Adam Maksymowicz: Hundert Professoren
fot: Jarosław Galusek
Buzek w Wilnie nazwał rosyjsko-niemiecki „Nord Stream” projektem politycznym, który może zagrażać bezpieczeństwu energetycznemu UE
fot: Jarosław Galusek
Profesor Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, występując ostatnio w sosnowieckim Silesia Expo w sposób bardzo emocjonalny zaatakował przeciwników tezy o tzw. ociepleniu klimatu. Powiedział on, że to nie jest bujda i osobiście ręczy za to swoim własnym autorytetem.
Warto zastrzec jednak, że jest to autorytet jeden z wielu i nie ma on wymiaru absolutnego. Profesor wezwał do zerwania z kpinami i prześmiewcami medialnymi drwiącymi z ocieplenia klimatu. Dla wyjaśnienia mechanizmu deformacji problemu podał przykład najcięższej u nas zimy od trzydziestu lat. Jak więc wierzyć w ocieplenie klimatu? Tymczasem - tłumaczył prof. Buzek - gdzie indziej są rekordowe upały, a mimo ostrej zimy w Europie może okazać się potem, że średnia temperatura na naszym globie wzrośnie o kolejne dziesiętne stopnia Celsjusza.
Nawiązując do wypowiedzi profesora, że ocieplenie klimatu nie jest bujdą, pozwolę sobie stwierdzić, że jest to nie tylko bujda, ale jeszcze bujda na resorach.
Autorytet
Profesor Jerzy Buzek jest niewątpliwie autorytetem politycznym. Poseł, premier, a teraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Stanowiska te, które pełni z uznaniem swoich wyborców i partnerów, świadczą o jego doświadczeniu, zasługach i osiągnięciach na tym polu.
Jest też profesorem chemii*). O żadnych wybitnych osiągnięciach profesora jako naukowca nie słyszałem. Jego internetowe biografie nie podają dzieł ani prac naukowych, które w jakiś sposób zwróciłyby uwagę na jego wybitne w tym zakresie osiągnięcia. Być może - jako osadzone w specjalistycznej chemii - są one zbyt mało popularne.
Ponieważ jednak zagadnienia ocielenia klimatu nie należą do kategorii politycznych, ani też chemicznych, powoływanie się profesora na swój autorytet w tej materii uznałbym, delikatnie mówiąc, za przesadzone.
Profesor powinien moim zdaniem szanować swoich kolegów - równie utytułowanych naukowców - i odnieść się nie tylko do dziennikarskich kpin i drwin, ale też do argumentów wysuwanych przez gremia naukowe i to jeszcze na dodatek najbardziej kompetentne do zabierania głosu w tej sprawie.
Protesty
Z tej samej specjalności zawodowej, co prof. Jerzy Buzek, jest wrocławski profesor chemii, autor wielu podręczników i monografii prof. Przemysław Mastelarz, który w książce pt. „Ekologiczne kłamstwa ekowojowników” (nie powołując się na swój - wcale nie mniejszy - autorytet) wykazał, że ocieplenie klimatu może być dla nas zbawcze w momencie kończącego się interglacjału, czyli okresu międzylodowcowego.
Wszystkie procesy klimatyczne na ziemi zachodzą w ciągu przynajmniej tysięcy lat, a nie - jak straszą nas „ekowojownicy” - w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Owszem, są to naturalne wahania klimatyczne, ale nic ponadto.
Profesor Mastalerz publikuje w swojej książce serię protestów uczonych całego świata przeciwko tezie o efekcie cieplarnianym. Do bardziej znanych należy np. „Apel Heidelberski” w którym napisano: „Na progu XXI wieku jesteśmy zaniepokojeni pojawieniem się irracjonalnej ideologii, która sprzeciwia się postępowi naukowemu i technicznemu oraz hamuje rozwój ekonomiczny i społeczny”.
Podobne zdanie wyrazili uczeni w „Deklaracji Lipskiej”, w „Petycji Oregońskiej”, apelu pt. „Uczeni całego świata ostrzegają ludzkość”. Ostatnio również wśród gorących dotąd zwolenników ocieplenia klimatu dochodzi do rozłamów, zaprzeczeń i sporów na ten temat, czego przykładem są kolejne posiedzenia kluczowej dla tej sprawy instytucji, jaką jest Międzynarodowa Komisja do Spraw Zmian Klimatu (IPCC). Dodać do tego można protest brytyjskiej Izby Lordów z 2005 roku, która wyraziła głęboki i naukowo uargumentowany sceptycyzm co do istnienia efektu cieplarnianego. (Nie przeszkodziło to wcale przyznaniu IPCC wspólnie z Alem Gorem Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 roku za prace nad „efektem cieplarnianym”).
Komitet Nauk Geologicznych PAN
Niemal równo rok temu, 12 lutego, obradujący we Wrocławiu Komitet Nauk Geologicznych PAN poddał druzgocącej krytyce stanowisko zwolenników wpływu człowieka na ocieplenie się klimatu, a szczególnie wytwarzanego w procesach cywilizacyjnych dwutlenku węgla. No cóż, można powiedzieć, że jeden komitet nie zmienia tu niczego, wszak kilka następnych może powiedzieć na ten temat całkiem co innego. Tak jednak nie jest.
Nauki geologiczne zmiany klimatu badają nie od 200 ostatnich lat, jak czyni to współczesna światowa klimatologia, lecz informacje klimatyczne zbierane są w sensie prawie dosłownym od stworzenia świata. Dokładniej od około jednego miliarda lat, od kiedy ukształtowały się lądy i oceany i od kiedy zaczęto datować wiek skał a zarazem odczytywać, w jakim klimacie one powstawały. W tych akurat sprawach autorytet geologów jest niepodważalny.
Mając tak bogaty materiał Komitet Nauk Geologicznych PAN ogłosił kilka fundamentalnych tez, które warto wymienić w skrócie.
Po pierwsze: na klimat ziemski w sposób decydujący oddziałuje Słońce oraz termika oceanów, morfologia powierzchni ziemi, procesy erozji i wypiętrzania, a także wędrówka kontynentów.
Po drugie: stała zmienność klimatu jest jego cechą udowodnioną niezbicie i to w czasie, gdy nie było jeszcze człowieka na ziemi.
Po trzecie: w historii Ziemi dominował klimat znacznie cieplejszy niż obecnie. W okresie czwartorzędowym, w którym żyjemy, w ciągu ostatnich 2,5 miliona lat wielokrotnie przeplatały się okresy zlodowacenia i ocieplenia. Obecnie jesteśmy akurat w fazie maksimum ocieplenia, po którym może być już tylko chłodniej. W okresie ostatnich 400 lat dochodziło do znacznie większej zawartości dwutlenku węgla w atmosferze i dużo bardziej drastycznych zmian temperatury, niż obserwujemy to obecnie. Ilość CO2 zależna jest w znacznym stopniu od intensywności wulkanicznej, przede wszystkim występującej na dnach mórz i oceanów. Niemniej warto, aby człowiek nie zwiększał zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, na co zasadniczy wpływ ma wycinanie lasów i puszcz Amazonii.
Dokument PAN kończy się analizą interesów politycznych i handlowych, które można realizować w ramach tak zwanej poprawności politycznej.
Prezydent RP
W połowie stycznia głowa państwa zaprosiła do siebie przedstawicieli nauki polskiej reprezentujących nauki przyrodnicze w sprawie ocieplenia klimatu. Konferencja u prezydenta RP jednoznacznie wyraziła stanowcze „nie” dla pakietu klimatycznego. Oceniono tam, że w wyniku wdrożenia pakietu w życie nastąpi trzykrotny wzrost cen prądu elektrycznego.
Podważono też sens tak powszechnie zachwalanej w Polsce metody podziemnego składowania dwutlenku węgla (CCS). Uznano, że wdrażane w życie postanowienia związane z ociepleniem klimatu skierowane są na likwidację polskiego górnictwa węgla kamiennego i brunatnego, jako najtańszych źródeł energii elektrycznej.
Hundert Professoren
Zwolennicy ocieplenia klimatu o żadnych protestach zwykle nigdzie nie wspominają. Profesor Jerzy Buzek o swoich przeciwnikach naukowych o równym, a może nawet wyższym autorytecie, także milczy jak zaklęty. Wytykając dziennikarskie kpiny sam nie stroni od popularnych i raczej mało naukowych środów perswazji i oddziaływania na publiczność i perswazji ("człowiek pogryzł psa", "to nie jest bujda").
Jednoznaczne zaangażowanie prof. Jerzego Buzka w promowanie teorii ocieplenia klimatu budzie moje różne refleksje.
Po pierwsze nie ma ono nic wspólnego z jego osiągnięciami naukowymi, gdyż od tej strony nie są znane jego jakiekolwiek publikacje, badania i studia.
Jest to zatem działalność ściśle polityczna. Ponieważ jednak problem ocieplenia klimatu jest zagadnieniem naukowym, tak więc wypowiedź prof. Jerzego Buzka na ten temat nie może być odebrana inaczej, jak wystąpienie znanego polityka, który stara się przekonać swoich słuchaczy do głoszonych przez siebie tez i postulatów. To, że powołuje się on na swoje naukowe w tej sprawie doświadczenia, to - jak widać - czysta retoryka.
Po drugie budzi pewne zdziwienie głoszenie przez tak wytrawnego polityka tez godzących w ekonomiczne podstawy polskiej energetyki.
Po trzecie wreszcie politycy nie powinni rozstrzygać sporów naukowych. Zawsze kończyło się to katastrofą gospodarczą. Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć o wdrażaniu w życie poglądów Józefa Wissarionowicza Stalina na zmiany klimatyczne na azjatyckich pustyniach ZSRR, czy też jego „osiągnięcia” jako językoznawcy itp.
Tradycyjna europejska cywilizacja i kultura zawsze w miarę możliwości wymagała ścisłego oddzielenia polityki od nauki. Jeżeli jednak naukowiec zostaje politykiem, to nie powinien on wykorzystywać władzy do dyktowania swojej woli nauce i odwrotnie. Zależność tę zauważył celnie Otto von Bismarck mówiąc: „Hundert Professoren, und das Vaterland ist verloren”. Co oznacza w wolnym tłumaczeniu: "Stu profesorów w polityce i już po Niemczech".
Jeżeli profesorowie-politycy mogliby zgubić tak zdyscyplinowane państwo jak Niemcy, to o ileż łatwiej może się to udać w Polsce?!
Profesor Jerzy Buzek powinien to wszystko wiedzieć i nie mieszać, jak czyni to w omawianym wystąpieniu, polityki do nauki i odwrotnie, bo zawsze daje to skutki opłakane...
*) Jerzy Buzek uzyskał w 1997 roku tytuł naukowy profesora nauk technicznych, natomiast jego kariera naukowa koncentruje się od 1963 roku na dyscyplinie inżynierii chemicznej. Pracował m.in. w Instytucie Inżynierii Chemicznej PAN w Gliwicach, był też członkiem i sekretarzem naukowym Komitetu Naukowego Inżynierii Chemicznej i Procesowej PAN w Gliwicach. Praca doktorska traktowała o procesie desorpcji przy odsiarczaniu gazów metodą siarczynową.