Adam Maksymowicz: Górnictwo w kampanii prezydenckiej
Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich w Polsce problematyka górnicza praktycznie nie została poruszona przez żadnego z kandydatów. Poza wątkiem eksploatacji nieoszacowanych jeszcze złóż gazu łupkowego górnictwo nie istniało w debacie kandydatów na najwyższy urząd w państwie.
Historycznie biorąc - kandydatem, który najwięcej miejsca w swojej kampanii wyborczej na urząd Prezydenta RP poświęcił górnictwu, był zmarły prezydent RP śp. Lech Kaczyński. Na początku lutego podczas swojej wizyty na Górnym Śląsku wyraził on swoje poglądy na temat górnictwa węglowego. Jego propozycje uporządkowania instytucji i przepisów związanych z bezpieczeństwem pracy spotkały się tu z życzliwym odbiorem.
Złożył deklarację, że nie dopuści do prywatyzacji tej branży naszej gospodarki. Przy tej okazji zaatakował też rząd twierdząc, że to on przede wszystkim odpowiada politycznie za stan polskiego górnictwa.
Jarosław Kaczyński
Prezes PiS przejmując po swoim bracie kandydaturę na to stanowisko początkowo ogólnie zadeklarował kontynuację jego polityki w stosunku do górnictwa. Było to jednak oświadczenie zbyt ogólne, aby można spodziewać się po nim bardziej konkretnych inicjatyw.
W telewizyjnej debacie kandydatów na tydzień przed głosowaniem Jarosław Kaczyński enigmatycznie wypowiedział się tylko na temat ogromnych możliwości, jakie dają poszukiwania złóż gazu łupkowego, których prekursorem na naszym terenie są koncerny amerykańskie.
W jego ocenie mamy szansę stać się „drugą Norwegią” pod względem wydobycia i eksportu gazu ziemnego. Kilka dni później po wizycie w Krakowie, gdzie z przekazanych relacji wynikało, że spotkał się on z naukowcami Akademii Górniczo Hutniczej, zajął już w tej sprawie bardziej wstrzemięźliwe stanowisko.
Generalnie dobrze to o nim świadczy, że w sprawach górnictwa zasięga rady najlepszych krajowych ekspertów. Wszak przyszły prezydent nie może znać się na wszystkim. Umiejętność korzystania z fachowego i wiarygodnego doradztwa naukowego i ekonomicznego jest jedną z niezbędnych kwalifikacji wymaganych od każdego polityka.
Bronisław Komorowski
Poza niezręczną wypowiedzią w Londynie na temat eksploatacji gazu łupkowego „metodą odkrywkową”, kandydat ten nie zajmował się w ogóle problematyką górnictwa. Można przypuszczać, że ów brak zainteresowania jest dla formacji politycznej Komorowskiego postawą znaczącą. Jako uzasadnienie słyszymy tu zwykle, że branża górnicza w nieuzasadniony sposób była nobilitowana w czasach PRL. Teraz zaś na zasadzie odwrotności powinna pogodzić się z nieuchronną likwidacją. Po co zajmować się czymś, co nie ma przyszłości?
Powszechne w PO przekonanie o marginalnej i zanikającej roli przemysłu górniczego odzwierciedla też kandydat tej formacji na urząd Prezydenta RP. Dlatego nie należy oczekiwać z jego strony jakiejkolwiek ofensywy dla pozyskania górniczego elektoratu. Jeżeli nawet podejmie on takie próby, „bo każdy głos jest na wagę złota”, to nie spodziewam się, by mógł użyć argumentów za istnieniem i rozwojem górniczej branży. Będą to raczej apele ideowe i polityczne.
Natomiast Górny Śląsk, czy chce czy nie chce, z samych idei nie wyżyje. Węgiel kamienny będzie tu wydobywany jeszcze prze długie lata. Przynajmniej około pół miliona elektoratu jest w tym regionie bezpośrednio i pośrednio związane z branżą wydobywczą. Zlekceważenie tych ludzi może sprawić, że zagłosują oni na przeciwnika Bronisława Komorowskiego.
Grzegorz Napieralski
W środowisku górniczym czuje się jak u siebie w domu. Choć w kampanii wyborczej nie wypowiadał się bezpośrednio na tematy związane z przyszłością branży, to jest tu zawsze dobrze widziany. Mając lewicową koncepcję zadbania o ludzi najciężej pracujących, najczęściej się z nimi spotyka niezależnie od trwającej kampanii wyborczej.
Miałem okazję widzieć i słyszeć jego wystąpienia na spotkaniach z górnikami KGHM, gdzie cieszy się dużym uznaniem. Ta codzienna jego akcja prowadzona również w stosunku do górnictwa, dała mu spektakularny wynik w postaci trzeciej pozycji na mapie politycznej kraju.
Lekcja Napieralskiego dla polityków w sprawie górnictwa jest następująca: o tę branżę muszą oni dbać na co dzień, a nie tylko od wyborów do wyborów, albo nawet wcale jej nie zauważając.
Waldemar Pawlak
Wynik wyborczy tego kandydata jest bez znaczenia. Jednakże jego osobiste kompetencje zawodowe, jako urzędującego ministra gospodarki, są nie do przecenienia. Wielokrotnie na tych stronach podnosiłem jego zalety jako eksperta gospodarczego.
Sam kandydat na urząd prezydenta nie zajął jednak jednoznacznego stanowiska w sprawie perspektyw rozwojowych zarówno Górnego Śląska, jak i całości polskiego górnictwa. Jest to niezrozumiałe, gdyż, akurat on posiadał najwięcej materiałów i był pod tym względem najlepiej przygotowany.
Dostosowanie zatem kampanii wyborczej do wymogów rządowego koalicjanta stało się jedną z przyczyn jego porażki. Sygnałem ostrzegawczym dla tego rodzaju wyniku wyborczego były również komentarze, jakie pojawiały się na tych stronach internetowych. Przy promowaniu rozwiązań gospodarczych tego kandydata lawinowo pojawiały się zarzuty nie tyle wadliwych koncepcji i kierunków, ale podległości i firmowania swego rządowego sojusznika.
Po prostu w opinii publicznej Waldemar Pawlak nie funkcjonował jako samodzielny podmiot polityczny. Dziś zwycięzcy w tych wyborach dają mu niedwuznacznie do zrozumienia, że lepiej by było, gdyby zabrał swoje zabawki i odszedł z rządu robiąc miejsce dla Grzegorza Napieralskiego.
Pozostali kandydaci
Przy całym szacunku dla ich osobistych zalet i walorów politycznych, ze względu na uzyskany wynik w pierwszej turze wyborów trzeba ich scharakteryzować łącznie. Otóż żaden z nich w jakikolwiek sposób nie podjął zagadnień, z jakimi boryka się polskie górnictwo.
Z przeprowadzonych z nimi rozmów wynika, że temat ten ich w ogóle nie interesuje. Zachęcani jednak do jego podjęcia odpowiadają, że również opinia publiczna ignoruje te tematykę. Nie jest to do końca prawdą. Kandydaci na dowód przedkładają wyniki badań opinii publicznej oraz licznych sondaży. Nie biorą oni pod uwagę, że badania te mogą być sterowane, manipulowane i reżyserowane. Zresztą sami często o tym mówią, tyle tylko, że w innym kontekście.
Druga tura
Obaj pretendenci do najwyższego urzędu prawdopodobnie nie będą chcieli zajmować się trudnymi szczegółowymi sprawami górnictwa. Nikt nie ma na to już ani czasu ani nawet ochoty. Są jednak sprawy tak powszechnie znane i mające tak decydujące znaczenie dla przyszłości polskiego górnictwa i przemysłu, że obaj kontrkandydaci mają szansę i niejako obowiązek je efektywnie podnieść promując swoje rozwiązania.
Do kategorii tej należy problematyka wielce wątpliwych ustaleń i obostrzeń związanych z emisją dwutlenku węgla w ramach „walki z ociepleniem klimatu”. Obłędna wręcz mania urzędników brukselskich domaga się tak daleko idących nakładów na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, że w jej wyniku polskie górnictwo węgla kamiennego i brunatnego może przestać być opłacalne. Czyli przestanie w ogóle istnieć.
Czy można się temu przeciwstawić? Ośrodek rządowy i reprezentujący go minister środowiska od dawien dawna są propagatorami ostrej walki z ociepleniem klimatu. W tej sprawie rząd jest absolutnie głuchy na jakąkolwiek krytykę lub reaguje na nią alergicznie. Minister nie przyjmuje do wiadomości żadnych dowodów i tez, które przeczyłyby jego własnemu stanowisku. Odpowiadając na zarzuty czyni to w formie autorytatywnej, odmawiając swoim przeciwnikom kompetencji w tej sprawie.
Krytyczne w tej sprawie stanowisko zajął były prezydent.
W połowie stycznia głowa państwa zaprosiła do siebie krytyków rządowej polityki klimatycznej. Konferencja u prezydenta jednoznacznie wyraziła stanowcze „nie” dla pakietu klimatycznego. Oceniono tam, że w wyniku wdrożenia pakietu w życie nastąpi trzykrotny wzrost cen prądu elektrycznego. Podważono też sens tak powszechnie zachwalanej w Polsce metody podziemnego składowania dwutlenku węgla (CCS). Związki zawodowe wyliczyły, że polityka klimatyczna doprowadzi do utraty około 200 tys. miejsc pracy. Kazimierz Grajcarek z śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" zaapelował o wstrzymanie jej realizacji.
Czy Bronisław Komorowski może odciąć się od decyzji rządowych i zająć w tej sprawie samodzielne stanowisko? Czy Jarosław Kaczyński może w sposób bardziej konkretny kontynuować dzieło swego brata, o czym zawsze tak chętnie wspomina?
Najbliższe dwa tygodnie pokażą, jak ważne dla kandydatów na urząd prezydenta są strategiczne sprawy i decyzje o „być albo nie być” dla polskiego górnictwa na Górnym Śląsku i w całej Polsce.
Od redakcji:
Felieton wyraża wyłącznie poglądy Autora. W szczególności nettg.pl zastrzega, że nie zajmuje stanowiska po którejkolwiek stronie w kampanii wyborczej.