Adam Maksymowicz: Koniec strat KGHM w Kongo
fot: diselele.com
Złoże KGHM w Kimpe można było wydobyć przez trzy miesiące przy zatrudnieniu stu ludzi <i>na zdj. odkrywka w Katandze</i>
fot: diselele.com
Dziś w chwili sporu o gospodarność, efektywność i własność firmy milczą one na ten temat jak zaklęte. Wszystko wskazuje na to, że od samego początku była to inwestycja chybiona. Z tego powodu należy przypuszczać, że decyzje w sprawie jej kontynuowania zapadały w stolicy na najwyższych szczeblach rządowych i do KGHM były przekazywane tylko do wykonania. Świadczą o tym infantylne zaklęcia o jej opłacalności wyrażane przez - znanych ze swojej fachowości - prezesów tej firmy.
Kimpe
Decyzja o kupnie złoża przez KGHM zapadła już w 1996 roku. Jej podstawy stworzyli pracownicy Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie, którzy na zlecenie KGHM sporządzili dokumentację złoża Kimpe. Było to złoże mikroskopijnej wielkości w znanej ze swoich bogactw prowincji Katanga. Jego zasoby oceniano na 0,8 mln ton, co stanowiło ok. 0,1 procenta krajowych zasobów rud miedzi!
Złoże to występujące od powierzchni ziemi i miało być eksploatowane odkrywkowo. Obliczano, że rudę można wydobyć przy pomocy najprymitywniejszego sprzętu, jakim są taczki, w ciągu około trzech miesięcy przy zatrudnieniu ok. 100 ludzi. Ponieważ jednak wydobycie było całkowicie zmechanizowane miało to trwać mniej więcej tyle samo czasu przy zatrudnieniu kilkunastu osób. Ruda miał być dostarczana do pobliskiej huty.
Rządowym i biznesowym wizytom na najwyższym szczeblu do Afryki nie było końca. Kongijscy przedstawiciele rządowi oświadczali, że do KGHM mają całkowite zaufanie, gdyż firma ta reprezentuje kraj, który nigdy nie splamił się dyskryminacją rasową. Podpisano stosowne umowy i w 1997 roku przystąpiono do prac terenowych.
Korupcja
Nieoficjalne, ale za to prawdziwe informacje, jakie zaczęły napływać od ludzi tam zatrudnionych nie napawały optymizmem. Otóż w Kongo panowała powszechna korupcja. Już na lotnisku każdy z pasażerów musiał mieć minimum dwudziestodolarowy banknot w paszporcie. W przeciwnym wypadku urzędnik zabierał paszport i kazał wracać do kraju. Za 100 dolarów można było otrzymać rachunek na wszystko, co się tylko zapragnęło.
Prowadzonych w dżungli robót nikt nawet nie zamierzał kontrolować. Wysyłana stamtąd poczta szła do kosza o ile nie zapłaciło się łapówki urzędniczce na poczcie.
Na zdjęciach delegacji na najwyższym szczeblu zwiedzających egzotyczną inwestycję widać było mało dyskretnie rozstawionych żołnierzy z bronią gotową do strzału. Wszystko to stwarzało atmosferę niezwykłości i tajemniczości charakterystycznej dla operacji prowadzonych przez służby specjalne.
Śląsk i USA
Wraz z rozpoczęciem afrykańskich inwestycji w kraju podjęto akcję dyskredytacji miejscowych bogactw naturalnych. W licznych wywiadach prasowych prezesi KGHM udowadniali, że Polska jest pod względem surowcowym ubogim krajem, w którym nie warto poszukiwać i eksploatować miejscowych zasobów. Szczególnej krytyce poddawano bogactwa naturalne Dolnego Śląska, które uznawano za bezwartościowe i z tego powodu niegodne zainteresowania się ze strony tak wielkiego, światowego giganta, jakim jest KGHM.
Jednocześnie pojawiły się sugestie, że KGHM na rynku afrykańskim podejmie rywalizację ze spółkami amerykańskimi, które były tu właścicielami największych złóż rud miedzi. Było to bardzo ambitne zadanie, ponieważ jednym z udziałowców amerykańskich spółek był były szef Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) i były prezydent USA Georgie Bush (senior). Drugim właścicielem tych złóż był dawny sekretarz stanu oraz były doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa niejaki Henry Kissinger.
Media donosiły o zainteresowaniu się Polakami w Kongo przez UOP. Ponurego obrazu dopełniła tragiczna śmierć głównego projektanta złoża Kimpe. Pewnego dnia jego ciało znaleziono na torach kolejowych pod Wrocławiem. Nie brakło prywatnych ostrzeżeń, aby od sprawy Konga trzymać się jak najdalej, bo niechcący może kogoś na chodniku potrącić samochód.
Eksploatacja
Wybraną ze złoża rudę składowano na hałdzie. Miejscowa huta była zrujnowana i nie nadawała się do wytopu miedzi. Blisko złoża znajdują się huty w Zambii, ale nie mogły być wykorzystane, bo zabraniała tego umowa. W tej sytuacji postanowiono przywozić rudę statkami do kraju.
Pierwszy transport rudy dostarczono na odległość ok. 2000 km koleją do portu w Dar Es Salaam nad Oceanem Indyjskim, następnie przez Morze Czerwone i Kanał Sueski oraz przez Morze Śródziemne surowiec zmierzał do Polski. Po przejściu cieśniny Gibraltarskiej napotkano na sztorm na Oceanie Atlantyckim. Statek obciążony rudą przechylił się i w ciągu kilku minut poszedł na dno.
W tym momencie zdano sobie sprawę, że albo trzeba budować na miejscu hutę, albo zaniechać wszelkiej sensownej myśli o eksploatacji afrykańskich złóż. To wszystko działo się w latach 1996-99. Szczegóły tych wydarzeń opisywała lokalna prasa. Od tego czasu przymierzano się do wycofania się z Afryki. Nie wiadomo jednak, dlaczego proces ten trwał, aż dziesięć lat...
Zyski
Inicjatorzy kongijskiego przedsięwzięcia zawsze twierdzili, że inwestycja w Kongo przyniosła kolosalne zyski i nadal będzie je przynosić. Po bliższym przyjrzeniu się interesom prowadzonym w Demokratycznej Republice Konga, wiadomo już, że mogli oni mieć rację. Od początku w poufnych informacjach, obliczeniach i relacjach wszyscy zainteresowani zdawali sobie sprawę z tego, że firma może ponieść tu tylko i wyłącznie straty. Dlaczego prominentni przedstawiciele KGHM twierdzili jednak odwrotnie?
Tak, były (i to kolosalne) zyski płacone określonym osobom, jako wynagrodzenie za ich trud i poświęcenie dla prowadzenia tej inwestycji w Kongo. Nagrodą były też awanse służbowe kierownictwa tego przedsięwzięcia.
W tej sytuacji tym bardziej trzeba docenić jednoznaczne odcięcie się obecnych władz KGHM od całej tej afrykańskiej afery.
Zagraniczne inwestycje
Nie bez powodu na wszystkie zagraniczne inwestycje KGHM pada cień Konga. Przede wszystkim dlatego, że podstawowe przesłanki decyzji o zaangażowaniu za granicą zawsze mają punkt wyjściowy podobny do tego z Afryki. Założeniem jest, że dla takiego giganta, jak Polska Miedź, nie ma w Polsce możliwości dla prowadzenia poważnych inwestycji górniczych.
Wobec tego może on sobie pozwolić na straty w wysokości 170 milionów złotych (jak ujawnił to raport z 2006 roku) bez żadnych konsekwencji. Ile inwestycji górniczych można by było zrealizować za te pieniądze w Polsce? Pytanie to pozostawiam bez odpowiedzi.
Kiedyś KGHM rozpracowywał złoże rudy żelaza wanadu i tytanu w Krzemionkach na Suwalszczyźnie. Teraz jakby o tym całkowicie zapomniał. Czas, aby przypomniano sobie w KGHM, że został on wybudowany w całości z krajowego kapitału. Jego pierwszym obowiązkiem powinno być dbanie o kondycję krajowego górnictwa, a nie zagranicznego.
Uparte, bezowocne i od wielu lat stale kontynuowane poszukiwanie mitycznych inwestycji zagranicznych zawsze może się zakończyć tak jak w Afryce. Ulokowanie środków inwestycyjnych KGHM w krajową bazę surowcową wydaje się w tej sytuacji jedynym sensownym sposobem naprawienia inwestycyjnej porażki na złożu Kimpe.
Tylko takie przesunięcie zainteresowania firmy z zagranicznych mrzonek na źródła surowca w kraju będzie miało strategiczne znaczenie dla dalszego rozwoju Polskiej Miedzi gwarantując, że kongijska afera już więcej się nie powtórzy.
Czytaj też:
KGHM rozpoczyna likwidację spółki KGHM Congo