Hirszfeld oraz geolog prof. Józef Zwierzycki.

 

Ten ostatni naukowiec o międzynarodowej sławie, odkrywca złóż ropy naftowej na Dalekim Wschodzie, stworzył pierwsze koncepcje i podwaliny naukowe do poszukiwań złóż rud miedzi na Monoklinie Przedsudeckiej. Eksploatacje tego złoża prowadzi obecnie KGHM Polska Miedź SA w Lubinie.
W tej atmosferze wielkości i światowych sukcesów nauki polskiej we Wrocławiu rozpocząłem studia na Wydziale Nauk Przyrodniczych, na kierunku geologia.

 

Autorytetem naukowym był wtedy kartograf Alp prof. Henryk Teisseyre oraz kadra jego młodszych współpracowników. Efektem ich intensywnej pracy była monografia geologii Sudetów.
Góry te okazały się jednym z najbardziej interesujących zjawisk w skali europejskiej, a nawet światowej.

 

Jedną z kolejnych legend tego wydziału był prof. mineralogii Kazimierz Maślankiewicz, który dojeżdżał do Wrocławia z odległego Krakowa. Był to przedwojenny jeszcze naukowiec, arystokrata, jubiler i doradca ekonomiczny wielu instytucji gospodarczych, który prowadził niezwykle interesujące wykłady. Ich ozdobą były przedwojenne wspomnienia profesora związane z poszukiwaniami i udostępnianiem różnych surowców, a przede wszystkim węgla kamiennego. Specjalista od kamieni szlachetnych wiedział o nich wszystko. Jego liczne książki naukowe na ten temat były wykupywane na pniu.

 

Studia geologiczne w tym czasie były związane z praktykami naukowymi w terenie. Każdego roku przed letnią sesją egzaminacyjną należało zaliczyć dwa tygodnie praktyki terenowej pod kierunkiem asystentów, a po sesji miesięczną praktykę terenową podczas wakacji.

 

Wszystko to tworzyło klimat naukowej i życiowej współpracy studentów z kadrą naukową. Podczas jednej z takich praktyk prowadzonych przez znanego ze swej surowości, ale i życzliwości prof. Józefa Oberca w terenie pracowało się aż do zmroku. Potem szło się na kolacje i wcześniej przygotowany nocleg.

 

Ponieważ w lipcu bardzo późno zapada zmrok, prowadzona przez profesora grupa nie zdążyła już kupić chleba, gdyż sklepy były już o tej porze zamknięte. Profesor poprosił studentów, aby poszli kupić chleb u gospodarzy na wsi. Niestety nic nie dostali. Na to profesor z lwowskim akcentem: - No, wy studenci nie umiecie kupować. Ja wam pokażę, jak się kupuje chleb.

 

Wszedł do pierwszej lepszej chaty, gdzie spożywano kolację, a ogromny bochen chleba leżał na stole. Profesor wziął ten bochen pod pachę nikogo nie pytając o zgodę. Na stole położył 10 złotych ( bochenek wtedy kosztował 2 złote).

Na co gospodarze: - Co my będziemy jedli?!
Profesor odpowiedział im, że mogą sobie ugotować kaszy, a my nawet tego nie mamy.
- Tak się kupuje chleb, studenci - pouczył profesor.

 

W pięćdziesięciolecie doktoratu profesor w Aula Leopoldina wygłosił wykład o swojej drodze życiowej. Na uwagę, że nauczył nas nie tylko geologii, ale także jak żyć, profesor powiedział znamienne słowa: - No wie pan, regułek i definicji to może nauczyć się każdy dureń, a jak żyć, to jest sztuka, która jest najważniejsza i nie każdy ją może pojąć…

 

Klimat tamtych lat współpracy naukowej, badawczej, towarzyskiej i koleżeńskiej był zaraźliwy. Obok sław kadry naukowej na wydziale w tym czasie studiowali nie mniej popularni studenci. Należała do nich znana już piosenkarka Anna German, pisarz powieści Piotr Wojciechowski i aktor Kabaretu „Kalambur” Ryszard Wojtyło.

 

Z tym ostatnim związana jest anegdota egzaminacyjna. Otóż pan Ryszard odpowiedział na jakieś pytanie profesora. Ten ostatni słysząc, co mówi znany aktor, zmarszczył głęboko brwi i zapytał: - Tak Pan uważa?
Na co wystraszony aktor zaczął zaprzeczać: - Nie, nie, nie.
Profesor podniósł wysoko brwi, na co aktor: - Ależ tak, tak, tak!
Wreszcie profesor pyta: - No to tak, czy nie?

 

Po kilkakrotnym odegraniu tej sceny rozbawiony egzaminator postawił utalentowanemu aktorowi pożądaną trójkę.

 

Wspominając tamten okres pragnę zwrócić uwagę na niezwykłe talenty zarówno kary naukowej, jak i studentów. Wielu moich kolegów studiujących w tamtym czasie osiągnęło później najwyższe stopnie naukowe, godności rektorów i prorektorów, było wykładowcami na zagranicznych renomowanych uczelniach, pisało książki i podręczniki.

 

Z mineralogiem profesorem Alfredem Majerowiczem, który uczestniczył w moim egzaminie wstępnym, jestem zaprzyjaźniony jak ze starszym tylko kolegą. Łączy nas nadal pasja poznawania świata, jego geologicznych, surowcowych i energetycznych tajemnic i zawsze przy każdym spotkaniu mamy sobie wiele do powiedzenia.

 

Felietony Adama Maksymowicza

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Grupa PGE przedstawiła aktualizację strategii do 2035 r. – Energia cyfrowej przyszłości

Grupa PGE przedstawiła zaktualizowaną Strategię do 2035 roku. Wyznacza ona kierunki dalszego rozwoju Grupy PGE w warunkach dynamicznych zmian na rynku energii, tj. elektryfikacji gospodarki, rozwoju technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji, a także wskazuje kierunki wzrostu efektywności wykorzystania kapitału oraz odpowiedzialnej polityki dywidendowej. Szacowane łączne nakłady inwestycyjne Grupy PGE do 2035 roku wyniosą około 210 mld zł, co przełoży się na wzrost wyniku EBITDA do ponad 30 mld zł w 2035 roku. Strategia zakłada także powrót do wypłacania dywidendy od podziału zysku za 2026 rok. Strategia podtrzymuje cele klimatyczne Grupy PGE, w tym osiągnięcie zerowej emisji netto z wytwarzania do 2050 roku. 

Zmniejszą liczbę firm zobowiązanych do raportowania zrównoważonego rozwoju

We wtorek rząd zajmie się projektem ustawy, który ma na celu zmniejszenie grupy podmiotów zobowiązanych do przygotowywania raportów zrównoważonego rozwoju oraz zmiany w zasadach raportowania dla grup kapitałowych.

UOKiK nałożył niemal 4 mln zł kary na firmę pożyczkową Aasa Polska

Niemal 4 mln zł kary nałożył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na firmę pożyczkową Aasa Polska. Zdaniem Urzędu, spółka naruszyła zbiorowe interesy konsumentów poprzez sztuczne zawyżanie całkowitej kwoty kredytu i omijanie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim.

Zima – kto już o niej myśli?

Choć za oknem śniegu jeszcze nie ma, właśnie teraz warto zaplanować zimowy wypoczynek dla całej rodziny. Hotele***NAT zapraszają zarówno w góry - do Krynicy Zdroju, Bukowiny Tatrzańskiej, Ustronia i Wisły, jak i nad Bałtyk - do Sarbinowa oraz Świnoujścia. Niezależnie od tego, czy szukacie śnieżnych stoków, morskiego spaceru czy ciepłego basenu, każdy znajdzie wersję zimowego odpoczynku dla siebie.