Adam Maksymowicz: Prawo przeciw górnictwu
Meandry, spory i drastyczne zmiany, jakie zachodzą w rozpatrywanej nowej ustawie prawo geologiczne i górnicze wprawić mogą w zdumienie nawet laików. Oto w czwartek 24 lutego, późnym wieczorem połączone komisje Sejmu RP, zajęły inne stanowisko, niż poprzednio rekomendowane przez nadzwyczajną podkomisję do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy prawo geologiczne i górnicze.
Przypomnieć trzeba, że po roku działania podkomisja ta zakończyła swoje prace 28. 04. 2010 r. Podkomisja ta ku oburzeniu przedstawicieli samorządów zajęła stanowisko, że podziemne wyrobiska górnicze nie są obiektami budowlanymi i nie podlegają z tego tytułu opodatkowaniu. Trzeba przyznać, że było to stanowisko zgodne z prostymi zasadami logiki. Jak mogą być trwałymi obiektami budowlanymi wyrobiska górnicze, które natychmiast po ich wykorzystaniu likwiduje się? Czy ktoś o zdrowych zmysłach likwiduje obiekt budowlany, który z takim nakładem kosztów i wysiłku postawił? Wydawało się, że były to przesłanki wystarczające do uzasadnienia tego stanowiska podkomisji. Stanowisko to miało być zarekomendowane Sejmowi RP w celu uchwalenia tego prawa w całości. Pomijając wszystkie inne zapisy tego prawa oparte na dowolnych zasadach tworzenia niezliczonej ilości paragrafów, to akurat postanowienie to było jak najbardziej uzasadnione.
Sierota
Okazuje się jednak, że całą rozbudowana radosna twórczość normowania wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach, jest niczym wobec sporu o podatek od wyrobisk górniczych. Upór samorządów w tej sprawie wydaje się w pełni zrozumiały. Są one podobnie, jak całe państwo zadłużone ponad wszelką miarę. Skądś pieniądze trzeba brać na załatanie dziury budżetowej. Pod względem politycznym stanowią one dużo ważniejszy czynnik niż górnictwo, bo reprezentują pod tym względem stanowisko w skali krajowej. Ich przeciwnicy ze strony górniczej są marginalizowani. Po pierwsze jest ich coraz mniej. Po drugie nadal trwa nienajlepsza aura wokół górnictwa, co politycy mogą sprawnie wykorzystać. Górnicy twierdzą, że podatek ten będzie przysłowiowym „gwoździem do trumny górnictwa”. Politycy, nawet odpowiedzialni za ten resort potwierdzają tę diagnozę. Jednocześnie zapewniają, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby do tego nie dopuścić. Owszem to prawda. Robią to, ale tylko w słowach. Czynów brak. Typowym przykładem jest tu prominentny polityk europejski ze Śląska. Jego obietnice i wizje rozwoju górnictwa na tym terenie są porywające. Tyle tylko, że czynów brak. W sytuacji takiej, jak ta z opodatkowaniem wyrobisk, to nawet brak słów. Tak generalnie zachowują się politycy zarówno ze strony rządowej, jak i opozycyjnej. Krótko mówiąc polskie górnictwo jest sierotą. Nikt go nie chce, a wręcz przeciwnie każdy wymaga od niego coraz więcej i ponad wszelką miarę. Stan ten spowoduje upadek górnictwa węgla kamiennego.
Nowe podatki
Jest wielce prawdopodobne, że komisje sejmowe zechcą rozpatrzyć kolejne podatki od górnictwa. Realny jest podatek drogowy. Po ziemią istnieją chodniki komunikacyjne, często o długościach w skali ok. 100 km. Wystarczy każdy kilometr obciążyć podatkiem i już jest dochód do pustego samorządowego skarbu. Takich podatków można wymyślić znacznie więcej. Kolejnym może być podatek od zużytego powietrza. Przecież po to, aby można było pod ziemią oddychać wtłacza się codziennie do kopalni miliony metrów sześciennych powietrza, które jako zużyte wydala się szybami wydechowymi. Za każdy metr sześcienny powietrza wystarczy jeden grosz, a w skali roku będą z tego miliardy złotych. Podatkami obciążyć można wszystko. Składowanie odpadów i ich wykorzystanie. Zalesianie terenów górniczych, jaki ich zagospodarowywanie. Od górnictwa podatków nigdy dosyć.
Od Karkonoszy po Tarnowskie Góry
Polskę uważa się niesłusznie za kraj żyjący z górnictwa. Kiedyś w „ciemnym” średniowieczu śląscy książęta, w celu wzbogacenia swego skarbca sprowadzali górników z całej Europy. Zamiast obciążać ich podatkami nadawano im kolejne przywileje. Zysk był jednak znacznie większy ze sprzedaży wydobytych surowców niż przyznane im ulgi. W ten sposób zagospodarowywano kolejne centra polskiego górnictwa począwszy od Sudetów, a dokładniej od Karkonoszy po Tarnowskie Góry. Dziś wszystko to nie ma żadnego znaczenia. Liczy się doraźny zysk bez żadnej perspektywy rozwojowej. Samorządy nie biorą pod uwagę faktu, że zlikwidowane górnictwo podniesie skalę bezrobocia na ich terenie. Nie biorą pod uwagę, że będą one musiały węgiel często znacznie droższy i zawodny w dostawach sprowadzać z zagranicy redukując swoje bezpieczeństwo energetyczne do zera. Wszystko to źle wróży górnictwu węgla kamiennego, ale też i całej polskiej gospodarce.
Ministerstwo Środowiska
Ironią losu jest fakt, że konstrukcję i projekt prawa geologicznego i górniczego powierzono resortowi, który z natury rzeczy dąży do likwidacji górnictwa węglowego w całości. Resortem tym jest ministerstwo środowiska, które stara się o zminimalizowanie wydzielania do atmosfery dwutlenku węgla, który rzekomo w trzaskające mrozy przyczynia się do ocieplenia klimatu. Pod tym względem eliminacja z polskiego rynku węgla kamiennego będzie dla tego resortu niewątpliwym „sukcesem”. Jest smutnym faktem, że przedstawiciel tego ministerstwa nadzorujący bezpieczeństwo w górnictwie i autor tego prawa w osobie podsekretarza stanu i głównego geologa kraju nie zareagował na tego rodzaju propozycje podatkowe połączonych komisji sejmowych. Pozornie stanowisko połączonych komisji sejmowych nie przesądza jeszcze o tym, jak będzie wyglądało głosowanie nad tą ustawą w sejmie. W rzeczywistości wobec inicjatywy i dominującej roli strony rządowej w przyjęciu takiego rozwiązania, jest prawie pewne, że większość sejmowa potwierdzi ten stan rzeczy. Czy można ten proces zatrzymać? W tej chwili wydaje się to już niemożliwe. Niemniej przyszłość nie jest nam znana. Europejski kryzys energetyczny związany z pogodowymi anomaliami w Australii oraz z arabskimi zaburzeniami w dostawach do Europy ropy i gazu mogą zwrócić uwagę Unii Europejskiej na konieczność bardziej racjonalnego wykorzystania polskiego węgla. I tak dawni wrogowie polskiego górnictwa węgla kamiennego, mogą okazać się teraz jego przyjaciółmi. Poparcie takie będzie musiał uwzględnić zarówno polski rząd, jak i niechętny węglowi parlament. Wszak prawo europejskie tym razem może zadziałać z korzyścią dla nas, gdyż jest ponad krajowymi decyzjami w tej sprawie.
Kontrola
Tworzenie nowego prawa jak już wspomniano opiera się na zasadach nie celowości, korzyści, ale na anarchii. Wyraża się ona w dowolnym ustanawianiu korzystnych dla administracji państwowej przepisów. Stąd dowolna niczym nieograniczona twórczość w tworzeniu bez liku składu i ładu nowych paragrafów. Każdy z nich jednoznacznie zapewnia i ułatwia sprawowanie nad górnictwem nadzoru i kontroli. Czy jednak służą one górnictwu? Nie, nie służą. Odnosi się nawet wrażenie, że nie o to tutaj chodzi. Górnictwo może być, a może i go nie być. To autorów tego prawa najmniej interesuje. Najważniejsza jest kontrola. Wszystko w najdrobniejszych szczegółach ma być ustalone raz na zawsze przez najwyższy organ państwowy, jakim jest Sejm RP. Wszystko to przypomina znane powiedzenie Józefa Wissarionowicza, że zaufanie to dobra rzecz, ale kontrola jest znacznie lepsza. Stąd koncepcja tego prawa jest represyjna. Szczegółowa i tak skonstruowana, aby zawsze przedstawiciel władzy miał rację, niezależnie od tego, jakie wyda on postanowienie. To się nazywa uniwersalizm prawny, a rzeczywistości jest dyktaturą urzędników nad polskim górnictwem.
Pośpiech
Wszystko wskazuje na to, że wkrótce uzgodniony na wszystkich możliwych już szczeblach nowy projekt prawa geologicznego i górniczego trafi do Sejmu. Tu zapewne już w pierwszym głosowaniu zostanie przyjęty jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Fakt ten w znacznym stopniu umocni pozycje rządową w samorządach i znacząco wpłynie na wynik zbijających się wyborów parlamentarnych. Za wszystkie te gry polityczne zapłaci polskie górnictwo przede wszystkim węgla kamiennego. Z tym wszystkim można by się nawet pogodzić, gdyby nie to, że już wkrótce wbrew uchwałom sejmowym trzeba będzie górnictwo odbudowywać. Proces ten jest jednak znacznie droższy od likwidacji. Wiadomo, że zniszczyć jest znacznie łatwiej niż zbudować. Nie jesteśmy krajem najbogatszym i dlatego nie stać nas na szaleństwa najpierw interesownej politycznie likwidacji górnictwa węglowego po to, aby za dziesięciokrotnie większe koszta potem je odbudowywać. W każdym bądź razie w obliczu tego, co się ostatnio stało w komisjach sejmowych nie wolno milczeć.