Adam Maksymowicz: Syzyfowe prace nad nowym prawem geologicznym i górniczym
Pierwszy projekt został opracowany cztery lata temu przez poprzedniego Głównego Geologa Kraju. Był on obszerny i szczegółowy. Liczył sobie ok. 200 stron. Nowy rząd już tylko doskonalił poprzednią wersję. Ta doskonałość była coraz większa. Jej miarą była objętość, która obecnie waha się w granicach 1200 stron.
Trzykrotnie pod tym względem bije niedawno przyjęty sławny Traktat Europejski z Lizbony. Projekt ten jest wzorem doskonałości formy, która całkowicie w cień odsuwa jego mało istotną treść.
Wydawało się, że wszyscy są w tej sprawie już jednomyślni i bez żadnych kłopotów trafi on do Sejmu, a tu szybko zostanie przegłosowany i stanie się obowiązującym prawem.
Tymczasem uwagi zawarte w sobotnio-niedzielnym wydaniu „Naszego Dziennika” (9-10 stycznia 2010r.) w artykule pt. „PO – Zasoby geologiczne po cichu i tanio sprzedam” wskazują na permanentny kryzys w tym temacie. Jednakże tezy i zgłoszone w artykule postulaty wymagają przynajmniej uściślenia, wyjaśnienia i oceny.
Interes publiczny
Dziennik cytuje wypowiedź społecznego doradcy ministra spraw wewnętrznych i administracji Grzegorza Schetyny. Jest nim prof. Michał Kulesza z Uniwersytetu Warszawskiego. Powiedział on: - Twierdzę, że przesłanką wprowadzenia zmian nie jest żaden interes publiczny, tylko po prostu interesy przedsiębiorców górniczych.
Pana profesora Kuleszę wypada zapytać, co to jest „interes publiczny”? Czy dobro przedsiębiorców górniczych mieści się w tym pojęciu, czy też nie?
Z dalszych wyjaśnień wynika, że dobrem publicznym są samorządy, a nie przedsiębiorstwa górnicze. Wygląda na to, że samorządy, które dotąd otrzymywały znaczące sumy z podatku od górniczych obiektów budowlanych nie są zainteresowane istnieniem na ich terenie tychże przedsiębiorców.
Samorządy protestują przeciwko likwidacji tego podatku znacząco zasilającego gminny budżet. Jednakże nie przejmują się tym, że przedsiębiorca górniczy obciążony nadmiernymi podatkami może zbankrutować. Jego bankructwo to też przecież utrata tychże podatków, bo nie będzie miał ich kto płacić.
Można się tylko domyślać, że forma likwidacji przez bankructwo jest w pełni akceptowana przez samorządy. To, że na ich terenie wzrośnie bezrobocie, mało kogo już obchodzi. Samorządowcy mają pracę i dla nich starczy. Ta forma im odpowiada, tamta nie, mimo, że skutek jest ten sam. W rezultacie chodzi o to, żeby dla samorządów były pieniądze zagwarantowane prawnie, a o resztę już ich głowa nie boli.
Pojęcie „interesu publicznego” zostaje przypisane tylko i wyłącznie woli i stanowisku samorządów. Wszyscy inni nic nie mają z nim nic wspólnego i mają się samorządom podporządkować. Przypomina to trochę terror ideologiczny i wyłączność na reprezentowanie polskiego społeczeństwa, jakie w swoim czasie miała nieboszczka PZPR w czasach PRL.
Wybory
Gazeta twierdzi, że dalszą dyskusję nad nową wersją prawa geologicznego i górniczego odłożono na czas po wyborach samorządowych. Były minister środowiska prof. Jan Szyszko zauważa, że obecna nowelizacja ustawy jest skrajnie niekorzystna dla samorządów. Ma ona na celu przygotowanie pola dla sprzedaży podmiotów branży górniczej, które nie mogą być obciążone zobowiązaniami względem samorządów, bo w takim przypadku mało, kto je kupi. Obciążenia te w skali kraju ocenia się na ok. 100 mln zł.
Wielu samorządowców korzystających dotąd z podatku od kopalń twierdzi, że jego brak uniemożliwia wręcz funkcjonowanie gminy. Jest to ograniczeniem stanu majątkowego gmin. Burmistrzowie gmin górniczych wystosowali apel do premiera „o podjęcie działań legislacyjnych, które doprowadzą do usunięcia niekorzystnych dla gmin górniczych rozwiązań prawnych”.
Jeżeli tak dalej pójdzie to nowe prawo górnicze nigdy nie zostanie uchwalone i na to się właśnie zanosi. Po wyborach samorządowych są wybory prezydenckie, potem parlamentarne, a potem znów samorządowe itd. W ten sposób zawsze jakieś wybory będą przeszkodą dla uchwalenia tego prawa.
Niezgodność z Konstytucją
Podkomisja sejmowa ma wątpliwości, czy ustawa jest zgodna z Konstytucją. Chodzi jej o zapisy dotyczące własności górniczej, wynikającej z udzielonej koncesji.
Wspomniany prof. Michał Kulesza twierdzi, że projekt prawa geologicznego i górniczego nie jest zgodny w tym zakresie z Konstytucją. Twierdzi on dalej, że mamy do czynienia \"z aktem wywłaszczenia gmin\". Podatek ten uzasadnia on koniecznością przeznaczenia większych środków finansowych na naruszoną przez roboty górnicze infrastrukturą techniczną.
Wydaje się, że jest to nadużycie interpretacyjne. Przecież oprócz podatku kopalnie wszędzie na własny koszt naprawiają szkody górnicze. Także te powstałe w infrastrukturze. Ciekawi mnie jednak, jak sobie radzą gminy, które nie są „górnicze” i nie dostają do swego budżetu górniczej „darmochy”. Czy nie powinny one wystąpić o równy rozdział tych środków na wszystkie gminy w Polsce? Wszak jest równość, a złoża nie są własnością poszczególnych gmin, tylko w całości należą do państwa polskiego. Czy prof. Kulesza tego nie zauważa, czy reprezentuje tylko interesy gmin górniczych? Czy to jest zgodne z Konstytucją?
Syzyfowe prace
Sejmowi i rządowi doradcy, a także fachowcy z kręgu ministerstwa środowiska, które odpowiedzialne jest za przygotowanie tej ustawy zgodnie twierdzą, że wszystko dałoby się już dawno uzgodnić, sensownie i krótko zapisać. Na przeszkodzie jednak stoją politycy. Ci ostatni o warunkach naturalnych złóż i ich eksploatacji mają pojęcie raczej zielone, ale za to umieją liczyć.
Każdy polityk wie, że chodzi tu o skarby wręcz nieocenione, bo Polska jest jednym z najbogatszych surowcowych krajów świata. Każdy z nich chce coś z tego mieć. Poprawki, uzupełnienia, wnioski, zmiany itp. sypią się bez przerwy. Każdy je korzystnie dla siebie interpretuje i zatrudnia grono fachowców, które wszystko to wedle życzenia uzasadnia.
Skołowana publiczność całkiem się w tym gubi. Te dyskusje, debaty i enuncjacje oraz oświadczenia świadczą, że daleka jest jeszcze droga do uchwalenia prawa górniczego.
Na tym tle najlepiej prezentuje się ustawa z 1994 roku, która ma być zmieniona. Jest czymś całkiem niezrozumiałym, że nie jest ona krytykowana, ani atakowana. Jest powszechnie uznawana za dużo lepszą ustawę niż ta, nad którą toczą się syzyfowe prace...
Czytaj też:
Pochwała prawa górniczego i geologicznego